Redaktor edycji krytycznej "Mein Kampf": Ta książka zawstydza elity, które nie powstrzymały "chłystka i miernoty"

- Książka Hitlera jest manifestem nienawiści wobec wroga. Wroga, z którym nie należy negocjować, tylko do niego strzelać. Umysłom nieskażonym refleksją to może rzeczywiście imponować. Ja wiem, że tacy ludzie są, odzywają się w internecie, korzystając z łaski anonimowości i piszą: ten facet miał rację - mówi w rozmowie z Gazeta.pl prof. Eugeniusz Cezary Król, tłumacz, redaktor edycji krytycznej "Mein Kampf".

Daniel Drob, Gazeta.pl: Prace nad pierwszą w Polsce i trzecią na świecie edycją krytyczną "Mein Kampf" trwały trzy lata. Dlaczego nie zdecydował się pan na przetłumaczenie niemieckiego wydawnictwa krytycznego z 2016 roku?  

Prof. Eugeniusz Cezary Król: Rzeczywiście na początku pojawił się pomysł, aby zwrócić się do Instytutu Historii Najnowszej w Monachium z prośbą o licencję. Zresztą taki plan mają Anglicy, którzy przymierzają się do kolejnego po niemieckim, włoskim i teraz polskim wydaniu edycji krytycznej. Po rozmowie z wydawcą, czyli Belloną, uznaliśmy jednak, że taka książka będzie po prostu niestrawna dla polskiego odbiorcy. Będzie za duża i za droga, to są dwa ogromny tomy, gabarytowo trzy razy większe od mojego wydania.  

Co nowego doświadczony badacz historii Trzeciej Rzeszy wynosi z ponownej lektury "Mein Kampf"?  

Gdy podczas pracy czytałem tekst Hitlera kawałek po kawałku, a później kolejny raz i kolejny, z wielką ostrością zrozumiałem, że jest to przewodnik, jak zbudować państwo totalitarne, zniszczyć system demokratyczny, którym była - z wielkimi słabościami, ale była - Republika Weimarska, a wreszcie podpalić Europę. Wiele postulatów zawartych w "Mein Kampf" po prostu się niestety sprawdziło. Zostało zrealizowane zarówno to, co Hitler postulował w odniesieniu do sytuacji wewnętrznej Niemiec, jak również do polityki zagranicznej. To w "Mein Kampf" pojawiło się hasło "przestrzeni życiowej", został nawet określony kierunek jego poszukiwania, czyli Rosja. 

Jak odnotowuje pan we wstępie, mniej miejsca poświęcił Hitler Polsce.  

Ale to bardzo ciekawy wątek - Polska w kontekście poszukiwania tejże przestrzeni życiowej. Jeśli planuje się iść na Rosję, powstaje pytanie, czy iść przez Polskę czy iść z Polską? Hitler w "Mein Kampf" tego problemu nie rozstrzygnął, jest jedynie enigmatyczna informacja, że obszarem ekspansji ma być Rosja i "podporządkowane jej państwa ościenne”. Pytanie, co to znaczy  w tym przypadku "państwa ościenne"? Mogły to być republiki nadbałtyckie i Polska, jeśli weźmiemy pod uwagę sytuację w drugiej połowie lat 20. XX wieku. Hitlerowi mogło chodzić o Ukrainę i Białoruś, ale te wówczas wchodziły w skład Związku Radzieckiego i z całą pewnością nie były "państwami ościennymi”. To nieścisłość autora, ewentualnie celowe niedopowiedzenie, z którego wynika, że Hitler nie miał jeszcze sprecyzowanego rozwiązania technicznego tego problemu. Jak dzisiaj wiemy, wybrał alternatywę "przez Polskę", niszcząc ją po drodze.  

Zobacz wideo 'Trzeba mieć nie po kolei we łbie'. Pokazaliśmy kombatantom reportaż 'Superwizjera' o polskich neonazistach

Dalej w "Mein Kampf" uderza szereg pomysłów, odnoszących się do spraw wewnętrznych Niemiec, które zawierają się w haśle budowy  "państwa volkistowskiego". Lektura pokazuje, z jaką skutecznością ta formuła państwa totalitarnego była budowana od 1933 roku. Przywódca Trzeciej Rzeszy zrealizował wiele z opisanych założeń - od zniszczenia federalizmu, przez budowę rozgałęzionegp aparatu przemocy i wprowadzenia ściśle zhierarchizowanej "zasady wodzostwa" aż  po kwestię znazyfikowanych związków zawodowych i wreszcie - last but not least - całkowitego zdeprecjonawania i zdyskryminowania obywateli pochodzenia żydowskiego. Gdy czyta się ten tekst, uderza przerażająca rozległość programu Hitlera, a po tym, gdy spojrzymy na wydarzenia po 1933 roku daleko idąca skuteczność realizacji. Należy wziąć pod uwagę, że ta książka to nie tylko zbiór agresywnych haseł, ale także szczegółowo zarysowany program.  Przywódca Trzeciej Rzeszy okazał się niestety politykiem bardzo skutecznym i konsekwentnym, a przy tym miarą tej skuteczności, była w znacznym stopniu nieskuteczność jego przeciwników.  

Czy to w ogóle możliwe, że po bardziej wnikliwej lekturze książki europejskie elity podjęłyby większe starania, aby powstrzymać dyktatora? 

Hitler nieoficjalnie wykonywał szereg gestów, które miały utwierdzić jego partnerów na arenie międzynarodowej w przekonaniu, że "Mein Kampf" jest może zbyt ostro napisana, ale nie oddaje charakteru jego polityki. Dawał do zrozumienia, że należy wziąć poprawkę na okoliczności, w jakich powstała oraz że ostry antyfrancuski ton wziął się z rozgoryczenia autora wywołanym postawą Francji podczas konferencji pokojowej w Wersalu w 1919 roku, a także podjętą przez nią okupacją Zagłębia Ruhry w 1923 roku. Dochodziło do tego, że w przypadku wydawania przez Niemców pozwoleń na tłumaczenia, tekst był cenzurowany, zwłaszcza gdy chodziło o wątek Francji, którą przedstawiono  w książce jako śmiertelnego wroga Niemiec.  Prawdopodobnie wiele osób zostało w ten sposób uśpionych. Usprawiedliwiano go: siedział w więzieniu, cierpiał, przegrał swój pucz monachijski w 1923 roku, pisał to wszystko w desperacji. Uważano przy tym, że to tekst amatora, który się nie zna na polityce, ma oryginalne, fantastyczne pomysły, ale nie należy ich traktować poważnie. Gdy się okazało, że to już nie jest amator, a pomysły znajdują w stanie realizacji, było za późno.  

Niemieckie i zagraniczne elity przewidywały, że Hitlera uda się okiełznać, że jako kanclerz potężnego państwa o wielkim dorobku gospodarczym i kulturalnymi będzie przestrzegał określonych standardów w sztuce rządzenia  i pokaże cywilizowaną twarz. Politycy zachodni, którzy czytali "Mein Kampf", zapewne spodziewali się, że Hitler ruszy na Rosję i podejmowali starania, by jego impet poszedł właśnie w tę stronę. Jak wiemy, z nadziei na przyjęcie przez Hitlera tych standardów niewiele wyszło, a im dalej szedł w las, tym bardziej jego twarz była barbarzyńska. Nawet, jeśli sprawiał wrażenie cywilizowanego polityka, było to działanie taktyczne.  

We wstępie stawia pan pytanie - czy "Mein Kampf" jest "aktem oskarżenia" wobec ówczesnych elit. 

Jeden z autorów niemieckiego wydania krytycznego podczas konferencji prasowej powiedział, że "Mein Kampf" to książka wstydu, która pokazuje, że elity niemieckie i światowe okazały się indolentne, pozbawione wyobraźni i stanowczości. Miałem poczucie, gdy czytałem tę książkę, że może dlatego jest ona tabuizowana i że są ludzie, którzy nie chcą o niej rozmawiać, bo ona zawstydza - nie tylko Niemców, ale całą ludzkość. Cytuję we wstępie Tomasza Manna, który pytał: jak to możliwe, że "ta miernota" i "ten chłystek" doszedł do władzy. A więc tak - uważam, że ta książka jest aktem oskarżenia pod adresem ówczesnych elit, które nie zdały egzaminu i nie powstrzymały "chłystka i miernoty", ale też sprawnego i przebiegłego realizatora swoich obłędnych idei.  

Z drugiej strony, trzeba mieć świadomość ogromnego strachu zachodnich społeczeństw przed kolejną wojną. Pamiętajmy, że dorosłe roczniki we Francji i Wielkiej Brytanii zostały zdziesiątkowane podczas I wojny światowej i także w tej traumie miała swoje źródło niechęć do zdecydowanych kroków wobec Hitlera. 

Polacy w międzywojniu znali "Mein Kampf"? 

Jest trochę publicystyki na ten temat, o książce pisali m.in. Antoni Słonimski, Władysław Studnicki, Stanisław Cat-Mackiewicz, Adolf Bocheński, ale widać tam wyraźnie, że nikt nie bije na alarm. Autorzy nie traktowali tego serio, to "biblia dla półinteligentów" - tak o "Mein Kampf" pisał Słonimski. 

Miał rację?  

To pisarz i publicysta znany z błyskotliwych złośliwości i jemu to sformułowanie przystoi. Ale moim zdaniem  "Mein Kampf" to nie jest "biblia dla półinteligentów". Dało się nabrać na twierdzenia Hitlera wiele wykształconych osób, inteligentów. Duża doza ładunku emocjonalnego w książce może porwać nawet człowieka o trzeźwym, krytycznym umyśle. Trzeba pamiętać, że narodowy socjalizm to także bardzo sprawna propaganda uliczna i charyzmatyczny lider - Hitler. On sam uważał, i miał rację, że w propagandzie ważniejsze jest słowo mówione od pisanego. Wszystko to razem miało duże oddziaływanie na odbiorcę. 

Czyli - uogólniając - wśród naszych elit wielkiego zainteresowania nie było. 

Ta kwestia jest zastanawiająca i wymaga badań. W latach 1934-1939 mieliśmy ocieplenie stosunków polsko-niemieckich po podpisaniu deklaracji o wyrzeczeniu się siły między Polską a Niemcami. Wiele ostrych ocen, które były po obu stronach, zostało złagodzonych. Proszę sobie wyobrazić, że pod wpływem sugestii Niemców z kanonu lektur szkolnych wycofano wtedy "Krzyżaków" Henryka Sienkiewicza. Na fali ocieplenia relacji polscy harcerze organizowali wraz z  Hitlerjugend  wspólne obozy, z kolei niemieccy kombatanci I wojny światowej odwiedzali Polskę, a polscy oficerowie jeździli z wizytą do Niemiec. Zdjęto zakaz sprzedawania w Polsce oryginału "Mein Kampf”, trzeba jednak zaznaczyć, że nie doszło jednak do przetłumaczenia na język polski tej publikacji. Pojednawczych gestów na w stosunkach polsko-niemieckich było wtedy wiele i wiemy, że w tym wszystkim Hitlerowi chodziło o próbę namówienia Polski do marszu na wschód. Brak ostrych reakcji na "Mein Kampf" w Polsce mogło mieć także źródło w tym, że głosy krytyczne były wyciszane przez wzgląd na konieczność utrzymywania dobrych stosunków z zachodnim sąsiadem.  

Wstęp kończy pan słowami: "'Mein Kampf' Adolfa Hitlera to wprawdzie bomba, która wybuchła wiele lat temu, czyniąc wielkie zniszczenia, ale jej odłamki nadal mogą siać spustoszenie w umysłach chorych, pozbawionych wiedzy i należytego krytycyzmu". Widzi pan te odłamki? 

Oczywiście tego zakończenia nie wziąłem znikąd. "Mein Kampf" posiada pewien potencjał, który może być atrakcyjny dla umysłów, którym podobają się rządy silnej ręki, mocnych haseł, zdecydowanych polityków, którzy wezmą ludzi za twarz i "zrobią porządek", przy czym nie będą się przejmować regułami demokratycznymi. Książka Hitlera jest manifestem nienawiści wobec wroga - żydowskiego, francuskiego czy rosyjskiego - i to wroga śmiertelnego, z którym nie należy negocjować, tylko do niego strzelać lub rozdeptać jak insekta. Umysłom nieskażonym refleksją to może rzeczywiście imponować. Ja wiem, że tacy ludzie są, odzywają się w internecie, korzystając z łaski anonimowości i piszą: ten facet miał rację.  

Jak człowiek, z którym pan rozmawiał po spektaklu "Mein Kampf" w Teatrze Powszechnym, co przytacza pan w publikacji. Trudno uwierzyć, że takie słowa padły. 

To był młody chłopak, zdaje się, że z jakiejś wycieczki szkolnej, pewnie ostatnia klasa liceum. Widziałem jego rozgorączkowanie po spektaklu, aż go nosiło, gdy wychodziliśmy z teatru. Zapytałem o wrażenia. "Przecież ten facet miał wiele racji!" - wykrzyknął. To dla mnie było nie do przyjęcia. Spektakl został tak przez reżysera wystylizowany, że w głowie człowieka nieznającego kontekstu mogło pojawić się wrażenie, że Hitler miał rację. 

Dla jakiego czytelnika właściwie jest to wydanie, które pan opracował?  

Zależało mi na tym, aby trafić do człowieka na pewnym poziomie intelektualnym, ale jednocześnie chciałem, aby po tę pozycję sięgnął czytelnik niekoniecznie profesji historycznej. Takim też językiem próbowałem operować, przypisy starałem się budować tak, aby wszystko było zrozumiałe.  

Sam pomysł pracy nad edycją krytycznej książki Hitlera ma wielu przeciwników. Prof. Andrzej Friszke stwierdził, że to oznaka braku szacunku do jego ofiar. 

Powiedział, że to bezczeszczenie pamięci ofiar i pożywka dla sił ekstremistycznych. To dwa z kilku argumentów. Kolejny to "uważam, że jeśli o czymś się nie mówi, to tego nie ma", pewna pani doktor habilitowana nauk politycznych wysunęła także i taki zarzut, że edycja krytyczna "Mein Kampf" może "pokazać faszyzację kraju". Ciekawe, że pani Zacharowa (rzeczniczka prasowa MSZ Rosji - red.) również niedawno zasugerowała, że wydanie "Mein Kampf" w Polsce to pokazuje. Najczęściej jednak padają głosy, że to ożywi siły ekstremistyczne. Jestem absolutnie pewien, że przeciętny ekstremista nie sięgnie do takiego opasłego tomu, bo załamie się po kilku stronach.  

A może kupi, zignoruje wstęp oraz pańskie przypisy i przeczyta "nagi" tekst?  

Prędzej będzie się żywił pirackimi broszurami, które ukazały się w Polsce w latach 90. i na początku XXI wieku. Produkcja kolejnych nakładów "Mein Kampf", pozbawionych naukowego komentarza, nie ustała, to się ciągle dzieje na całym świecie. Pojawiają się zazwyczaj w formie skróconej, a nawet jeśli w całości, to właśnie bez aparatu krytycznego. Tego rodzaju publikacje cały czas krążą i można je bez trudu kupić, również w Rosji, choć to jest tam prawnie zabronione. Poza tym w Polsce mamy przecież w internecie "gołe" tłumaczenie z angielskiego, z dużą ilością błędów i trzema czy czterema przypisami na cały tekst. Moja praca na jednym z portali pojawiła się z ceną 127 zł, a obok jest oferta jednej z takich broszur, tłumaczonej z angielskiego, skróconej, bez aparatu naukowego, z błędami - cena 110 zł. Poczułem się nieswojo, że takie książczyny osiągają takie ceny. I jeśli radykałowie czymś mają się pożywić, to właśnie taką ubogą broszurą. I to jest prawdziwy problem, nad którym należało by się pochylić. Jedyną drogę wyjścia z zaklętego kręgu "Mein Kampf" upatruję przede wszystkim w uczciwej, opartej na naukowych przesłankach edukacji. Dlatego przygotowałem krytyczną edycję tej książki, która powinna ukazać się już dawno temu. Nie byłoby dzisiaj tego fatalnego efektu "owocu zakazanego”. 

***

Prof. Eugeniusz Cezary Król - historyk i politolog, w latach 2012-2016 dyrektor Instytutu Studiów Politycznych PAN. Jest autorem m.in. książki "Propaganda i indoktrynacja narodowego socjalizmu w Niemczech 1919-1945", a także edytorem i tłumaczem wyboru "Dzienników" Josepha Goebbelsa. 20 stycznia 2021 roku ukazała się jego edycja krytyczna "Mein Kampf" Adolfa Hitlera.

Więcej o: