Policjanci o "drużynce" chodzącej za Babcią Kasią i interwencji w Rymaniu. "To jest po prostu tragiczne"

Braki w szkoleniu, niedobory kadrowe oraz podporządkowanie formacji politykom - na takie problemy policji wskazują funkcjonariusze w rozmowie z Onetem. Policja znalazła się w ostatnim czasie w ogniu krytyki za postępowanie funkcjonariuszy w dwóch głośnych sprawach. - Nie spodziewałem się, że po takich doświadczeniach z przeszłości, jakie ma nasz kraj, coś takiego jeszcze się kiedyś wydarzy - powiedział jeden z policjantów.

W ciągu ostatniego tygodnia, media w całej Polsce obiegły informacje o dwóch policyjnych interwencjach. Pierwsza dotyczyła próby zatrzymania 37-letniej kobiety, która pod wpływem narkotyków demolowała stację benzynową w Rymaniu, a druga eskorty, jaką przydzielono aktywistce Babci Kasi. Zachowanie funkcjonariuszy w obu przypadkach sprawiło, że coraz głośniej mówi się o stanie polskiej policji oraz wpływie, jaki mogą wywierać na nią politycy. 

 

Były policjant o "eskorcie" Babci Kasi: Niektórzy uważają, że to śmieszne, niczym kabaretowy skecz

Na początku marca media społecznościowe obiegło nagranie pokazujące grupę siedmiu funkcjonariuszy policji, którzy czekali przed witryną sklepową na to, aż aktywistka Babcia Kasia skończy swoje zakupy. Tego dnia przez Warszawę przechodził Marsz Żołnierzy Wyklętych, dlatego aktywistce znanej ze Strajku Kobiet przydzielono "towarzystwo" funkcjonariuszy. Po wyjściu ze sklepu policjanci podążali za nią krok w krok.

Akcja GOPRBieszczady. GOPR-owcy sprowadzili z Małej Rawki dwóch pijanych mężczyzn

Na pytania o interwencję wobec Babci Kasi, policja odpowiedziała, podkreślając, że jest od tego, aby zapewnić bezpieczeństwo. - Tego dnia mieliśmy zarejestrowanych osiem zgromadzeń. Niestety tradycją już jest to, że znajdują się osoby o odmiennych poglądach, które od lat je blokują. Stąd obecność policjantów i to niejedynie w miejscu wskazanym przez autora filmu, ale na całej trasie przemarszu zgłoszonych zgromadzeń - podkreślił rzecznik prasowy KSP nadkom. Sylwester Marczak. 

- Niektórzy uważają, że to śmieszne, niczym kabaretowy skecz. Ale to jest po prostu tragiczne. Wysyłanie tzw. drużynki policyjnej, z dowódcą, żeby chodzić po mieście za starszą panią, a gdy ta zachodzi sobie do sklepu, drużynka czeka przed drzwiami - to nieadekwatne do sytuacji wykorzystanie policjantów (...). Wysyłanie za nią drużynki policyjnej, czyli sześciu policjantów plus dowódca, zakrawa na kpinę i ociera się o nękanie albo nawet prześladowanie - powiedział były policjant Jacek Dobrzyński w rozmowie z Onetem

Zobacz wideo Zielona Góra. Kierowca nie przepuścił pieszego wchodzącego na jezdnię i doprowadził do kolizji z autobusem

"Oni całkowicie podporządkowali sobie tę formację"

Wiele emocji wzbudziła również interwencja policji w Rymaniu (woj. zachodniopomorskie). Funkcjonariusze musieli interweniować wobec 37-letniej kobiety, która wjechała samochodem osobowym w stację paliw. Na nagraniu ze zdarzenia widać, że policjanci nie potrafili zatrzymać kobiety, która niszczyła stację i stwarzała zagrożenie dla osób postronnych.

Policjanci oddali w kierunku samochodu kilka strzałów, próbowali wybić w aucie szybę, ale ich działania okazały się bezskuteczne. W pewnym momencie nagrania słychać, że ktoś ostrzega policjantów przed przypadkowym strzeleniem w dystrybutor paliw. Ostatecznie kobiecie udało się odjechać z miejsca zdarzenia. 37-latka sama zgłosiła się na policję i trafiła na 3 miesiące do aresztu.  

Funkcjonariusz policji, z którym rozmawiał Onet, podkreślił, że nieporadności policjantów na stacji paliw pokazuje, że problem leży m.in. w kwestii szkoleń praktycznych policjantów. - Druga sprawa to braki kadrowe, przez co obniżane są kryteria przyjęć do policji. To z kolei efekt spadającego na łeb, na szyję zaufania do policji oraz nieadekwatnych do trudności tego zawodu zarobków. To sprawia, że praca w policji przestaje być prestiżem. 

Według niego za taki stan rzeczy odpowiedzialni są politycy. - Oni całkowicie podporządkowali sobie tę formację, wykorzystując ją do swoich celów, co zresztą jest coraz bardziej widoczne na przestrzeni ostatnich lat. Nie spodziewałem się, że po takich doświadczeniach z przeszłości, jakie ma nasz kraj, coś takiego jeszcze się kiedyś wydarzy (…). Rządzący powsadzali na stołki lojalnych sobie dowódców, którzy są na każde ich skinienie. A wraz z nimi tysiące podlegających im funkcjonariuszy. Co właśnie obserwujemy podczas sytuacji ze starszą panią w Warszawie - powiedział. 

Jarosław Jakimowicz, TVP InfoJakimowicz pozwał TVN. "Nie pozwolę na to, by ktoś szargał moje dobre imię"