Sprawa ks. Dymera. Kościół wiedział od 1996 r. "Był przyklejony do mnie, ciągle jest. Zrobił ze mnie wrak"

W programie "Czarno na białym" w TVN 24 szczegółowo przedstawiono historię oskarżanego o wykorzystywanie seksualne ks. Andrzeja Dymera. - Życie wygląda tak, jakby Dymer był przyklejony do mnie. Z przodu, z boku, z tyłu. Ciagle jest. Zrobił ze mnie wrak - mówi w reportażu jedna z ofiar duchownego.

Reporter "Czarno na białym" rozmawiał z ofiarami ks. Andrzeja Dymera, duchownego ze Szczecina, który w ubiegłym tygodniu stracił stanowisko szefa Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II. W reportażu o swoich kontaktach z ks. Dymerem opowiedział m.in. o. Tarsycjusz Krasucki, który w wieku 16 lat trafił do ogniska św. Brata Alberta. - Ks. Dymer kazał mi się rozebrać od pasa w dół, by stwierdzić stan higieny, czy nie mam chorób. Obejrzał. Po tym dopiero pomyślałem, że nie jest lekarzem - opowiada w materiale o. Krasucki. Zakonnik wspomina, jak pewnego dnia poszedł na wagary, o czym dowiedzieli się opiekunowie ogniska i donieśli ks. Dymerowi. Ten wezwał chłopaka do swojego pokoju.

Ks. Andrzej DymerKsiądz Andrzej Dymer - kim jest? Oskarżenia pojawiały się już w latach 90

Sprawa ks. Andrzeja Dymera. Kościół wiedział od 1996 roku

Zaczął się zachowywać w sposób mocno podniecony, sięgając do mojego rozporka, chwytając za genitalia, moją rękę skierował na swoje. Byłem sparaliżowany, nie wiedziałem, jak zareagować. Kiedy dokonało się, kiedy on tam doszedł i przeżył orgazm, kazał szybko ubrać się i wyjść z pokoju

- opowiada w "Czarno na białym" o. Krasucki. 

Wychowanek opowiedział swoim kolegom, że padł ofiarą duchownego. Później o sprawie dowiedzieli się inni wychowawcy, ale rada pedagogiczna nie uwierzyła w relację chłopaka. Nakazano mu przeprosić ojca ks. Dymera. - Kazano mi odwołać to wszystko, ale tego nie uczyniłem, nie mogłem powiedzieć, że kłamałem i wymyślałem, bo te zdarzenia miały miejsce. Tego dnia postanowiono mnie wyrzucić, wychowawcy to wzięli dosłownie i faktycznie wzięli za nogi, za ręce i wyrzucili za drzwi. Byłem bez butów, bo leżałem na łóżku. Buty i plecak wyrzucono za mną - wspomina o. Krasucki.

Zobacz wideo Frédéric Martel: Jeśli tysiące dzieci były gwałcone, a Ty wiedziałeś, kto był oprawcą, nie możesz być dłużej świętym

Początkowo wychowawcy uważali, że Krasucki kłamał. W końcu grupa pięciu wychowawców uznała, że pogłoski na temat Dymera są prawdziwe. Duchowni interweniowali w kurii i ks. Dymer przestał prowadzić ognisko dla młodzieży. Później w sprawie Dymera interweniowali zakonnicy ze Szczecina.

- Przyjął nas ojciec arcybiskup (Marian Przykucki - red.) trochę nieładnie, tak, żebyśmy długo nie siedzieli. Nie sądzę, żebyśmy byli dłużej niż 15 minut. Była kompletna obojętność - wspomina w reportażu dominikanin o. Józef Puciłowski. 

Po tym spotkaniu abp Przykucki sporządził notatkę: "Otrzymałem informację, że ks. Dymer deprawuje młodzież z Ogniska św. Brata Alberta. Niedobre wieści tego typu dochodzą też z Liceum Katolickiego (...) Sprawa wymaga natychmiastowego zbadania". Notatka powstała w 1996 roku i jest pierwszym dowodem na to, że Kościół wiedział o molestowaniu uczniów przez ks. Dymera. Choć napisano mowa w niej o "natychmiastowym zbadaniu", proces kanoniczny ws. duchownego ruszył dopiero w 2004 roku i trwa nadal. 

Ofiara: Życie wygląda tak, jakby Dymer był przyklejony do mnie

Mimo notatki abp. Przykuckiego, Dymer piastował kolejne stanowiska i pracował z dziećmi. Z reportażu "Czarno na białym" wynika, że duchowny cieszył się szacunkiem hierarchów m.in. z powodu swoich talentów biznesowych - specjalizował się m.in. w przejmowaniu nieruchomości i gruntów. - Kura, która znosi złote jaja, człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Jest w stanie od państwa czy miasta pozyskać majątek, ziemie, nieruchomości - tak o ks. Dymerze mówi o. Marcin Mogielski, dominikanin, który w 2003 roku rozpoczął własne śledztwo dotyczące wykorzystywania seksualnego przez ks. Dymera. 

Ks. Andrzej DymerKs. Dymer nie jest już szefem Instytutu Medycznego w Szczecinie

W materiale TVN24 relacji ofiar szczecińskiego duchownego jest więcej. Jedna z nich opisuje, jak była zmuszana przez niego do seksu oralnego. - Życie wygląda tak, jakby Dymer był przyklejony do mnie. Z przodu, z boku, z tyłu. Ciągle jest. Zrobił ze mnie wrak - słyszymy w reportażu. 

W 2008 roku sprawę ks. Dymera opisała "Gazeta Wyborcza". Po tej publikacji prokuratura wszczęła śledztwo, ale wkrótce je umorzono. W tym roku sąd kościelny uznał ks. Dymera za winnego. Jak relacjonowała "Więź" duchowny się odwołał od wyroku i ostateczny werdykt wciąż nie jest znany. 

Więcej o: