Spór po pogrzebie Jana Lityńskiego. Córka Zofii Romaszewskiej o matce: To nie osoba jak każda inna

Zofia Romaszewska, podobnie jak kilkadziesiąt innych osób czekających przed kościołem, nie została wpuszczona na mszę pogrzebową Jana Lityńskiego. W kościele obowiązywały limity epidemiologiczne oraz lista gości, a w samej uroczystości udział brała głównie najbliższa rodzina zmarłego. Do sytuacji tej odniosła się także córka doradczyni Andrzeja Dudy. "Najgorsze jest w tym wszystkim to, że Janek był w tym najmniej ważny, bo sam nigdy by niczego podobnego nie zrobił" - napisała Agnieszka Romaszewska-Guzy.

W środę 10 marca odbyły się uroczystości pogrzebowe Jana Lityńskiego. Po południu, w Kościele Środowisk Twórczych przy pl. Teatralnym w Warszawie, odprawiona została msza, a po niej nastąpiło odprowadzenie trumny na Powązki Wojskowe. Z powodu obostrzeń epidemiologicznych na mszy uczestniczyli głównie członkowie rodziny zmarłego - obecny był także Bronisław Komorowski, którego Jan Lityński był doradcą. Na zewnątrz kościoła zgromadziło się kilkadziesiąt osób, które nie mogły wejść do środka - wśród nich znalazł się Mateusz Morawiecki, Zofia Romaszewska czy Marcin Kierwiński.

Pogrzeb Jana Lityńskiego. Zofia Romaszewska: Wieniec wpuszczono, mnie już nie, bo nie byłam na liście

Zofia Romaszewska krytykowała później to, że nie została wpuszczona do kościoła. Zarzuciła też rodzinie zmarłego, że mogła zorganizować mszę w większej świątyni, dzięki czemu w uroczystości mogłoby wziąć udział więcej osób. Do sytuacji tej odniosła się na Facebooku także córka doradczyni prezydenta Dudy - Agnieszka Romaszewska-Guzy.

Zofia Romaszewska ma pretensje po pogrzebie Jana Lityńskiego.Zofia Romaszewska ma pretensje po pogrzebie Jana Lityńskiego

"Różne rzeczy byłam w stanie sobie wyobrazić, ale nie to, że mamy nie wpuszczą na mszę pogrzebową Janka Lityńskiego (który zresztą powinien był jeszcze sobie pożyć... ). Strasznie to przykre. I nie ważne był limit czy nie był i jaki. Mama wzięła wieniec od Prezydenta i pojechała z poczuciem, że to absolutnie oczywiste, że powinna tam być. I choć nadrabiała miną, bardzo ją to zabolało" - napisała na początku długiego wpisu.

Agnieszka Romaszewska-Guzy: Nadrabiała miną, ale bardzo ją to zabolało

Agnieszka Romaszewska-Guzy wspomina, że Jana Lityńskiego jej rodzina znała od czasów powstania KOR-u. Opozycjonista miał wiele razy bywać u nich w domu, a Gama, ich ówczesny pies, "go uwielbiała". Lityński był też osadzony na Białołęce w jednej celi z mężem Agnieszki Romaszewskiej.

Córka Zofii Romaszewskiej dodaje, że pogrzeby były sytuacją, które "raczej jednały niż dzieliły" żałobników. "Wobec śmierci wszyscy są równi, ale przede wszystkim z szacunku i sentymentu dla wspólnej przeszłości (...) ludzie nie lubiący się za bardzo na co dzień, uprzejmie się sobie kłaniali, a ci co nie zgadzają się ze sobą kompletnie, a jednak się lubili to nawet miło się uśmiechali i zagadywali (...). I najgorsze jest w tym wszystkim to, że Janek był w tym najmniej ważny, bo sam nigdy by niczego podobnego nie zrobił. Cokolwiek by nie uważał i jakich by nie miał poglądów, bo był generalnie facetem osobiście bardzo sympatycznym" - pisze dalej Agnieszka Romaszewska-Guzy.

Pod wpisem pojawiło się wiele wyrazów współczucia, które użytkownicy kierowali nie do rodziny Jana Lityńskiego, a do Romaszewskich - "za to jak zostali potraktowani na pogrzebie". Niektórzy piszą, że takie zachowanie ma być przejawem braku pogodzenia się z drugą kadencją Andrzeja Dudy. Tylko nieliczne komentarze użytkowników zwracają uwagę, że rząd wprowadził epidemiologiczne restrykcje, do których zwyczajnie kościół i wierni się zastosowali. "Limit wynosi 30 osób, rodzina ma więc prawo zadecydować o tym, kogo wpuścić do kościoła, to jest chyba jasne. Reguły obowiązują wszystkich i tłumaczenie, że jedna osoba nie ma racji bytu, bo jak jedna, to dlaczego nie pięć" - pisze jedna z osób na Facebooku. Na komentarz ten odpowiedziała także Agnieszka Romaszewska-Guzy. Według niej, jej mama "nie jest osobą jak każda inna".

Poszukiwanie ciała Jana LityńskiegoPoszukiwania ciała Jana Lityńskiego. Żona: Stracilam swoje życie, serce

Więcej o: