Prof. Matyja o ewentualnym proteście lekarzy: Nigdy nie odeszliśmy i nie odejdziemy od łóżek

- W sytuacji, gdy wynagrodzenia personelu medycznego, są poniżej średniej krajowej, to trzeba się zastanowić, czy polskie władze stać na to, by nie uregulować systemu wynagradzania - powiedział prof. Andrzej Matyja. Lekarz podkreślił, że jeśli do protestu lekarzy dojdzie, nie wpłynie on na pacjentów.

Prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, mówił w RMF FM o potrzebie naprawy systemu opieki zdrowotnej. - Czy my jesteśmy odpowiedzialni, jako lekarze za to? Trzeba pomyśleć o funkcjonowaniu systemu, jako całości: czyli kadra, finansowanie i organizacja - mówił lekarz. 

Protest lekarzy? Prof. Matyja: Nie odejdziemy od łóżek

Zapytany, czy będzie strajkował, podkreślił, że "strajk nie jest wpisany w zawód lekarza". - Nigdy nie odeszliśmy i nie odejdziemy od łóżek chorych - podkreślił. - W sytuacji, jaka jest, gdy w całym kraju wzrastają wynagrodzenia, gdy najniższe wynagrodzenie 2800 zł, a nasze wynagrodzenia, mówię o personelu medycznym, są poniżej średniej krajowej, to trzeba się zastanowić, czy polskie władze stać na to, by nie uregulować w dramatycznej sytuacji kadrowej systemu wynagradzania - powiedział prof. Matyja. Lekarz nie chciał powiedzieć, jaką formę przyjąłby protest, gdyby do niego doszło. Zapewnił jednak, że strajk "nie wpłynie na możliwość uzyskania pomocy przez chorych".  - Trudno w tej chwili zdradzać szczegóły i kuchnię protestu, jeżeli do niego dojdzie. W chwili obecnej trwają rozmowy, negocjacje w ramach zespołu trójstronnego - powiedział szef Naczelnej Rady Lekarskiej.

Zobacz wideo Nowy standard teleporad. Dzieci do 6 roku życia powinny być badane na miejscu

We wtorek na stronie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy pojawił się list do pracowników ochrony zdrowia. Napisano w nim, że "tylko strajk lub grupowa rezygnacja z pracy są sposobem na uzyskanie godziwych wynagrodzeń w publicznej ochronie zdrowia". Z kolei we wpisie na Facebooku z piątku, OZZL przestrzega przez możliwym paraliżem ochrony zdrowia. Powodem ma być brak chętnych do pracy w publicznych zakładach leczniczych. 

Więcej o: