"Rozwód to zgorszenie". Kto stoi za billboardami "Kochajcie się mamo i tato", które zalały Polskę?

Polskie miasta zostały zalane przez billboardy z hasłem "Kochajcie się mamo i tato", które okrzyknięto "plakatami antyrozwodowymi", bo promują działania Wspólnoty Trudnych Małżeństw Sychar. Ta namawia, by nie rozwodzić się nawet wówczas, gdy w małżeństwie jest przemoc lub problem uzależnienia jednego z partnerów. Billboardy opłaciła fundacja jednego ze stu najbogatszych Polaków w Polsce, właściciela firmy EKO-OKNA.

"Drodzy, czy wiecie, że występujący o rozwód przed sądem małżonek musi dać ANTYŚWIADECTWO miłości, gdyż żeby uzyskać rozwód musi przekonać sąd, że nie kocha swojego współmałżonka? Nawet jeśli kocha, to żeby uzyskać rozwód, musi skłamać, mówiąc, że go nie kocha. Katolicy, nie doradzajcie i nie usprawiedliwiajcie rozwodów cywilnych, bo rozwód cywilny sakramentalnych małżonków to wielkie ZGORSZENIE zarażające inne małżeństwa!" - taka informacja wita nas po wejściu na stronę sychar.pl - Wspólnoty Trudnych Małżeństw, której adres można znaleźć na plakatach "Kochajcie się mamo i tato" (hasło napisane czcionką stylizowaną na dziecięce pismo), które dosłownie zalały polskie miasta, a w niektórych miejscach zajmują połowę (!) powierzchni reklamowej. 

Zobacz wideo Konwencja stambulska. Dlaczego Ziobro chce ją wypowiedzieć?

Billboardy "Kochajcie się mamo i tato" promują ideę, by się nie rozwodzić. Kto za nimi stoi? 

Na stronie Sychar, do której odsyłają billboardy, znajdziemy jeszcze jedno, bardzo niepokojące stwierdzenie, które można zinterpretować jako namawianie ofiar przemocy do pozostawania w związku małżeńskim z oprawcą. "W sytuacjach skrajnych (np. przemocy, uzależnienia) Kościół katolicki dopuszcza możliwość wystąpienia do sądu o separację cywilną, ale nie o rozwód!" - czytamy. Fundacja wskazuje, że małżonkowie za wszelką cenę powinni zostać razem i - w razie kryzysu - ewentualnie zdecydować się na separację, nigdy na rozwód. Separacja ma sprzyjać "pracy małżonków nad odnowieniem relacji". 

O przemocy na stronie wspólnoty czytamy jeszcze: "Oprócz separacji istnieją jeszcze inne środki obrony przed krzywdzącymi zachowaniami współmałżonka, takie jak np. obowiązek alimentacyjny, sądowe zniesienie współwłasności majątkowej, notarialne zawarcie umowy majątkowej małżeńskiej znoszącej bądź ograniczającej wspólność majątkową. Istnieją również organizacje pomocowe, wsparcie rodziny, przyjaciół, wspólnoty, ludzi dobrej woli, a w przypadku stosowania przemocy, oprócz instytucji separacji pozostaje jeszcze sąd i policja. Jak widać, w Polsce rozwód cywilny nie jest jedynym usprawiedliwionym środkiem ochrony krzywdzonego małżonka, a więc w myśl nauczania Kościoła katolickiego nie ma moralnego usprawiedliwienia dla rozwodu cywilnego".

Przypomnijmy, że w sytuacjach, w których w domu występuje przemoc, kluczowe jest odseparowanie osoby poszkodowanej od oprawcy - właśnie brak takiej możliwości, wynikająca m.in. z problemów lokalowych czy społecznego przyzwolenia na pozostawanie z oprawcą, ma wpływ na ciągle wysoki współczynnik przemocy domowej, która nie zawsze widnieje w statystykach, bo zwyczajnie nie jest zgłaszana. Mówiła o tym w rozmowie z Gazeta.pl m.in. prezeska Centrum Praw Kobiet, Urszula Nowakowska. - Niski współczynnik ujawniania przypadków przemocy domowej i seksualnej to w dużej mierze kwestia braku edukacji i - co się z tym wiąże - niskiej świadomości dotyczącej tego, czym jest przemoc oraz towarzyszącego ofiarom poczucia wstydu przed jej ujawnianiem. (...) Kobiety pytają: "co ja zrobię? Gdzie pójdę? To jego mieszkanie, u rodziców nie ma warunków, abym mogła się tam wprowadzić, a na wynajem mnie nie stać". Duża liczba kobiet wciąż nie wie, gdzie szukać pomocy, czy że są takie miejsca jak chociażby Centrum Praw Kobiet, które oferują nie tylko pomoc prawną czy psychologiczną, lecz także bezpieczne schronienie - wskazywała Nowakowska.

Według Wspólnoty Trudnych Małżeństw, która promuje się na billboardach "Kochajcie się mamo i tato", do rozwodu nie powinno dojść - nawet, gdy jedno z małżonków już w nowym związku. Bo tak mówi doktryna katolicka. Zwolennicy tego podejścia zrzeszają się na forach internetowych i radzą się przedstawicieli fundacji w mediach społecznościowych - niektórzy dopytują, jak odnowić relację z małżonkiem, który wniósł o rozwód lub wręcz założył już rodzinę z nowym partnerem.

