Strajk Kobiet w Warszawie. Policjanci utworzyli "kocioł", demonstrantów spychano na chodnik

Po godzinie 18 na rondzie de Gaulle'a w Warszawie rozpoczęła się demonstracja Strajku Kobiet. Na miejscu interweniuje policja - funkcjonariusze apelują do protestujących o jak najszybsze rozejście się. Pojawiły się pierwsze doniesienia o interwencjach. "Policja zaczęła usuwać siłą uczestników i uczestniczki blokady" - relacjonuje reporter TOK FM. Użyto gazu łzawiącego wobec protestujących, co najmniej 11 osób zostało zatrzymanych.

Demonstracja, która inauguruje tegoroczny "sezon protestowy", rozpoczęła się po godzinie 18 na placu de Gaulle'a w Warszawie (zapowiedziano, że jest wyrazem sprzeciwu ws. wyroku Trybunału Konstytucyjnego oraz zapowiadanych zmian dotyczących możliwości odmowy przyjmowania mandatów). Na miejscu zgromadziło się kilkadziesiąt osób z transparentami. Na miejscu są m.in. liderki Strajku Kobiet, Marta Lempart i Klementyna Suchanow. Przyłączyli się do nich także reprezentanci przedsiębiorców i taksówkarzy. Demonstranci skandują m.in. jedno z głównych haseł Strajku Kobiet: "Mamy dość!". 

Strajk Kobiet w Warszawie. Policja z apelem: "Proszę się rozejść"

Policja nawoływała do rozejścia się. - Informujemy, że w tym miejscu nie zostało zgłoszone żadne zgromadzenie. Proszę się rozejść. Wasze zachowanie jest niezgodne z prawem, powtarzamy, proszę się rozejść. Pozostawanie w tym miejscu oznacza narażenie się na odpowiedzialność karną - słychać z megafonów funkcjonariuszy.

Jak relacjonował dziennikarz TOK FM Wawrzyniec Zakrzewski, policja zaczęła "usuwać siłą uczestników i uczestniczki blokady". "Puśćcie go! Puśćcie go!" - krzyczał tłum po zatrzymaniu jednego z mężczyzn. Widać to na poniższym nagraniu:

Pierwsze apele policji pojawiły się jeszcze przed oficjalnym startem marszu, na kilka minut przed godziną 18. - Jeszcze parę minut poczekamy. Zaraz się będzie działo. Nie robimy nic nielegalnego. Panowie z policji kłamią, że nie możemy tu być. Nie przyjmujcie mandatów - mówi liderka strajku kobiet - mówiła przez megafon cytowana przez "Wyborczą Warszawa" Marta Lempart.

Uczestnicy protestu przeszli spod ronda de Gaulle'a pod Sejm. - Zostaną wyciągnięte konsekwencje prawne, powtarzamy, prosimy o opuszczenie tego miejsca - powtarzali przez megafon policjanci.

Strajk Kobiet 20 styczniaStrajk Kobiet 20 stycznia Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Demonstranci mieli swoje megafony, którymi zagłuszali komunikaty policji słowami: "Uwaga, obywatele i obywatelki, to jest legalne zgromadzenie. Na podstawie przepisów prawa wzywamy policję do zachowania zgodnego z prawem. Mamy prawo się gromadzić, wzywamy do niestosowania środków przymusu nieadekwatnych do sytuacji".

Co najmniej 11 osób zatrzymanych po demonstracji. Przewieziono je na komisariat przy ul. Wilczej

Uczestnicy demonstracji krzyczeli: "nie dajmy się", "stop przemocy policyjnej!". Na wysokości biura przepustek sejmowych utworzył się zator - policja ustawiła tam blokadę. W stronę niektórych funkcjonariuszy są rzucane śnieżki. "Bitwę na śnieżki" z policją zarejestrował kamerą reporter Wirtualnej Polski, Klaudiusz Michalec:

Policja próbowała zablokować jezdnię na wysokości ul. Kruczej - funkcjonariusze złapali się za ręce i utworzyli kordon, ale ostatecznie rozstąpili się, a tłum przeszedł dalej. - Wzywamy policję do rozejścia się. To wy idźcie do domu, idźcie do domu! - słychać było ze strony protestujących.

Przed godziną 20 na miejsce nadjechały kolejne radiowozy policyjne. Ruch w centrum był utrudniony.

Około godziny 20:30 w okolicach rotundy użyto gazu łzawiącego wobec protestujących. - Funkcjonariusze tworzą "kocioł", demonstranci są spychani na chodnik - opisywał reporter relacjonujący protest dla "Wyborczej Warszawa". Zatrzymano co najmniej 11 osób.

Więcej o: