Protesty z okazji Dnia Kobiet w całej Polsce. W stolicy "policji kilkukrotnie więcej niż protestujących"

W dniu swojego święta w wielu miastach kobiety postanowiły wyjść na ulicę, aby walczyć o swoje prawa. Tak też było w Warszawie, gdzie funkcjonariusze szybko zamknęli manifestujących w kotle. "Policji kilkukrotnie więcej niż protestujących" - relacjonował jeden z dziennikarzy.

Z okazji Dnia Kobiet na ulicach wielu miast odbywają się manifestacje. Organizatorki zapowiadały, że 8 marca "to nie jest dzień goździków i rajstop", ale "dzień gniewu i walki", to "dzień siostrzeństwa i solidarności, dzień zmieniania świata, dzień robienia rzeczy". Podczas manifestacji zbierane były podpisy pod obywatelskim projektem ustawy legalizującej aborcję, a także pod petycjami i inicjatywami uchwałodawczymi, które kierowane są do samorządów. Chodzi o:

  • dofinansowanie procedury in vitro,
  • dofinansowanie szczepień przeciwko HPV,
  • gabinety ginekologiczne bez klauzuli religijnej i dostępne dla osób z niepełnosprawnościami,
  • sprzeciw wobec drastycznych treści w przestrzeni publicznej,
  • zmianę nazw ulic, w tym na place i ronda Praw Kobiet.

"Policji kilkukrotnie więcej niż protestujących"

Warszawska manifestacja rozpoczęła się o 16:00. "Żadnych więcej kompromisów! 8 marca, jak co roku widzimy się na Rondzie Praw Kobiet! (dawniej Dmowskiego)" - pisały organizatorki. - Tam przez kilka godzin, do północy, będzie odbywała się okupacja tego ronda w celu zmuszenia miasta, żeby tę nazwę zmienić, bo taka petycja się już w urzędzie miejskim pojawiła - mówiła na antenie TOK FM Klementyna Suchanow. - [Życzę kobietom - przyp. red.] przede wszystkim zwycięstwa, a tak na co dzień, to dużej dawki wolności i wolnego poruszania się po świecie, mimo wszystkich nakazów, zakazów i tego wszystkiego, co państwo próbuje nam narzucić - podkreślił aktywistka.

Protest miał się odbyć na rondzie Dmowskiego, jednak zostało one zablokowane przez policjantów. Manifestujący zebrali się więc na rondzie Czterdziestolatka. Tam szybko funkcjonariusze zaczęli zamykać ich w tzw. kotle. Doszło do kilku szarpanin, a także do przepychania dziennikarzy. - Policja swoje działania nazywa "czyszczeniem terenu". Obecnie robi to pod Marriottem, gdzie jest pięć osób - relacjonował reporter TOK FM.

Dziennikarze i obecne na miejscu posłanki zwracali uwagę na niewspółmierną liczbę policjantów względem protestujących. - Polska policja stała się za rządów PiS policją polityczną. Mówię to z bólem. Kiedyś ta władza odejdzie. Jak ci policjanci mogą na siebie patrzeć w lustrze? - pytała w rozmowie z Onetem posłanka Joanna Scheuring-Wielgus. 

Protestujące podchodziły do policjantów tworzących kordon, zarzucały im, że "podjudzają agresję" i stwarzają zagrożenie epidemiczne. - Ludziom puszczają nerwy, jak tak prowokujecie. To bierna agresja. Jesteście po to, żeby nas chronić. To panowie powinni sprawiać, żebyśmy czuły się bezpiecznie. A ja się boję, że coś mi się stanie, jak do panów podejdę - mówiły.

- Zdejmij mundur, przeproś matkę! Stop represjom policyjnym! - krzyczeli manifestujący.

Około godz. 19:00 zaczęły pojawiać się informacje o "wyszarpywaniu" ludzi z protestu. "Policja robi dziwne rzeczy. Pcha się na baner. A w pogotowiu już gaz. Dochodzą siły"- czytamy na twitterowym koncie Strajku Kobiet.

Kolektyw Szpila poinformował o osobach zatrzymanych. "Babcia Kasia na komisariacie na Wilczej! Dwie osoby z Zakroczymskiej zaraz będą wolne" - podał przed godz. 20:00.

- Wiem o co najmniej dwóch osobach zatrzymanych. Powód jest ten sam, co zawsze: odmowa podania danych osobowych. Te dwie osoby na sto procent zostały już zwolnione, po ustaniu przyczyny zatrzymania, czyli podaniu danych - powiedział w rozmowie z TVN Warszawa Sylwester Marczak, rzecznik Komendy Stołecznej Policji. Dodał także, że działania policji nadal trwają, a pełne podsumowanie zostanie przedstawione po ich zakończeniu.

"Chcemy wyboru, a nie terroru!"

Protesty z okazji Dnia Kobiet odbyły się także w innych miastach. We Wrocławiu ustawiono cztery klatki, w których stanęły kobiety, a obok każdej z nich stanęli mężczyźni w przebraniach biskupa, księdza, Andrzeja Dudy oraz policjanta. W Katowicach zorganizowano happening: aktywistki przebrały się w stroje nawiązujące do "Opowieści podręcznej". W Krakowie natomiast przypomniano o działaczkach walczących o prawa kobiet. Protestujący krzyczeli: "Chcemy wyboru, a nie terroru!" czy "Seks to nie zbrodnia, ciąża to nie kara, zechcę aborcji, to będę ją miała!".

Zobacz wideo Pandemia potęguje patologie. „Przemoc domowa to palący problem”