Nie wezwała karetki do umierającego pracownika, ciało wywiozła do lasu. Jest prawomocny wyrok

Poznański sąd zaostrzył karę za nieudzielenie pomocy pracownikowi z Ukrainy. Mężczyzna zmarł w zakładzie firmy produkującej trumny, a jego właścicielka najpierw nie wezwała karetki do umierającego pracownika, a później wywiozła jego ciało do lasu. Zwłoki znaleziono pod Wągrowcem.

Sąd Rejonowy w Nowym Tomyślu skazał kobietę na rok i 10 miesięcy więzienia oraz 8-letni zakaz prowadzenia działalności gospodarczej związanej z zatrudnianiem pracowników. Dziś Sąd Okręgowy w Poznaniu ten zakaz podwyższył do 12 lat, a karę więzienia utrzymał.

Właścicielka firmy z Nowego Tomyśla zatrzymana przez policjęŚmierć Ukraińca wywiezionego do lasu. Zespół ekspertów zajmuje się jego rodziną

Umierającego mężczyznę wywiozła do lasu. Jest prawomocny wyrok

Sędzia Jerzy Andrzejewski, uzasadniając wyrok, powiedział, że kobieta - choć mogła wezwać pomoc medyczną - nie zrobiła tego. Mężczyźnie, który miał drgawki, dała jedynie wodę i podłożyła poduszkę pod głowę.

Zobacz wideo Jak pomóc osobie, która się dławi?

Dla pełnomocniczki rodziny Wasyla adwokat Iryny Myzyny kara jest za niska, tym bardziej że sąd nie przyznał rodzinie żadnego odszkodowania. Jeszcze w 2019 roku, po tym, jak sprawę nagłośniła "Gazeta Wyborcza", przy pomocy ówczesnego konsula honorowego Ukrainy Witolda Horowskiego zorganizowano zbiórkę, by wspomóc żonę i trójkę dzieci, które osierocił mężczyzna. 

Sąd mógłby przyznać nawiązkę rodzinie zmarłego, gdyby Grażyna F. została skazana za nieumyślne spowodowanie śmierci mężczyzny, o co pierwotnie oskarżała ją prokuratura. Już Sąd Rejonowy uznał jednak, że kobieta jest winna tylko nieudzielenia pomocy.

Wyrok jest prawomocny. Obrońcy Grażyny F. nie wykluczają kasacji.

Porzuciła go w lesie 125 km od zakładu

36-letni Wasyl Czornej spod Śniatynia na zachodzie Ukrainy dorabiał w zakładzie stolarskim w Jastrzębsku Starym w Wielkopolsce. Z ustaleń śledczych wynika, że 12 czerwca 2019 roku mężczyzna zasłabł i dostał drgawek. W zakładzie było wówczas bardzo gorąco, unosił się pył i opary farb i olejów. Właścicielka zakładu, 53-letnia Grażyna F., kiedy Czornej zasłabł, zabroniła pracownikom wezwać pogotowia - obawiała się bowiem konsekwencji zatrudniania Ukraińców na czarno. Zwłoki 36-latka F. wywiozła do lasu 125 kilometrów dalej.

Sekcja zwłok wykazała, że Wasyl zmarł z powodu niewydolności oddechowo-krążeniowej. Mimo przeprowadzenia dodatkowych badań nie udało się jednak ustalić, co było jej przyczyną.