Pielęgniarz o liczbie wezwań: Coś takiego się nie zdarzało. Spodziewam się, że będzie jeszcze gorzej

W zatrważającym tempie rośnie liczba pacjentów, którzy trafiają do szpitali z powodu COVID-19. Dramatyczne statystyki dotyczące hospitalizacji znajdują odzwierciedlenie w relacjach pracowników pogotowia. - Podczas drugiej fali realizowaliśmy 450-500 wyjazdów dziennie. Teraz jest to 800 wyjazdów na dobę - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Paweł Wnuk, pielęgniarz z zespołu wyjazdowego. - Spodziewam się, że pod koniec tego tygodnia lub na początku przyszłego będzie jeszcze gorzej. Obym się mylił - dodaje.

- Jeżeli karetki ze Śródmieścia i w ogóle z Warszawy jeżdżą do Sierpca, Nowego Miasta nad Pilicą czy do Ostrołęki na skraju województwa, to sytuacja jest dramatyczna. Dostajemy informacje z dyspozytorni, że w takich Kozienicach, 100 kilometrów od Warszawy, jest miejsce dla pacjenta covidowego. Ufamy, że tam, gdzie pojedziemy, to łóżko będzie czekało. Ale nieraz zdarzało się tak, że jedziemy bardzo daleko i na miejscu okazuje się, że tego miejsca nie ma. Po prostu zostało zajęte przez pacjenta, którego przywiózł lokalny zespół. Wtedy czasem musimy wrócić do Warszawy i poszukiwać wolnego miejsca w stolicy - mówi w Gazeta.pl Paweł Wnuk, pielęgniarz zespołu wyjazdowego z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego "Meditrans". Jak podkreśla, "wyjazdy 100, 150 kilometrów od Warszawy wyraźnie wskazują, że wolnych łóżek dla pacjentów covidowych w stolicy nie ma".

Zobacz wideo Twardy lockdown od niedzieli? Arłukowicz: Klękamy przed wirusem

Coraz więcej hospitalizacji

We wtorek zarejestrowano 16 741 zakażeń koronawirusem. To o ponad dwa i pół tysiąca więcej niż tydzień wcześniej. Zmarło 396 osób. Rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz przyznał, że z tygodnia na tydzień zwiększa się liczba nowych zakażeń, a w szpitalach przybywa chorych na COVID-19. Od wczoraj przybyło ponad 1300 zajętych łóżek w szpitalach. Jak dodał, "jesteśmy na etapie 22,5 tysiąca zakażeń dziennie, więc jest to już dość wysoki pułap. To, co budzi kolejny niepokój, to liczba zajętych łóżek i to musi budzić niepokój nas wszystkich, a nie tylko ministra zdrowia".

Rezydent z oddziału covidowego: 'Rurka 7.5, midanium, propofol, fentanyl' - to dla wielu będzie ostatnie zdanie, jakie usłyszą w życiuRezydent: Jeśli spotkamy się na oddziale, to dla was może być już za późno

Rzecznik resortu zdrowia podkreślił, że od poniedziałku w szpitalach przybyło ponad półtora tysiąca dodatkowych miejsc dla chorych na COVID-19. W ciągu ostatniego półtora tygodnia liczba łóżek zwiększyła się o ponad siedem tysięcy.

Pielęgniarz: Jedziemy 100 km od Warszawy i okazuje się, że miejsca nie ma. Coś takiego się nie zdarzało

We wtorek rano donoszono o braku wolnych miejsc w szpitalach tymczasowych. Jak informowało RMF FM, w Siedlcach na 100 łóżek przebywało 99 chorych. Wszystkie miejsca były zajęte w szpitalu tymczasowym w Płocku. Natomiast w Szpitalu Bródnowskim czy placówce w Ciechanowie liczba pacjentów przekraczała liczbę dostępnych miejsc. Z relacji Karola Bielskiego, dyrektora warszawskiego pogotowia, wynika, że zdarzało się, że jedna z karetek musiała przebyć trasę z Warszawy do placówki w Lipnie - 170 kilometrów. 

Paweł Wnuk w rozmowie z Gazeta.pl podkreśla, że "ogromny problem z miejscami obserwuje od początku tego miesiąca". 

W pierwszym tygodniu marca mieliśmy zakażenia na poziomie kilkunastu tysięcy zakażeń, po ok. 10 dniach część ludzi dodatnich w teście wymagała hospitalizacji, w ostatnich dniach obserwujemy tego skutki. W ubiegłym tygodniu mieliśmy skoki po 25-27 tysięcy zakażeń, więc spodziewam się, że pod koniec tego tygodnia lub na początku przyszłego będzie jeszcze gorzej. Obym się mylił

- wskazuje pielęgniarz.

Śmigłowiec LPRW miesiąc liczba misji LPR zwiększyła się o niemal 100

"Coś takiego miesiąc temu było dla mnie nie do pomyślenia"

Jak podkreśla, obecnej sytuacji z tzw. drugą falą na jesieni "nie da się porównać".

Po prostu się nie da. Wtedy realizowaliśmy 450-500 wyjazdów dziennie. Teraz jest to 800 wyjazdów na dobę. Takie liczby notowaliśmy czasem w sylwestra, nie przypominam sobie, żeby coś takiego się zdarzało w normalnych okolicznościach. Nasze zasoby są już wykorzystywane w 100 procentach, najlepiej pokazuje to fakt, że czasami realizujemy wezwania, które były przyjęte przez dyspozytornię medyczną cztery czy pięć godzin wcześniej, pacjent po prostu czeka w kolejce. Coś takiego naprawdę nigdy się nie zdarzało i jeszcze miesiąc temu było dla mnie nie do pomyślenia

- przyznaje Paweł Wnuk.

Więcej o: