Pielęgniarka z OIOM-u: Najgorsze są dzwoniące telefony w torbach chorych, których już mogą nie odebrać

Na łamach Gazeta.pl w całości publikujemy list pielęgniarki pracującej na oddziałach anestezjologii i intensywnej terapii. "Najgorsze są dzwoniące telefony w torbach chorych, których już mogą nie odebrać (...) Zgadzam się, że ochrona zdrowia w Polsce to kolos na glinianych nogach, który już nawet się nie chwieje, tylko się zawalił!" - pisze.

Trwa trzecia fala epidemii. System ochrony zdrowia jest przeciążony bardziej kiedykolwiek. W Gazeta.pl wspieramy pracowników medycznych i oddajemy Wam nasze łamy, by pokazywać, jak rzeczywiście wygląda sytuacja na pierwszej linii. Lekarzu, pielęgniarko, ratowniku medyczny, diagnosto, pracowniku sanepidu, pracowniku ochrony zdrowia - napisz do nas na adres: redakcjagazetapl@agora.pl. Pokaż nam, jak wygląda Wasza codzienna praca, podziel się z nami swoją perspektywą.

Pielęgniarka: Niewiele pracowników na moim oddziale nie straciło kogoś z rodziny

"Jestem pielęgniarką z 18-letnim stażem pracy, z czego od 17 lat pracuję tylko i wyłącznie na oddziałach na anestezjologii i intensywnej terapii. Zawsze była to moja pasja, nigdy nie wyobrażałam sobie, by móc podjąć pracę na innym oddziale. Obecnie jestem już zmęczona, ale - znając siebie - nie dam się pokonać, ani pandemii, ani wrednym ludziom. Mam sąsiadów, którzy nie odzywają się do mnie od 1,5 roku, jak wychodzę na podwórze, to dosłownie uciekają do domu. Zresztą po rozmowach z koleżankami okazuje się, że nie tylko ja spotykam się z takimi zachowaniami. Najbardziej przybijające jest, kiedy młodsze koleżanki, dzwonią się wygadać i opowiadają mi o kolejnych pacjentach i czasami, tak jak dzisiaj, rozmowę przerywamy, bo jest kolejne przyjęcie lub zgon" - czytamy w liście.

Zobacz wideo Konieczny: Pacjenci niecovidowi często trafiają do szpitala, gdy na pomoc jest za późno

Zdjęcie ilustracyjne.Lekarka z wiejskiej przychodni: Od roku słyszmy, jakimi gnojami jesteśmy

Pacjenci boją się iść do szpitala i przychodzą tu za późno, trafiają do nas i, tak jak wspomniał lekarz rezydent w swoim liście, ostatnie co słyszą to nazwy leków i rozmiar rurki. Ci ludzie ufają nam i mają nadzieję, że zrobimy wszystko, by ich uratować. My z kolei musimy nauczyć się, jak z nimi rozmawiać, by nie odbierać resztek nadziei, a jest to bardzo bardzo trudne, kiedy widzimy, że w pewnym momencie nie będziemy w stanie już nic zrobić. Ostatnio koleżanka pocieszała pacjentkę na respiratorze i opowiadała mi, że najgorsze było to, że widziała już plamy na ciele świadczące o zaburzeniu krążenia. W nocy ta pacjentka zmarła

- pisze nasza czytelniczka.

Najgorsze są dzwoniące telefony w torbach chorych, których już mogą nigdy nie odebrać. Nie muszę sobie wyobrażać tego, co czują rodziny tych osób, ponieważ znam to z autopsji. Na COVID-19 zmarł mój brat, ale w pracy wiedzą o tym tylko dwie osoby, bo nie chcę od nich współczucia. Poza tym muszę się zająć tymi ludźmi, którzy stają się od nas zależni. Tak naprawdę to niewiele pracowników na moim oddziale nie straciło kogoś z rodziny
Podziękowaniem dla nas są kartki na tablicy od pacjentów, którzy wyzdrowieli lub kciuk uniesiony do góry przez młodego człowieka wybudzonego na ECMO i opowiadane przez niego kawały. Nasza sala jest oddzielona szybą, więc przytomnym pokazujemy się bez kombinezonów, by zobaczyli w nas ludzi, nie kosmitów

- dodaje.

"Ładnie wyglądają slogany. Kolejni ministrowie mają nas gdzieś"

W liście czytamy także: "Zgadzam się, że ochrona zdrowia w Polsce to kolos na glinianych nogach, który już nawet się nie chwieje, tylko się zawalił! Wkurza nas, jak Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych wytacza proces o etykietkę na piwie, bo to brak szacunku dla zawodu. A gdzie była ta Izba w ciągu tylu lat zaniedbań w pielęgniarstwie? Ładnie wyglądają slogany, a kolejni ministrowie mają nas gdzieś! Wychodzi nieudolność zarządzających placówkami ochrony zdrowia, gdy nagle odkrywają, że sam sprzęt nie leczy, jest kolejnym meblem i to cholernie drogim, a oszczędności ze zwolnień personelu pielęgniarskiego są złudne.

Piszę to pod wpływem emocji. Jedyne co jeszcze pragnę zaznaczyć to fakt, że tak naprawdę państwo powinno zwrócić pieniądze za specjalizację pielęgniarkom z oddziałów anestezjologii i intensywnej terapii, bo kursy lub specjalizacje w tej dziedzinie zrobiły i robią za własne pieniądze w swoim czasie wolnym - mówię to z własnego doświadczenia oraz jako osoba prowadząca od wielu lat zajęcia z tej dziedziny pielęgniarstwa. Jest niewiele osób, które załapały się na dofinansowanie z Ministerstwa Zdrowia".

Szpital w czasie epidemii / zdjęcie ilustracyjneRekordowo długa terapia pacjenta z COVID-19. 122 dni w szpitalu

Więcej o: