Szczecin. Pełen tajemnic szpital ks. Dymera. Pustki i trudności w rejestracji na badania

We wtorek w wieku 59 lat zmarł oskarżany o molestowanie seksualne ks. Andrzej Dymer. Duchowny pozostawił po sobie między innymi szpital rehabilitacyjny, który swego czasu został przejęty przez Kościół za kwotę 19 tys. złotych. Niemożliwym było ustalenie, w jaki sposób placówka obecnie działa.

Próbę ustalenia podjął portal money.pl, który chciał się dowiedzieć nieco więcej na temat aktualnej działalności szpitala. Nie można jednak było umówić się na badanie czy konsultację, natomiast przed samą placówką są niemal zupełne pustki.

Ks. Andrzej DymerKs. Dymer nie jest już szefem Instytutu Medycznego w Szczecinie

Szczecin. Świecący pustkami szpital. Niemożliwa rejestracja na badanie

Szpital miejski w centrum Szczecina, którym do niedawna kierował ks. Dymer trafił do Kościoła ponad dekadę temu. W 2010 roku kompleks budynków wyceniany był na około 20 milionów złotych, jednak archidiecezja szczecińsko-kamieńska nabyła go z 99,9-procentowym rabatem za jedynie niecałe 20 tys. zł.

Zgodnie z informacjami zamieszczonymi na stronie internetowej placówki, jej obecna działalność opiera się między innymi na oddziale rehabilitacji neurologicznej i kardiologicznej. Pacjenci mogą ponadto wykupić płatne usługi, takie jak badanie USG w cenie 100-150 zł. Na próbę zarejestrowania się na badanie pracownica rejestracji, która "dopiero zaczęła pracę" zareagowała zdziwieniem. Zasugerowała, aby spróbować następnego dnia.

Dzień później okazało się jednak, że "usługi USG zostały wstrzymane ze względu na aktywne zakażenia covidowe". Szpital rzekomo nie ma ani jednego lekarza, który zajmuje się tymi badaniami, zaś specjalistka ma dojeżdżać tylko "na zaproszenie". Obecna sytuacja ma jej ponoć na to nie pozwalać. Kolejna próba dotyczyła zapisania się na usługi internistyczne, również znajdujące się w ofercie szpitala. "Jeśli już, to można się spotkać z fizjoterapeutą" - odpowiedziała money.pl recepcjonistka.

Szlaban przed szpitalem jest zamknięty, natomiast w bezpośredniej okolicy placówki jest kompletnie pusto. Na parkingu stoi jeden samochód. - To tu jest szpital? Nigdy nie widziałem żadnej karetki - dziwił się jeden z mieszkańców, który był przekonany, że na tym terenie znajduje się sanatorium lub budynki kościelne. Wyraźnie zdenerwowany obecnością dziennikarza ochroniarz reaguje dość nerwowo i krzyczy, że "bezprawnie robi zdjęcia i ma go na kamerce". Na pytanie, czy w szpitalu pracują w ogóle jacyś lekarze, odpowiedział, że "pracują najlepsi specjaliści, o których informacje można znaleźć na stronie internetowej".

Nowy dyrektor szpitala i działalność DPS-u

Oficjalnie szpital należy do Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II i do niedawna kierował nim ks. Andrzej Dymer. Kilka dni przed wyemitowanym przez TVN24 reportażem, a jednocześnie kilka dni przed śmiercią duchowny jednak został odwołany ze swojego stanowiska. Instytut ma już nowego szefa, którym według informacji na stronie internetowej jest p.o. dyrektor Marcin Janda. Szczeciński oddział "Gazety Wyborczej" podał, że człowiek ten jest skazany za oszustwo.

Ks. Andrzej DymerNajdłuższy proces kanoniczny. Ofiara ks. Dymera: Zrobił ze mnie wrak

Szczeciński oddział Narodowego Funduszu Zdrowia zdradził, na jakie stawki zawarte są umowy placówki z Instytutem Medycznym. Są to kwoty rzędu nieco ponad 2,8 mln zł rocznie, które idą tylko na rehabilitację leczniczą, głównie neurologiczną.

Poza samym szpitalem, w placówce funkcjonuje również dom pomocy społecznej, w którym może mieszkać około 100 osób z niepełnosprawnościami. Pracownicy odmówili jednak udzielenia informacji, ile takich osób aktualnie w nim przebywa.

Zobacz wideo Szpital Bródnowski ma sposób, aby nie marnować szczepionek
Więcej o: