A4. Wojewoda o ofiarach tragicznego wypadku: Nie znały się, dosiadały się na trasie

Wojewoda województwa podkarpackiego przekazała, że autokar, który w nocy na autostradzie A4 wypadł przez barierki, był pojazdem kursowym. - Nie była ta zorganizowana grupa, ale autobus kursowy, który po trasie zbierał z przystanków kolejne osoby. Te osoby się nie znały - powiedziała Ewa Leniart. Rzecznik przemyskiego pogotowia ratunkowego przekazał z kolei, że część pasażerów nie była zapięta pasami bezpieczeństwa.

Ewa Leniart na antenie TVN24 podkreśliła, że ws. wypadku ukraińskiego autobusu nawiązano kontakt ze służbami konsularnymi Ukrainy, a na miejsce zdarzenia przyjechał konsul z Lublina. - Ustaliliśmy, że osoby, które w tej chwili są zaopiekowane w bursie w Jarosławiu, gdzie mają podany ciepły posiłek, serwowane ciepłe napoje i pozostają pod opieką psychologów, w momencie kiedy zostanie podjęta decyzja, że będą mogły kontynuować podróż i sami taką wolę też będą wyrażać, zostaną przetransportowane do przejścia drogowego w Korczowej i tam z kolei będzie czekał na nich autokar ukraiński, który zawiezie ich do miejsc docelowych - powiedziała wojewoda podkarpacka.

- W tej chwili nie pozostaje nam nic innego, jak tylko pomóc tym, którzy będą mogli kontynuować podróż. Wszyscy, którzy są w szpitalach są bardzo dobrze zaopiekowani, chociaż wiemy, że stan osób hospitalizowanych jest bardzo różny. Osiem osób jest w stanie ciężkim, w tym m.in. kierowca pojazdu - poinformowała Ewa Leniart. Dodała, że nie jest jeszcze pewne, że osoby, które przebywają w bursie, będą mogły kontynuować podróż ze względu na stan zdrowia. Jak powiedziała, pojazdem nie jechała grupa zorganizowana: był autokar kursowy, który zabierał kolejne osoby z przystanków na trasie. - Te osoby się nie znały - podkreśliła.

Tragiczny wypadek w woj. podkarpackim

W piątek przed północą straż pożarna została wezwana do wypadku na autostradzie A4. Rzecznik podkarpackiej straży pożarnej Marcin Betleja poinformował, że "autokar wypadł przez barierki i częściowo stoczył się z nasypu". Jak powiedziała Informacyjnej Agencji Radiowej Anna Długosz z Komendy Powiatowej Policji w Jarosławiu, był to pojazd na ukraińskich numerach rejestracyjnych. Do zdarzenia doszło między węzłami Jarosław-Wschód a Przemyśl, w miejscowości Kaszyce. W pojeździe znajdowało się 57 osób, w tym dwóch kierowców - wszyscy to obywatele Ukrainy. Zginęło pięć osób (początkowo służby podały informację o sześciu ofiarach, ale przed południem została ona zdementowana), a 41, według najnowszych danych, zostało rannych.

- Duże siły zadziałały na pasażerów, którzy nie byli zapięci pasami bezpieczeństwa. W momencie, kiedy autobus gwałtownie wyhamował, uderzając w bariery energochłonne, pasażerowie zaczęli się bezwładnie przemieszczać w autokarze, uderzając o siebie, o fotele, o wnętrze pojazdu - powiedział, cytowany przez tvn24.pl, Marek Jankowski, rzecznik przemyskiego pogotowia ratunkowego. Jak dodał, spowodowało to mnogie obrażenia głowy, kręgosłupa, jamy brzusznej i kończyn.

Zobacz wideo Zielona Góra. Kierowca nie przepuścił pieszego wchodzącego na jezdnię i doprowadził do kolizji z autobusem