Inowrocław. Zamieszanie wokół użycia słowa "adopcja" w stosunku do zwierząt. Radny PiS przeciw

Reprezentujący Prawo i Sprawiedliwość radny Rady Miejskiej Inowrocławia Jacek Tarczewski odniósł się do użycia słowa "adopcja" wobec zwierząt. Stwierdził on, że "w języku polskim spotykamy dużo wieloznaczności jednego wyrazu, jednak używanie tego słowa w odniesieniu do zwierząt jest nadużyciem".

Jak podaje "Wyborcza", samorządowiec postanowił zabrać głos w tej sprawie podczas ostatniej sesji rady, w trakcie której przyjęto program opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt domowych na terenie Inowrocławia w 2021 r. W uchwale pojawił się zapis zapewniający bezdomnym zwierzętom miejsca schronisku dla zwierząt i opiekę weterynaryjną, która w przypadku zwierząt, jakie ucierpiały w zdarzeniach drogowych, jest całodobowa.

Co z Europejskimi Igrzyskami Olimpijskimi 2023?Europejskie Igrzyska zagrożone? "Pan prezydent zachowuje się troszkę dziwnie"

Tarczewski o "adopcji" zwierząt: To po prostu brak wyczucia

W uchwale pojawiło się również pojęcie "adopcji zwierząt". Radny Tarczewski uważa, że adopcja odnosi się do ludzi, natomiast zwierzęta ze schronisk można nabywać lub pozyskiwać. - Trzeba używać adekwatnego słownictwa do sprawy - dodał radny, przypominając przy tym, że w samej ustawie o ochronie zwierząt nie pojawia się pojęcie adopcji.

Jak informuje "Gazeta Wrocławska", podczas sesji przewodniczący Rady Miejskiej Tomasz Marcinkowski ogłosił, że słuszność użycia słowa "adopcja" w uchwale potwierdziły służby prawne ratusza. Przypomniał ponadto, że wiele innych samorządów w swoich uchwałach używa takiego słowa. Inny z obecnych podczas obrad, zastępca prezydenta Wojciech Piniewski, powołał się na słownik języka polskiego, przekonując Tarczewskiego, że słowo adopcja ma kilka znaczeń. Odnosi się głównie do dzieci, ale także do zwierząt czy rzeczy.

- Na pewno nie jestem wrogiem zwierząt, ani nie jestem pozbawiony humanitarnych instynktów. Wychowałem się wśród psów. Ale z szacunkiem do Stwórcy i do stworzeń, najpierw człowiek, a potem zwierzęta. Nie mogę się zgodzić na używanie określenia adopcja zwierząt, bo jak się ono ma w odniesieniu do prowadzonej obecnie kampanii o prawo do zabijania dzieci w 12. tygodniu ciąży. Trzeba też pomyśleć, jak się będzie czuć rodzic, który zaadoptował dziecko i słyszy o adopcji zwierzęcia. To po prostu brak wyczucia - wytłumaczył Tarczewski.

Dyskusje na temat "adopcji" w innych samorządach

"Gazeta Pomorska" przypomina, że podobne niejasności pojawiały się również w innych samorządach. W marcu 2020 roku podobną uchwałę przyjęła Rada Miasta Bydgoszczy. Z pismem do prezydenta Rafała Bruskiego wystąpił wówczas radny PiS Marcin Lewandowski.

Katastrofa lotnicza pod Pszczyną. Helikopter był nowy, w powietrzu spędził zaledwie 40 godzinKatastrofa lotnicza pod Pszczyną - nowe ustalenia. Helikopter był nowy

Samorządowiec podkreślił, że pojęcie "adopcja zwierząt" jest niezgodne z definicją zawartą w słowniku języka polskiego (sjp.pwn.pl). I dodał: "To użyte w dokumencie sformułowanie oznaczałoby, iż zwierzę można "usynowić", "przysposobić", uznać za własne dziecko. Czy - będąc konsekwentnym - Urząd Miasta w dalszej perspektywie akceptowałby hipotetyczne dokumenty traktujące np. o dziedziczeniu majątku przez zwierzęta lub o zamiarach pobierania na nie zasiłków opiekuńczych?".

Zobacz wideo Transfery do ruchu Hołowni. "Na końcu walczymy wszyscy razem z PiS-em"