Mamy dokument prokuratury ws. rekolekcji dla młodzieży w Koszarawie. "Przypadki 'osunięć' i osłabnięć"

Portal Gazeta.pl dotarł do treści postanowienia o umorzeniu prokuratorskiego śledztwa w sprawie rekolekcji w Koszarawie, które grupa młodzieży odbyła w ubiegłym roku. Niektórzy rodzice twierdzilli, że ich dzieci wróciły z wyjazdu osowiałe lub ze stanami lękowymi. Szczególne kontrowersje wzbudził rytuał tzw. "spoczynku w Duchu Świętym". Prokuratura nie potwierdziła jednak, by nastolatkowie byli narażeni na jakiekolwiek niebezpieczeństwo.

O sprawie zrobiło się głośno w lutym ubiegłego roku za sprawą publikacji w "Głosie Cieszyńskim". Do redakcji zgłosili się zaniepokojeni rodzice, których 14, 15-letnie dzieci brały udział w trzydniowych rekolekcjach w klasztorze we wsi Koszarawa w powiecie żywieckim. Jak twierdzili, nastolatkowie byli po powrocie "osowiali, wycofani, bierni, a w niektórych przypadkach można mówić nawet o stanach lękowych czy depresyjnych". W trakcie modlitw miało dochodzić do omdleń.

Po rekolekcjach w klasztorze dzieci miały mieć "stany lękowe czy depresyjne" 

Głos zabrała wówczas Diecezja Bielsko-Żywiecka. Jak wyjaśnił wtedy przedstawiciel kurii ks. Mateusz Kierczak, rekolekcje były elementem przygotowywania młodzieży do bierzmowania. Ks. Kierczak podkreślił, że w trakcie rekolekcji nikt nie zgłaszał "żadnych problemów", a opinie w anonimowych ankietach - poza dwiema obojętnymi - miały być pozytywne.

"Celem kursu jest, aby młody człowiek powierzył życie Jezusowi. W czasie rekolekcji odbywa się modlitwa wstawiennicza o dary Ducha Świętego, tej modlitwie mogą towarzyszyć zewnętrzne znaki, takie jak spoczynek w Duchu Świętym" - wyjaśnił.

Czym jest spoczynek w Duchu Świętym? Jak tłumaczył przed kilkoma laty w rozmowie z portalem Niedziela.pl ks. Jan Abrahamowicz, "polega on na tym, że w czasie modlitwy z nałożeniem rąk albo modlitwy o wylanie Ducha Świętego, ktoś nagle słabnie i upada". Zaznaczał jednocześnie, że "nie jest to omdlenie".

Sprawą zajęła się wtedy też Prokuratura Rejonowa w Żywcu, która sprawdzała, czy doszło do narażenia młodzieży na "bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby psychicznej". Śledztwo zostało umorzone w listopadzie 2020 r. Portal Gazeta.pl dotarł do szczegółów decyzji prokuratury.

Prokuratura przesłuchała nie tylko uczestników rekolekcji, ale zasięgnęła także opinii biegłych: profesora Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, profesora Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie oraz doktora psychologii i wykładowcy na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Zobacz wideo Hołownia: Jestem zwolennikiem, żeby państwo z największą surowością i rzetelnością rozliczyło Kościół Katolicki (10.03.2021 r.)

Prokuratura: Były przypadki osunięć i osłabnięć

Jak relacjonowali śledczy, w czasie rekolekcji prowadzono np. animację, w trakcie której "dzieci miały związane ręce sznurkiem". "Niektóre z nich ściągały sobie ten sznurek z rąk. Wizualizacja miała na celu unaocznić zniewolenie człowieka przez grzech. Związane sznurkiem ręce rozcinał następnie kapłan, co miało symbolizować uwolnienie człowieka od grzechu" - czytamy.

Prokuratura potwierdziła również, że 15 lutego 2020 r. odbyła się "specjalna msza", podczas której uczestnicy mieli otrzymać "specjalne błogosławieństwo". Udział w błogosławieństwie był dobrowolny, ale katechetka namawiała uczniów, twierdząc, że w przeciwnym wypadku będą "żałować".

Błogosławieństwo to polegało na "odprawianiu modlitwy przez księdza oraz dwóch wstawienników nad danym uczniem". Zadaniem wstawienników było "asekurowanie uczniów, którzy na skutek modlitwy utraciliby równowagę i mogli upaść na posadzkę".

Jest to tzw. "spoczynek". Zjawisko "Spoczynku w Duchu Świętym" nie ma charakteru sformalizowanego. Nie jest hipnozą, transem, ani zemdleniem. Objawia się ono możliwością osunięcia się, zapaści, bezwiednego upadku - zazwyczaj do tyłu. Nie towarzyszy jednak temu utrata świadomości. Spoczynek w Duchu Świętym nie jest wprowadzeniem w odmienny stan świadomości. Człowiek zawsze może się uczuciu osunięcia sprzeciwić i nie traci kontroli nad sobą. Nie jest również przy tym konieczne udzielanie pomocy medycznej. Rolą wstawienników w przypadku osunięcia było asekurowanie, zabezpieczenie takiego ucznia, który się osunął

- wyjaśniała prokuratura.

Jedna z uczennic po rekolekcjach miała mieć obawy przed spaniem w ciemnościach, miała wrażenie, że ktoś za nią chodzi, korzystała z pomocy psychologa. Jeszcze inna czuła się "roztargniona". Kilkoro uczniów zniechęciło się do kościoła. Prokuratura uznała ostatecznie, że "większość uczniów w sposób pozytywny przeżyła doświadczenie modlitwy wstawienniczej".

"Oczywiście były przypadki 'osunięć', osłabnięć oraz innych jeszcze reakcji na modlitwę. Finalnie jednak przedmiotowe reakcje nie przyniosły uczniom niczego złego. W większości przypadków nie korzystano z psychologa oraz psychiatry, a ogólny stan zdrowia dzieci jest dobry. Tam gdzie wprowadzono pomoc psychologiczną, psycholog stwierdził, że nic złego się nie stało" - wyliczała prokuratura. Śledczy stwierdzili, że niektórzy rodzice wręcz wyolbrzymiali to, co działo się na rekolekcjach.

"Z treści materiału dowodowego wynika, iż dzieci zadowolonych po rekolekcjach było znacznie więcej niż tych, które źle wspominają to doświadczenie" - czytamy.

Więcej o: