Jeżdżą do Czech i na Słowację na zabieg sterylizacji. "U nas nie wolno", "Zapotrzebowanie wyraźnie wzrosło"

Coraz więcej Polek jeździ do prywatnych klinik na Słowację, do Czech i Niemiec, by tam poddać się zabiegowi podwiązania jajowodów. W naszym kraju na zabieg nie mogą zdecydować się legalnie nawet te z nich, które mają już kilkoro dzieci czy przeciwwskazania do zajścia w kolejną ciążę. - Kolejny aspekt, w którym nie możemy o sobie decydować same - mówią. Lekarz wykonujący zabiegi przy granicy z Polską dodaje: - Po wyroku TK liczba zapytań znacząco wzrosła.

Zabieg wazektomii wywołujący efekt trwałej antykoncepcji u mężczyzn jest w Polsce całkowicie legalny. Na jednej z tras wjazdowych do Warszawy od lat wisi baner reklamujący usługi jednej z klinik, które go przeprowadzają (usługi tego typu są świadczone przez placówki w każdym większym polskim mieście). Podobny - z hasłem "antykoncepcja mężczyzn, 100 procent skuteczności" - znajdziemy przy A1 między Piotrkowem a Tuszynem. Wykonanie zabiegu u mężczyzn polega na przecięciu i podwiązaniu nasieniowodów. Koszt to około 2 tysiące złotych, skuteczność wynosi około 99 procent. Analogiczny - polegający na podwiązaniu jajowodów i nazywany fachowo salpingotomią (inaczej sterylizacją), jest wykonywany na żądanie kobietom w wielu klinikach w Europie. Ale nie w Polsce - w naszym kraju za przeprowadzenie go lekarzowi grozi więzienie.

Zobacz wideo Bodnar: Moim zdaniem Polska łamie prawa człowieka ws. aborcji

Sterylizacja kobiet - w Polsce nie da się jej wykonać. "Jak to możliwe?", "Szok, wkurzenie"

Dyskusja o braku możliwości przeprowadzania sterylizacji u kobiet wróciła ze zdwojoną mocą w październiku ubiegłego roku, gdy Trybunał Konstytucyjny orzekł, że aborcja ze względu na ciężkie i nieodwracalne wady płodu jest niezgodna z konstytucją. W styczniu tego roku zaostrzenie prawa aborcyjnego w Polsce stało się faktem - zlikwidowano przesłankę, która stanowiła 97 procent wszystkich legalnych zabiegów przerywania ciąży w Polsce. Kobietom, u których zdiagnozowano wady letalne ciąży już po opublikowaniu wyroku TK, pomagają organizacje pozarządowe - m.in. Aborcyjny Dream Team i Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Skorzystanie z ich pomocy nie jest niezgodne z prawem.

Dlaczego właśnie teraz temat sterylizacji powrócił? Kobiety, które poddają się zabiegowi sterylizacji za granicą, tłumaczą, że robią to właśnie po to, by nie znaleźć się w sytuacji, w której będą musiały ciążę (niechcianą, lub np. z wadami letalnymi płodu) usunąć. Jednym słowem - są pewne, że dzieci w przyszłości mieć nie chcą - niezależnie, czy chodzi o pierwszą, czy o kolejną ciążę. Ale zgodnie z polskim prawem nawet wtedy, gdy wiedzą, że ciążą będzie się wiązała ze znacznym pogorszeniem ich stanu zdrowia, nie mogą się poddać legalnemu podwiązaniu jajowodów w naszym kraju. Nawet gdy sytuacja ekonomiczna bądź stan psychiczny nie pozwalają kobiecie na kolejne dziecko lub rozmaite metody antykoncepcji, państwo stoi na stanowisku: "zawsze możesz zmienić zdanie".

W kobietach po wyroku TK rośnie strach. Na problem zwróciła uwagę w listopadzie m.in. piosenkarka Tatiana Okupnik, która wcześniej otwarcie informowała w mediach społecznościowych o problemach zdrowotnych, z którymi zmagała się podczas swoich dwóch ciąż.

