Terlikowski o sprawie Polaka z Plymouth. "Z żalem przyglądam się histerii, podkręcanej także przez polityków"

Publicysta Tomasz Terlikowski zabrał głos w sprawie Polaka w śpiączce, który przebywa w szpitalu w Wielkiej Brytanii, a część jego rodziny apeluje o przewiezienie go do Polski. W sprawę zaangażowali się m.in. politycy PiS. "Z żalem przyglądam się histerii - niestety podkręcanej także przez polityków. Histerii, która niestety, niewiele ma wspólnego z troską o obronę życia, jaka właściwa jest bioetykom katolickim" - pisze Terlikowski. Jak tłumaczy: Uporczywa terapia jest złem moralnym - i jest to także jasne nauczanie Kościoła

Tomasz Terlikowski zamieścił w mediach społecznościowych wpis, w którym odniósł się do sprawy Polaka przebywającego w szpitalu w Plymouth. Mężczyzna, który przez ostatnie kilkanaście lat mieszkał i pracował w Wielkiej Brytanii, został odłączony od pokarmu i wody po tym, jak brytyjscy lekarze stwierdzili, że doznał poważnego i trwałego uszkodzenia mózgu (wcześniej doszło do długotrwałego zatrzymania akcji serca). Zgodę na odłączenie mężczyzny od aparatury podtrzymującej życie wyraziła żona oraz jego dzieci, z kolei matka i siostry sprzeciwiają się temu (Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu nie przyjął ich skargi, co pozwoliło szpitalowi na kontynuację procedury).

Paszport dyplomatyczny dla Polaka z Plymouth? "Z obroną moralności nie ma to nic wspólnego. Niestety"

W sprawie sprowadzenia mężczyzny do Polski interweniowali politycy PiS, m.in. prezydencki minister Krzysztof Szczerski. Głos w sprawie zabrał także Episkopat (abp Gądecki stwierdził, że Polaka "de facto skazano na śmierć przez zagłodzenie"), a klinika Budzik poinformowała, że może przejąć opiekę nad mężczyzną. Polskie władze zapewniły, że pokryją koszty leczenia i transportu. Sąd brytyjski nie wyraża jednak zgody na jego transport. W czwartek wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł zapowiedział, że wydanie Polakowi paszportu dyplomatycznego jest "kwestią godzin". - To jedyna szansa w tej chwili dla naszego rodaka na wyciągnięcie go spod jurysdykcji sądów brytyjskich i uratowanie mu życia - powiedział.

Tomasz Terlikowski w odpowiedzi na te zdarzenia napisał: "Z żalem przyglądam się histerii - niestety podkręcanej także przez polityków - wokół Polaka w Wielkiej Brytanii. Histerii, która niestety, niewiele ma wspólnego z troską o obronę życia, jaka właściwa jest bioetykom katolickim".

"Odpowiedź jest prosta i to na kilku poziomach" - dodał, w kilku punktach wyjaśniając swoje stanowisko. Przytaczamy je poniżej.

1. Odłączenie od aparatury nie zawsze i nie w każdej sytuacji jest eutanazją, i nie zawsze jest złem moralnym. Jakby tego było mało, gdy terapia jest uporczywa i daremna, to jest ono dobrem moralnym, a podtrzymanie na aparaturze człowieka, którego mózg nie żyje, a działa jedynie pień mózgu może być moralnym złem. Uporczywa terapia jest złem moralnym - i jest to także jasne nauczanie Kościoła. Czy tak jest w tym przypadku? To wiedzą lekarze, a pomóc w decyzji mogą im bioetycy
2. Od tego rodzaju decyzji - dotyczących pogranicza życia i śmierci, absolutnie kluczowych, a nie będących eutanazją, a pytaniem, czy coś jest uporczywą terapią, jest najbliższa rodzina i lekarze. W naszej kulturze oznacza to małżonka i dzieci. Nie rodziców, nie siostrę, a tym bardziej nie polityków czy opinię publiczną, ale małżonka i dzieci. Odebranie im tego fundamentalnego prawa, uznanie, że to nie lekarze, nie żona czy mąż, ale opinia publiczna ma prawo do oceny, czy dana terapia jest uporczywa to także nie ma nic wspólnego z katolicyzmem czy konserwatyzmem
3. To, że ofiara jest katolikiem, wcale nie oznacza, że odrzuca zaprzestanie uporczywej terapii. W tych sprawach katolicy nie tylko mają, ale i mogą mieć, różne opinie. Ośrodki Caritas w Niemczech mają nawet specjalne dokumenty dotyczące ostatniej woli. W pełni zgodne z nauczaniem Kościoła

- napisał Terlikowski. W ostatnim z przytoczonych przez siebie punktów skrytykował słowa wiceministra Warchoła, który zapowiedział wydanie Polakowi paszportu dyplomatycznego. 

A już pomysł, by człowiekowi, którego mózg - akurat na to wszystko wskazuje - jest martwy, a działa tylko pień mózgu wręczać paszport dyplomatyczny, a potem, wbrew żonie i dzieciom, lekarzom, którzy od początku go leczą transportować do kraju, narażając na niegodną śmierć w czasie transportu jest zwyczajną polityczną hucpą. Z obroną moralności nie ma to nic wspólnego. Niestety

- skwitował publicysta.