"Antyrozwodowe" plakaty z hasłem "Kochajcie się mamo i tato". "Średnio jeden plakat na 180 metrów"

Ale za kampanią "Kochajcie się mamo i tato" nie stoi sam Sychar, a Fundacja Nasze Dzieci - Edukacja, Zdrowie, Wiara z siedzibą w Kornicach (powiat raciborski, województwo śląskie), która odpowiada za jej finansowanie i udostępnia promujące Sychar treści. Ta sama, która odpowiada też za zalanie polskich miast billboardami antyaborcyjnymi (z grafiką przestawiającą dziecko w łonie matki, opcjonalnie - także z hasłem "życie ma sens"). Jej prezesem jest Mariusz Kłosek -  właściciel firmy EKO-OKNA, który w tym roku zajął w tym roku 97. miejsce na liście 100 najbogatszych Polaków magazynu "Forbes", a jego majątek oszacowano na 674 miliony złotych. Firma Kłoska plasuje się w czołówce krajowych producentów stolarki okiennej. Z kolei jego odpowiedzialna za "antyrozwodowe" billboardy fundacja, która została zarejestrowana w KRS w grudniu 2018 roku, nie udostępnia na swojej stronie sprawozdań finansowych (fundacje mają coroczny obowiązek sprawozdawczy, w ramach którego muszą złożyć sprawozdanie z działalności do swojego organu nadzoru, a także podać je do publicznej wiadomości np. poprzez zamieszczenie go na stronie internetowej).

Organem sprawującym nadzór nad fundacją jest minister edukacji. W celach fundacji w KRS czytamy m.in.: "działanie na rzecz dzieci i młodzieży, działanie na rzecz osób niepełnosprawnych, wspomaganie edukacji dzieci i ich rodzin, zapewnianie wsparcia psychologicznego rodzinom osób ciężko chorych, zapewnianie finansowego, materialnego, edukacyjnego i kulturalnego wsparcia chorym i umierającym dzieciom, nastolatkom i ich rodzinom, wspieranie inicjatyw społecznych w zakresie popularyzowania działalności naukowej oraz edukacyjno-oświatowej, działalność wspomagająca kult religijny oraz rozwój duchowy, inicjowanie i wspieranie lokalnych, ponadlokalnych i międzynarodowych wydarzeń edukacyjnych oraz religijnych". Konkretów - brak. Na stronie nie ma informacji o konkretnych akcjach pomocowych prowadzonych przez fundację. Jest za to m.in. wywiad o aborcji, w którym pada pytanie, "czy kobietę, której ciąża jest wynikiem gwałtu, można w jakiś sposób nauczyć kochać dziecko" (cytowana dalej odpowiedź to "gwałt był aktem przemocy, ale nie było nim dziecko. Znam wiele kobiet, które urodziły, wychowują i kochają dzieci z gwałtu").

Kłosek bierze udział w działaniach promujących religię katolicką - m.in. w opisywanej przez lokalne media akcji wypuszczania do nieba białych i niebieskich balonów w kształcie różańców (w ramach akcji różańcowej w intencji walki z epidemią koronawirusa). Eko-Okna finansowały też budowę klasztoru w Pietrowicach Wielkich.

Billboardy z hasłem "Kochajcie się mamo i tato" wiszą m.in. w Warszawie, Krakowie, Łodzi czy Poznaniu. O tym, że można je znaleźć dosłownie wszędzie, robi się głośno też w mediach społecznościowych. Niektórzy liczą, jak wiele miejsca zajmują miejsca w przestrzeni reklamowej.

"Przeszłam ok. 4 kilometry. Po drodze naliczyłam 52 powierzchnie reklamowe, z czego 22 to fundacja. Nieco ponad 42 procent. Średnio jeden plakat na 180 metrów. W centrum piątego najludniejszego miasta w kraju" - napisała na Instagramie Paulina Zagórska (jej profil nosi nazwę DoktorkaNieuczka), opisując sytuację w Poznaniu.

"15 minut drogi przez miasto i minęłam: 8 banerów antyaborcyjnych z sercem, 6 banerów, "mam 11 tygodni", 3 banery "kochajcie się mamo i tato". Nie mogę wychodzić z domu, bo za bardzo się wkurzam" - to inny z wpisów w mediach społecznościowych.

Z jakich środków fundacja z Kornic sfinansowała "antyrozwodowe" billboardy promujące Sychar? Tej informacji nie ma na jej stronie internetowej ani w żadnych materiałach dotyczących akcji. Jak podaje "Wyborcza Warszawa", jej przedstawiciele wskazali jednak, że fundacja ponosi koszty kampanii billboardowej z własnych środków. "Jako Fundacja staramy się wspierać wartościowe inicjatywy, do których zaliczamy pracę Wspólnoty Sychar, która pomogła już wielu małżeństwom pokonać trudności" - wskazano w mailu przesłanym do "GW". Z ustaleń gazety wynika również, że to fundacja z Kornic odezwała się do Wspólnoty Trudnych Małżeństw z propozycją zorganizowania akcji. 

Nie wiadomo, jakie były koszty kampanii, ale - wnioskując po liczbie billboardów i ich lokalizacji w centrach miast - mogą one być nawet wielomilionowe. 

O szczegóły i o to, jaki jest zasięg kampanii, w ilu miastach jest realizowana i czy fundacja korzystała wcześniej z jakiegoś dofinansowania. Czekamy na odpowiedź - do momentu publikacji tekstu jej nie otrzymaliśmy.