Mam 42 lata. Jestem mamą dwójki cudnych dzieci. (...) Chcę opowiedzieć, jak mnie osobiście dotyka to, co dzieje się wokół kobiet w moim kraju. (...) Okazało się, że jestem w tej grupie kobiet, które nie mogą stosować wkładki domacicznej. Nie jest też możliwa u mnie antykoncepcja hormonalna, między innymi dlatego, że cierpię na chroniczną migrenę. Mieszkam w Polsce. W wakacje tego roku przeprowadzano u mnie kolejną ginekologiczną operację. Przed zabiegiem poprosiłam o podwiązanie jajowodów. Lekarka rozumiała w pełni moją prośbę, ale poinformowała, że w Polsce ten zabieg nie jest legalny. Moja reakcja to szok, wkurzenie, niezrozumienie.
Jak to możliwe, że mężczyzna,w moim kraju może zadecydować o tym, że nie chce, lub nie może już posiadać więcej potomstwa, a mnie taki wybór nie jest dany?!

- napisała Okupnik i wymieniała dalej: "Jaka jest różnica w kontekście obywatel-państwo a obywatelka-państwo?", "Jaka jest różnica między moją potrzebą wyboru takiej, a nie innej metody antykoncepcji a potrzebą wykonania wazektomii przez jakiegokolwiek mężczyznę w Polsce?!", "Dlaczego akurat moja płodność jest tak chroniona przez państwo? Dlaczego moje państwo nie ma takich rozterek w przypadku męskiej płodności?". 

Według prawa "trwały uszczerbek na zdrowiu". Kobiety jeżdżą na Słowację i do Czech. "Zostaje niewielka blizna"

Skąd bierze się problem i dlaczego kobiety nie mogą podjąć według polskiego prawa decyzji, że - z różnych przyczyn - nie chcą mieć dzieci i nie chcą też czekać na moment, w którym (na przykład) antykoncepcja zawiedzie? Wszystko dlatego, że według polskiego prawa podwiązanie jajowodów, czyli tak zwane ubezpłodnienie na życzenie z pomocą interwencji lekarskiej, jest traktowane jako przestępstwo z art. 156 Kodeksu karnego.

Dotyczy on kary pozbawienia wolności za spowodowanie u drugiej osoby ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci pozbawiania zdolności do płodzenia potomstwa. Kara to nawet 10 lat więzienia dla lekarza, który podejmie się zabiegu. Prawnicy wskazują, że "pozbawienie" odnosi się do trwałości sterylizacji - i tu tkwi szkopuł, bo wazektomię mężczyzn nasze prawo uznaje za częściowo odwracalny zabieg (jest wykonywany w znieczuleniu miejscowym, coraz częściej też wykorzystuje się metodę laserową), a sterylizację kobiet - za trwałą interwencję chirurgiczną. Dzieje się tak, choć i jeden, i drugi zabieg - zdaniem lekarzy - charakteryzuje się częściową odwracalnością. Nie ma co prawda żadnej gwarancji, że zajście w ciążę po sterylizacji znów będzie możliwe, ale kobieta może się zabezpieczyć na wypadek, gdyby w przyszłości chciała mieć dzieci - istnieje możliwość wcześniejszego pobrania komórek jajowych (komórki jajowe można próbować pobrać także później, bo nadal są wytwarzane w jajnikach) i zapłodnienie metodą in vitro. 

Na internetowych forach i w wyszukiwarkach mnożą się pytania: "sterylizacja kobiet - jaka cena?", "wazektomia - jaka cena?", "podwiązanie jajowodów - czy jest legalne?" (poniżej widać dwa piki wyszukiwań - pierwszy z nich miał miejsce w chwili ogłoszenia wyroku TK ws. aborcji, drugi - po jego publikacji w Dzienniku Ustaw).

Google Trends - wyszukiwania w ciągu ostatnich 12 miesięcyGoogle Trends - wyszukiwania w ciągu ostatnich 12 miesięcy screen - Google Trends

Polki organizują "wyprawy" na Słowację i do Czech. "Liczba zapytań niezwykle wzrosła"

W Polsce zabiegi sterylizacji nie są legalne, ale za granicą - często już tak. Kobiety na własną rękę organizują więc coraz częściej "wyprawy" do krajów europejskich - najczęściej na Słowację - do Bańskiej Bystrzycy, do Czech albo do Forst (Lausitz) w Niemczech (75 kilometrów od Zielonej Góry). Pacjentki z Polski przyjmuje tam doktor Janusz Rudziński, z którym rozmawiamy (oprócz zabiegów sterylizacji, wykonuje też zabiegi aborcji).

W ciągu ostatnich trzech-czterech miesięcy wzrosła niezwykle liczba zapytań o sterylizację. Ostatnio mam może z pięć-siedem zapytań dziennie. Osobiście nie jestem w stanie tych wszystkich zabiegów wykonać, wiec wysyłam do różnych klinik, do znajomych lekarzy

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl. I dodaje, co wynika z jego obserwacji: - Dzięki PiS-owi wzrosła liczba aborcji i sterylizacji w Niemczech u tzw. kobiet 500+, gdyż one teraz mogą sobie na ten "luksus" pozwolić. Interesujące jest, że wiele młodych kobiet, w wieku 20-22 lat, bezdzietnych, chce się poddać temu zabiegowi. I one pochodzą często z kolebki PiS-u, czyli Polski południowo-wschodniej - wskazuje i podkreśla jeszcze raz: - Tak. Zapotrzebowanie na ten zabieg od jesieni 2020 wyraźnie wzrosło.

Same kobiety też otwarcie mówią o swoich doświadczeniach - niektóre wskazują, że do niedawna nie wiedziały, że zgodnie z polskim prawem - nawet jeśliby chciały - nie mogą zdecydować się na poddanie sterylizacji. "Jestem w szoku. Najpierw wyrok TK, teraz to",  "Kolejny aspekt, w którym nie możemy o sobie zadecydować same", "Trzeba się faszerować tabletkami [antykoncepcyjnymi - red.], a co, jak czuję się po nich fatalnie?", "Państwo wychodzi z założenia, że zawsze może nam się odwidzieć. A dlaczego kobiet w ciąży nie pyta się, czy nie odwidzi im się posiadanie dziecka?", "Ja na zabieg nie musiałam jechać, wazektomię zrobił sobie mąż - legalnie, w Warszawie. Po dwójce dzieci wiedzieliśmy, że trzeciego już nie planujemy. Antykoncepcja mi nie służyła", "Gdyby nie pandemia, pewnie miałabym już umówiony termin" - to niektóre z wypowiedzi na internetowych forach.

Inne kobiety otwarcie dzielą się swoimi doświadczeniami - wśród nich jest Joanna, która zabiegowi poddała się dwa lata temu. 

Koszt to było wtedy 550 euro, ale dodatkowo musiałam sobie opłacić dojazd i jeszcze dwa noclegi tam na miejscu. Wcześniej, w Polsce, musiałam też zrobić dodatkowe badania, wszystko prywatnie, więc trochę finansowo mnie to zabolało. Na całość musiałam przeznaczyć kilka dni. Zabieg był w znieczuleniu, zostaje po nim nieduża blizna. Stresowałam się, bo boję się operacji, a ten zabieg nie jest jednak tak bezinwazyjny, jak wazektomia u mężczyzn. Ale było warto. Wcześniej miałam paniczny lęk przed ciążą

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl. Jak dodaje, na zabieg czekała dwa miesiące, a przed wykonaniem go musiała wypełnić ankietę, w której potwierdziła, że jest świadoma nieodwracalności zabiegu i nie chce mieć w przyszłości dzieci. Mogła też rozważyć, czy chce wcześniej pobrać komórki jajowe do późniejszego wykorzystania. Słowacką klinikę, w której go wykonała, znalazła w internecie. W innej klinice, w której również rozważała wykonanie sterylizacji, cena była nieco wyższa - 650 euro. - Jak tylko doszłam do siebie, od tamtej pory czuję się rewelacyjnie - wskazuje.

Mapkę zagranicznych klinik, które wykonują zabieg sterylizacji, przygotowała ostatnio autorka bloga Bezdzietnik.pl. Fundacja Dziewuchy Dziewuchom po wyroku TK ws. aborcji zaczęła promować w mediach społecznościowych petycję o legalizację sterylizacji kobiet, której adresatem jest Sejm RP. 

"To kolejny przykład dyskryminacji - nasza podmiotowość jest ograniczana tam, gdzie chodzi o dysponowanie własną płodnością i kontrolę urodzeń. Dosyć. Nasze ciała - nasze życie - nasze decyzje" - wskazują przedstawicielki fundacji.