Luksusowego McLarena, wartego 850 tys. zł, rozbił pracownik komisu. Ujdzie mu to płazem, bo ma cukrzycę [WIDEO]

Luksusowy McLaren został rozbity w 2017 r. Pracownik komisu bez pozwolenia wsiadł do auta, a chwilę później zaliczył stłuczkę i zatrzymał się na drzewie. Właśnie zakończył się proces w tej sprawie. Sąd umorzył postępowanie. Martin G. nie poniesie konsekwencji, również dlatego, że nie miał umowy o pracę. Właściciel komisu może się odwołać.

Martinowi G., pracownikowi komisu, który rozbił drogi, luksusowy samochód, groziło od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Proces, który trwał od ponad trzech lat, właśnie się zakończył. Jest wyrok sądu - sprawca nie poniesie odpowiedzialności za wypadek.

 

McLaren 650S. Jeden z kilkunastu takich modeli na świecie rozbity

29-letni Martin G., pracownik komisu samochodowego, bez pozwolenia pożyczył w maju 2017 roku samochód McLaren 650S. Na rondzie w Krapkowicach zderzył się z Fordem Focusem i zatrzymał się na drzewie. Nie odniósł poważnych obrażeń, ale bardzo poważnie uszkodził luksusowy samochód. Pisaliśmy wtedy w gazeta.pl, że nowy model tego samochodu kosztuje ponad milion złotych. Egzemplarz z wypożyczalni był wart nieco ok. 850 tysięcy zł. Jak pisze serwis 24opole, na świecie jest tylko kilkanaście modeli w takim kolorze i z takim wyposażeniem.

CBŚP. Zdjęcie ilustracyjneOlsztyn. W kasie CBŚP brakuje ponad 100 tys. euro. Jest śledztwo prokuratury

Proces zakończony, sprawca nie poniesie kary

W Sądzie Rejonowym w Strzelcach Opolskich zakończył się proces Martina G. odpowiedzialnego za rozbicie McLarena Spider. Sąd umorzył sprawę, ponieważ mężczyzna jest cukrzykiem, a w momencie spowodowania wypadku był w stanie hiperglikemii. Sąd w oparciu o opinie biegłych medyków uznał, że to przeszkodziło w podejmowaniu świadomych decyzji.

Jak pisze portal Nowa Trybuna Opolska, Martin G. pasjonuje się luksusowymi samochodami, a w komisie zajmował się polerowaniem i czyszczeniem ich zanim trafiły do klientów. Miał dostęp do kluczyków, żeby wykonywać te prace. W procesie pojawiły się rozbieżności - zarówno on, jak i świadkowie utrzymywali, że Martin mógł wyjeżdżać na miasto, żeby na przykład wykonać przegląd. Z kolei według właściciela nie miał on prawa zabierać samochodów poza teren komisu.

Stado jeleni wpadło do jezioraPod stadem jeleni zarwał się lód. Kilkadziesiąt zwierząt wpadło do wody

Brak dokumentów to brak obowiązków

Podczas procesu okazało się, że Martin G. nie posiadał umowy, ani wyraźnie określonego zakresu obowiązków, co teoretycznie oznacza, że nie był odpowiedzialny za samochody pozostające w komisie. Sprawa została więc umorzona, a Martin G. nie poniesie kosztów związanych z rozbiciem drogiego, sportowego samochodu. Wyrok nie jest prawomocny.

Zobacz wideo Samochód elektryczny Dyson