Terlikowski wypomina Pawłowi Lisickiemu brak publikacji o ks. Dymerze. Lisicki: Nie miałem wtedy pewności

Paweł Lisicki, jako redaktor naczelny "Rzeczpospolitej", zdecydował w 2007 r., żeby nie publikować tekstu, w którym ks. Andrzej Dymer (zmarły we wtorek) oskarżany był o pedofilię. Według Tomasza Terlikowskiego, Lisicki nie chciał, by do gazety "przylgnęła łatka pisma walczącego z Kościołem". Sam Lisicki wyjaśnia teraz powody swojej decyzji.

We wtorek zmarł ks. Andrzej Dymer, który od 25 lat oskarżany był o wykorzystywanie seksualne chłopców i przez cały ten czas pozostawał bezkarny. W czwartek TVN24 wyemitował w "Czarno na białym" reportaż, w którym wskazano, że biskupi wiedzieli o czynach ks. Dymera od 1995 r.

Andrzej DymerKim był ksiądz Andrzej Dymer? Pierwsze oskarżenia pochodzą z lat 90.

Ks. Dymer nie poniósł żadnych konsekwencji

Z kolei wstrząsający materiał "Najdłuższy proces Kościoła", w którym wypowiadają się ofiary molestowania przez księdza, TVN24 wyemitował dzień przed śmiercią ks. Dymera.  "Ruszył nawet proces, i choć w pierwszej instancji duchowny został uznany winnym, do dziś nie poniósł żadnych poważnych konsekwencji" - czytamy opisie materiału.

Co więcej, ks. Dymer miał zyskiwać na znaczeniu w oczach innych duchownych. "Przez te wszystkie lata spotykały go wyłącznie zaszczyty, honory, coraz wyższe stanowiska, a także uznanie władz kościelnych i świeckich, które nie żałowały mu pieniędzy na różne jego inicjatywy" - przypomniano na internetowej stronie programu. Ks. Dymer uchodził bowiem za świetnego biznesmena.

Terlikowski: Nie chciał, żeby do "Rzeczpospolitej" przylgnęła łatka

Po śmierci duchownego Tomasz Terlikowski na swoim profilu na Facebooku zamieścił wpis, w którym wskazał, że jeszcze przed "Gazetą Wyborczą"  (w 2008 r. ujawniła czyny ks. Dymera) o całym procederze wiedziała redakcja "Rzeczpospolitej". "Pracowałem wówczas w „Rzeczpospolitej”, to było krótko po ujawnieniu dokumentów na temat arcybiskupa Stanisława Wielgusa i po tym, jak ten sam dziennik opublikował materiały na temat nadużyć seksualnych w diecezji płockiej. To wtedy rozmawiałem z o. Marcinem Mogielskim. A potem - z informacją w ręku - poszedłem do swojego naczelnego. Paweł Lisicki, który miał wówczas informacje na ten temat od innego dziennikarza, który napisał bardzo dobry tekst na ten temat, ale - jako naczelny - zdecydował o tym, by nie publikować go" - napisał Terlikowski.

Paweł Lisicki tłumaczy, dlaczego nie opublikował tekstu

Sam Lisicki na łamach "DoRzeczy" wyjaśnił, dlaczego nie zdecydował się na publikację tego materiału. "Miałem duże wątpliwości, co do prawdziwości stawianych mu zarzutów. Trzeba być po stronie ofiar – to brzmi dobrze, ale trzeba też pamiętać, że oskarżycielski materiał dziennikarski, opublikowany w „Rz” był i jest zapewne – cywilnym wyrokiem śmierci dla danej osoby. Takie decyzje można podejmować jedynie wówczas, kiedy ma się pewność, że zebrane materiały nie pozostawiają wątpliwości. W 2007 roku jej nie miałem" - tłumaczył.

Andrzej DymerSąd kościelny wydał wyrok kilka dni przed śmiercią ks. Andrzeja Dymera

Lisicki odniósł się również do kwestii oskarżania. "Rzucenie na kogoś kalumnii też jest przecież krzywdą, czyż nie? Po prostu wtedy sprawa wydawała się niejednoznaczna. Publikując tego rodzaju materiały, redaktor musi liczyć się z procesem. Musi mieć pewność, że obroni się tak przed sądem, jak przed opinią publiczną. Takiego przekonania wówczas nie miałem" - dodał.

Zobacz wideo "Ten cały przeklęty dwór watykański trzeba rozsadzić"
Więcej o: