Mieszkanki Podkarpacia miały 30-kilogramowe guzy. Bały się pójść do lekarza. Zmiany wykryto "przypadkowo"

Mieszkanka Krosna trafiła do szpitala z ważącym 30 kilogramów guzem jajnika. Kobieta bała się zwrócić o pomoc do lekarza i liczyła, że guz sam się zmniejszy. Miesiąc wcześniej do podobnej sytuacji doszło w oddalonym o ponad 20 km szpitalu w Jaśle. W obu przypadkach nowotwór nie był złośliwy i operacje zakończyły się pomyślnie.

Operacja miała miejsce w Wojewódzkim Szpitalu Podkarpackim im. Jana Pawła II w Krośnie. Jak czytamy na Facebooku placówki, pacjentka odwlekała wizytę u ginekologa z powodu strachu. Miała też nadzieję, że ogromny guz sam zacznie się zmniejszać.

"Dopiero pojawiające się duszności zmusiły ją do zgłoszenia się w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Wojewódzkiego Szpitala Podkarpackiego im. Jana Pawła II w Krośnie. Tam specjaliści postawili diagnozę: przyczyną złego stanu zdrowia kobiety był guz jajnika o wielkości około 35 cm x 30 cm ważący w przybliżeniu 30 kilogramów" - podaje szpital.

Krosno. Lekarze usunęli kobiecie 30-kilogramowy guz

Krośnieńska placówka podaje, że co czwarta Polka odwiedza ginekologa rzadziej niż raz w roku, a 40 proc. kobiet nie widzi potrzeby wizyty u tego specjalisty. "27 proc. Polek odwiedza ginekologa po raz pierwszy dopiero w ciąży. 7 proc. nigdy nie miało cytologii. 14 proc. nigdy nie miało USG ginekologicznego" - informuje placówka. 

Pacjentce szpitala w Krośnie najpierw przetoczono krew, a później w ciągu półgodziny wycięto cały guz. W trakcie zabiegu wykonano badania śródoperacyjne, co - jak podaje szpital - "miało znaczenie w dalszym postępowaniu zabiegowym i wydłużyło czas trwania operacji o godzinę". - Dzięki badaniu histopatologicznemu mogliśmy podjąć decyzję o zachowaniu narządu rodnego - mówi dr n. med. Janusz Słowik, kierownik Oddziału Ginekologiczno-Położniczego w szpitalu w Krośnie.

Zobacz wideo Szpital Bródnowski ma sposób, aby nie marnować szczepionek

Podobna sytuacja w Jaśle

Dr Słowik podkreśla, że "w przypadku występowania niepokojących zmian w stanie zdrowia, mogących być objawem choroby nowotworowej, należy jak najszybciej skontaktować się z lekarzem". - Pomimo pandemii w Oddziale Ginekologiczno-Położniczym w sposób ciągły przyjmujemy pacjentki, diagnozujemy i wykonujemy operacje, także onkologiczne. Bywa, że kobiety boją się diagnozować, wypierają istnienie objawów, albo liczą, iż choroba same przejdzie. Pacjentka, u której podejrzewa się chorobę nowotworową, musi być jak najszybciej zdiagnozowana - mówi lekarz. - Jeśli podejrzenie zostanie potwierdzone, chora musi niezwłocznie rozpocząć leczenie. Zdarza się niestety, że od momentu zaistnienia podejrzenia choroby nowotworowej do rozpoczęcia leczenia mija kilka miesięcy. Jest to cenny czas, który w leczeniu nowotworu ma znaczenie - dodaje.

Szpital podaje, że do podobnej sytuacji doszło niedawno w szpitalu w Jaśle. Tam 70-letniej kobiecie również usunięto ważącego ok. 30 kg guza jajnika. Pacjentka znalazła się w placówce w związku  urazem barku. Jak informuje szpital, guz wykryto dzięki czujności anestezjologa.

Lekarz przypomina: Nie każda taka historia kończy się pozytywnie

"Te dwa przypadki łączą wspólne mianowniki: guz został zdiagnozowany w szpitalu przypadkowo, obie panie nie badały się regularnie u ginekologa, nowotwór nie miał charakteru złośliwego. Nie każda tego typu historia kończy się pozytywnie. Rak jajnika zbiera śmiertelne żniwo wśród kobiet. Umierają na niego nasze mamy, babcie, ciocie, córki. Jest to niezwykle podstępny nowotwór, ponieważ rozwija się w ukryciu, bez specyficznych objawów" - czytamy w komunikacie. 

Rak jajnika jest w Polsce drugim najczęstszym nowotworem żeńskich narządów płciowych. - Atakuje kobiety najczęściej pomiędzy 40. a 70. rokiem życia, natomiast największa zachorowalność przypada na 50. - 60. rok życia. Rosnący guz daje przerzuty i szerzy się przechodząc na sąsiednie tkanki w krótkim okresie czasu - podkreśla dr Słowik.  

Więcej o: