Mężczyzna nie może pracować ani pobierać świadczeń. Formalnie nie żyje od czterech miesięcy

Pan Zbigniew cztery miesiące temu, na skutek pomyłki, został uznany za zmarłego. Akt zgonu może unieważnić wyłącznie sąd, jednak do tej pory nie wyznaczono nawet terminu rozprawy. Mężczyzna nie może pracować ani pobierać świadczeń.

Jak informuje Polsat News, pod koniec listopada Dorota Mulawka z Jeleniej Góry otrzymała wiadomość z MOPS-u o śmierci brata Zbigniewa Alencynowicza. Rodzina nie została poproszona o zidentyfikowanie ciała mężczyzny, ponieważ rzekomo miał ponieść śmierć w wyniku zakażenia koronawirusem.

Pan Zbigniew formalnie nie żyje od 4 miesięcy 

- Tknęło mnie coś po prostu. Weszłam w piątek wieczorem na profil mojego brata na Facebooku, ubolewałam nad jego losem. Miał jeden, jedyny wpis, gdzie widniało wyłącznie nazwisko jego przyjaciela. I tak drogą dedukcji znalazłam panią Karolinę o tym samym nazwisku i skojarzyłam sobie z opowieści brata, że to może być córka tego przyjaciela. Natchnęło mnie, żeby do niej napisać - powiedziała w programie "Interwencja" Dorota Mulawka.

Po rozmowie z siostrą Pana Zbigniewa, pani Karolina zadzwoniła do ojca z informacją, że mężczyzna nie żyje. - Jak nie żyje, jak siedzi koło mnie? Co ty gadasz? No i dałem mu telefon - wspomina Andrzej Kłosowski, przyjaciel Pana Zbigniewa. Tego samego wieczoru pani Dorota dowiedziała się, że jej mieszkający w Krakowie brat jednak żyje.

Dlaczego popełniono pomyłkę? 

Prokuratura wyjaśnia, dlaczego doszło do pomyłki. Wiadomo jedynie, że pana Zbigniewa Alencynowicza uznano za zmarłego, ponieważ w kieszeni przywiezionego do szpitala niezidentyfikowanego mężczyzny znaleziono mandat wystawiony na nazwisko Pana Zbigniewa. Zbigniew Alencynowicz znał zmarłego, zresztą nie tylko on, mężczyzna powiedział "Interwencji", że o tym, kim jest, wiedziała również straż miejska i policja.

- To był bezdomny i wszyscy go znali. Po prostu dziesiątki razy był dziennie spisywany. Według mnie pomylił się szpital - powiedział pan Zbigniew. - Choć szpital z mandatu nie byłby w stanie moich pełnych danych uzyskać. Potrzebna jest do aktu zgonu data urodzenia, imię ojca, imię matki. Teraz przerzuca szpital na policję, policja na szpital. No to niech oni się przerzucają, ale ja bym nie chciał z tego powodu dalej tak wegetować - dodaje. Jak dodaje "Dziennik Zachodni", w komisariacie Policji 4 w Krakowie prowadzone jest postępowanie, które ma wyjaśnić jak doszło do błędnej identyfikacji mężczyzny.

Zobacz wideo Wystąpienie Anny Zalewskiej w czasie debaty o praworządności w Polsce w Parlamencie Europejskim

Tylko sąd może unieważnić akt zgonu 

Akt zgonu może unieważnić tylko sąd, jednak ten jak dotąd nie wyznaczył nawet terminu posiedzenia. Przez co Pan Zbigniew nie może pracować ani załatwić żadnej sprawy w urzędzie. Mężczyzna przyznaje, że zdarzało mu się żyć na ulicy, podobnie jak zmarły niezidentyfikowany pacjent, jednak ostatnio stara się podejmować różnych prac. W listopadzie miał ponownie wyjechać do Niemiec. - Pracowałem w budowlance za granicą. Przez ostatnie trzy miesiące mogłem zarobić - powiedział Pan Zbigniew. I dodaje, że dla sądu powinna to być sprawa priorytetowa, aby jak najszybciej mógł wrócić do normalności.

Więcej o: