Abp Polak o sprawie ks. Dymera. "Jest mi przykro, że nie sprostałem oczekiwaniom osób pokrzywdzonych"

W reportażu wyemitowanym w poniedziałek w TVN24 szczegółowo przyjrzano się sprawie oskarżanego o wykorzystywanie seksualne ks. Andrzeja Dymera. Tego samego dnia do materiału odniósł się w oświadczeniu abp Wojciech Polak, prymas Polski i delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży. "Jest mi przykro, że nie sprostałem oczekiwaniom osób pokrzywdzonych" - czytamy w nim.

"W związku z informacjami, które usłyszałem podczas spotkania z osobami pokrzywdzonymi, a upublicznionymi w tekstach red. Zbigniewa Nosowskiego [red. naczelny kwartalnika "Więź" - red.] oraz reportażu 'Najdłuższy proces Kościoła', uważam, że niesłychana przewlekłość kościelnych procedur w sprawie ks. Andrzeja Dymera oraz brak odpowiedniego traktowania osób skrzywdzonych na wielu etapach tego postępowania, nie mają żadnego usprawiedliwienia" - napisał w oświadczeniu abp Wojciech Polak, Prymas Polski oraz delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży.

Ks. Andrzej DymerKsiądz Andrzej Dymer - kim jest? Oskarżenia pojawiały się już w latach 90

Abp Polak reaguje na reportaż o ks. Dymerze. "Jest mi przykro, że nie sprostałem oczekiwaniom osób pokrzywdzonych"

Metropolita potwierdził, że w czerwcu 2019 r. spotkał się dwiema osobami skrzywdzonymi przez ks. Dymera, którym towarzyszył o. Marcin Mogielski OP i dwóch prawników. Polak zaznaczył, że wcześniej wiedział o sprawie "niewiele" i opierał się jedynie na przekazach medialnych.

Ponieważ osobom pokrzywdzonym towarzyszyli doświadczeni prawnicy znający sprawę, uznałem, że osoby skrzywdzone będą miały wystarczającą pomoc, aby dokonać zgłoszenia do Stolicy Apostolskiej, zgodnie z obowiązującym w Kościele prawem. Ze swojej strony zaproponowałem wsparcie mojego Biura w przygotowaniu zgłoszenia oraz Fundacji Świętego Józefa w udzieleniu pomocy psychoterapeutycznej. Takimi ustaleniami zakończyło się to spotkanie

- czytamy w oświadczeniu.

Zobacz wideo "Ten cały przeklęty dwór watykański trzeba rozsadzić"

Prymas Polski podkreślił też: "Po obejrzeniu reportażu jest mi przykro, że nie sprostałem oczekiwaniom osób pokrzywdzonych, co wyraził w filmie jeden z uczestników spotkania".

"Wskazane powyżej ustalenia z osobami obecnymi na spotkaniu oraz podjęte działania, miały bowiem na celu, zgodnie z moimi uprawnieniami jako delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży, wyjść im naprzeciw" - zapewnił. 

"[...] chciałbym jeszcze potwierdzić, że jako delegat KEP zostałem poinformowany o dokonaniu zawiadomienia w tej sprawie do Stolicy Apostolskiej. Osądzenie sprawy jest wyłączną kompetencją Stolicy Apostolskiej" - zakończył abp Polak. 

Sprawa ks. Andrzeja Dymera. W reportażu TVN24 głos oddano jednej z ofiar duchownego

Reporter "Czarno na białym" rozmawiał z ofiarami ks. Andrzeja Dymera, duchownego ze Szczecina, który w ubiegłym tygodniu stracił stanowisko szefa Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II. W reportażu o swoich kontaktach z ks. Dymerem opowiedział m.in. o. Tarsycjusz Krasucki, który w wieku 16 lat trafił do ogniska św. Brata Alberta.

- Ks. Dymer kazał mi się rozebrać od pasa w dół, by stwierdzić stan higieny, czy nie mam chorób. Obejrzał. Po tym dopiero pomyślałem, że nie jest lekarzem - opowiada w materiale o. Krasucki. Zakonnik wspomina, jak pewnego dnia poszedł na wagary, o czym dowiedzieli się opiekunowie ogniska i donieśli ks. Dymerowi. Ten wezwał chłopaka do swojego pokoju. - Zaczął się zachowywać w sposób mocno podniecony, sięgając do mojego rozporka, chwytając za genitalia, moją rękę skierował na swoje. Byłem sparaliżowany, nie wiedziałem, jak zareagować. Kiedy dokonało się, kiedy on tam doszedł i przeżył orgazm, kazał szybko ubrać się i wyjść z pokoju - mówił w "Czarno na białym" o. Krasucki. 

Ks. Andrzej DymerNajdłuższy proces kanoniczny. Ofiara ks. Dymera: Zrobił ze mnie wrak

Dymer odsunięto od prowadzenia ogniska dla młodzieży. Później w sprawie duchownego interweniowali zakonnicy ze Szczecina, którzy zgłosili się do abp. Mariana Przykuckiego. Po tym spotkaniu ówczesny metropolita szczeciński sporządził notatkę: "Otrzymałem informację, że ks. Dymer deprawuje młodzież z Ogniska św. Brata Alberta. Niedobre wieści tego typu dochodzą też z Liceum Katolickiego (...) Sprawa wymaga natychmiastowego zbadania". Notatka powstała w 1996 roku i jest pierwszym dowodem na to, że Kościół wiedział o molestowaniu uczniów przez ks. Dymera. Choć napisano mowa w niej o "natychmiastowym zbadaniu", proces kanoniczny ws. duchownego ruszył dopiero w 2004 roku i trwa nadal. 

Mimo notatki abp. Przykuckiego, Dymer piastował kolejne stanowiska i pracował z dziećmi. W 2008 roku sprawę ks. Dymera opisała "Gazeta Wyborcza". W tym samym roku sąd kościelny uznał go za winnego. Jak relacjonowała "Więź", duchowny odwołał się od wyroku i ostateczny werdykt wciąż nie jest znany. 

Więcej o: