Sprawa ks. Andrzeja Dymera. Pracownik fundacji ds. zwalczania pedofilii w Kościele rezygnuje

Robert Fidura-Porycki złożył rezygnację z prac komisji św. Józefa, która zajmuje się zwalczaniem pedofilii w Kościele. Mężczyzna, który w młodości był ofiarą księdza pedofila, podjął tę decyzję po emisji reportażu "Najdłuższy proces Kościoła" o księdzu Andrzeju Dymerze.

W poniedziałek wieczorem w programie "Czarno na Białym" w TVN24 wyemitowano reportaż "Najdłuższy proces Kościoła". Udział w nim wzięły osoby, które w młodości były wykorzystywane seksualnie przez księdza Andrzeja Dymera. Materiał ujawnił, że Kościół wiedział o tej sprawie od niemal trzech dekad. Mimo tego duchowny nie poniósł żadnych poważnych konsekwencji. We wtorek 16 lutego KAI poinformowała, że ks. Dymer zmarł po długiej chorobie

Andrzej DymerKs. Andrzej Dymer nie żyje

Rezygnacja w fundacji ds. zwalczania pedofilii w Kościele. "Nie jestem w stanie w zgodzie ze swoim sumieniem firmować działań KEP"

Jak się okazuje, po emisji reportażu, swoją rezygnację z prac w komisji św. Józefa złożył Robert Fidura-Porycki, który w młodości (w wieku 14 lat) był ofiarą księdza pedofila. Jako pierwszy, poinformował o tym jezuita ojciec Grzegorz Kramer, który dołączył też fragment listu z rezygnacją:

(...) Dowiaduję się o kolejnych sprawach, których nie umiem nazwać cywilizowanym językiem. Okazuje się, że zarówno Dzięga, jak i emeryt Głódź, ale także ponad 90 proc. biskupów, skoncentrowali swoją działalność na dyskredytację nieumarłych, na torpedowanie pomocy. Nie jestem w stanie w zgodzie ze swoim sumieniem firmować działań KEP, w której zasiadają tacy ludzie jak wspomniani Dzięga i Głódź, jak Janiak, Dziuba i dziesiątki innych, dlatego niniejszym składam rezygnację z zasiadania w Radzie Fundacji Świętego Jezusa

- pisze Robert Fidura-Porycki w liście skierowanym do biskupa Wojciecha Polaka.

"To kolejne odejście z kościelnej struktury, człowieka sprawiedliwego, który się poddał. Niestety, w naszym kościelnym środowisku jest tak, że te odejścia wzbudzają, co najwyżej kilkudniowy szum medialny, a później odchodzą w zapomnienie. (...) Decyzja Roberta pokazuje bardzo mocno, że odchodzą nie ci, którzy powinni ponieść konsekwencje zła, że znów zostaje poniesiona ofiara z człowieka niewinnego" - pisze na swoim blogu ojciec Grzegorz Kramer.

Zgodnie z komunikatem na stronie KEP, celem komisji św. Józefa ma być ochrona dzieci i młodzieży we wspólnocie Kościoła Katolickiego oraz "budowanie efektywnych struktur pomocy wspierających uzdrowienie osób zranionych i zapobieganie kolejnym przestępstwom wykorzystania seksualnego".

Zobacz wideo "Ten cały przeklęty dwór watykański trzeba rozsadzić"

Sprawa ks. Andrzeja Dymera. Sąd nie uwierzył poszkodowanemu, bo pomylił nazwę hotelu i siostrę stryjeczną nazwał rodzoną

Ksiądz Andrzej Dymer to duchowny, który był podejrzewany o molestowanie nieletniego. W 1995 roku 14-letni Kazik, wychowanek kościelnego Ogniska, pojechał z księdzem Dymerem na wycieczkę do Wrocławia. W drodze duchowny "zmienił zdanie" i zamiast nocować w domu rodzinnym, zarezerwował pokój w hotelu, gdzie doszło do molestowania.

Poszkodowany zgłosił się do prokuratury dopiero po 13 latach. W sprawie przesłuchano kilkunastu uczestników Ogniska oraz wychowawców, który potwierdzili, że 14-letni wówczas Kazik był faworyzowany przez ks. Dymera i tego dnia pojechał z duchownym na wycieczkę. Sam ksiądz nie przyznał się do zarzutów.

Nastolatek miał jednak opowiedzieć o całym zajściu jednemu z podopiecznych. "Uwierzyłem od razu, bo on nie umiał kłamać. Był prostolinijny i nie wyobrażałem sobie, by był sobie w stanie coś takiego wymyślić. Podczas rozmowy było widać, że on to przeżywa. To było świeżo po jego powrocie z tego Wrocławia" - mówił w prokuraturze jeden z wychowawców. W listopadzie 2020 roku OKO.press napisało, że z powodu przedłużającego się śledztwa sprawa molestowania przedawniła się, a sąd musiał umorzyć postępowanie. Zeznania poszkodowanego zostały uznane za nie dość wiarygodne, bo dorosły już mężczyzna pomylił hotel Grand z Sobieskim, a siostrę stryjeczną księdza nazwał siostrą rodzoną. Sąd nie uwierzył w zeznania wychowawców i młodzieży Ogniska, ale uwzględnił zeznania krewnych księdza, którzy twierdzili, że w 1995 roku Dymer w ogóle ich nie odwiedzał.

Chociaż postępowanie przeciwko duchownemu toczyło się od lat, to kuria szczecińska nie zareagowała na te doniesienia. Stało się wręcz odwrotnie - ks. Dymer zajmował kierownicze stanowiska, w tym te związane z biznesami Kościoła. Między 1992 a 2007 rokiem duchowny tworzył sieć katolickich szkół, a prowadzony przez niego Instytut Medyczny im. Jana Pawła II prowadził trzy domy opieki społecznej.

Prymas Polski Wojciech PolakPrymas o sprawie ks. Dymera. "Przykro mi, że nie sprostałem oczekiwaniom"

Więcej o: