Tysiące osób na proteście w stolicy, marsze w innych miastach. "PiS prowadzi wojnę z całym światem"

Tysiące osób wzięłu udział w niedzielnej demonstracji pod hasłem "Idziemy po wolność. Idziemy po wszystko!" organizowanej w Warszawie przez Ogólnopolski Strajk Kobiet. Manifestantom nie udało się dostać przed dom prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, bo kilkaset metrów przed budynkiem pojawiły się policyjne kordony. Marsze w obronie praw kobiet odbyły się w niedzielę również w innych miastach w Polsce i Europie.

Warszawska manifestacja rozpoczęła się po godz. 12 na Rondzie Dmowskiego, przemianowanym przez działaczki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet na Rondo Praw Kobiet. Manifestanci od początku zapowiadali, że udadzą się przed dom wicepremiera i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na ul. Mickiewicza na Żoliborzu. W demonstracji oprócz osób sympatyzujących z OSK brali również udział m.in. górale i przedsiębiorcy na czele z byłym kandydatem na prezydenta RP Pawłem Tanajną.

"PiS prowadzi wojnę z całym światem: z kobietami, z młodzieżą, z nauczycielami, z lekarzami, przedsiębiorcami, pracownikami budżetówki, z Europą (itp.). Bez wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, tak naprawdę wprowadzili nam faktyczny stan wojenny. Lekceważą społeczeństwo. Napychają sobie kieszenie. Biją ludzi na ulicach. A my jesteśmy wolne i wolni i z tej wolności nie zrezygnujemy!" - informowano na stronie wydarzenia na Facebooku.

Przemarsz krótko po rozpoczęciu napotkał się z blokadą policyjną na ul. Marszałkowskiej. "Proszę rozejść się z jezdni" - apelowała policja. "Wasze zachowanie jest niezgodne z prawem. Prosimy rozejść się" - dodawali. "Puśćcie nas, puśćcie nas!", "Zdejmij mundur, przeproś matkę!" - odpowiadali uczestnicy.

"Na ul. Marszałkowskiej trwa nielegalne zgromadzenie" - komentowała Komenda Stołeczna Policji na Twitterze. Funkcjonariusze informowali również przed godz. 13, że "wylegitymowano pierwsze osoby". "W związku z naruszeniem prawa kierowane będą wnioski o ukaranie do sądu, jak również nakładane są mandaty karne" - podkreślano.

Manifestacja w Warszawie. "Idziemy po wolność"

Protestujący ostatecznie skierowali się w boczną ulicę Sienkiewicza, a następnie przeszli m.in. przez plac Piłsudskiego, gdzie doszło do krótkich przepychanek części uczestników z funkcjonariuszami. Policja otoczyła znajdujące się tam pomniki ofiar katastrofy smoleńskiej i Lecha Kaczyńskiego.

Zobacz wideo Strajk Kobiet w Warszawie. Kordon policji przy pomniku smoleńskim

Manifestacja skierowała się później na Wisłostradę, gdzie również - w pobliżu Mostu Gdańskiego - napotkała na opór policji. Uczestnicy skręcili wtedy w kierunku Żoliborza. Ulicę Mickiewicza zablokowali skutecznie policjanci, uniemożliwiając dostęp bezpośrednio przed dom prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Z nieoficjalnych informacji wynikało, że polityk nie przebywał wówczas w budynku i miał zostać wywiezionych poza stolicę.

"Patologiczni kłamcy znowu łżą o wyjeździe Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego poza Warszawę" - skomentowała po godz. 16 rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości Anita Czerwińska.

Zobacz wideo Strajk Kobiet. Kordony policji chronią willę Kaczyńskiego

W trakcie manifestacji doszło do kilku incydentów. Uczestnicy zablokowali m.in. przejazd jednego z samochodów, którego kierowca mimo idących ludzi próbował przejechać ulicą. Auto ostatecznie się wycofało. Demonstranci na Żoliborzu okleili także jeden z radiowozów nalepkami i obłożyli transparentami.

Zobacz wideo Strajk Kobiet. Protestujący otoczyli radiowóz na Żoliborzu

Policja informowała na Twitterze, że na skrzyżowaniu ulic Zajączka i Mickiewicza miało dojść do "ataku grupy protestujących" na policjantów. Policjanci podawali również, że w trakcie protestu miała zostać uderzona torebką posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus. "Wyjaśniamy okoliczności sprawy" - dodano. W trakcie demonstracji pojawiały się również doniesienia płynące ze strony organizatorów i uczestników o użyciu gazu przez policjantów.

Część osób uczestnicząca w demonstracji przeszła ok. godz. 15-16 przed siedzibę Komendy Stołecznej Policji, gdzie odbywała się manifestacja w solidarności z zatrzymanym przez funkcjonariuszy mężczyzną. Z nieoficjalnych doniesień wynikało, że miał on zostać przewieziony na komendę do jednej z warszawskich komend.

Manifestacje w niedzielę odbywały się także m.in. w Krakowie, Łodzi, Kielcach, Olsztynie, Szczecinie, Gliwicach, Bielsku-Białej, Gdańsku i Paryżu.

Więcej o: