Ostrzeżenie na gali Grand Press. "Będziemy świadkami czystek w redakcjach"

- Zaczyna się walka o wolność słowa w Polsce. Będziemy świadkami czystek w redakcjach. Funkcjonariusze propagandy zastąpią dziennikarzy - ostrzegał Andrzej Skworz na gali Grand Press. Gospodarz nawiązał do przejęcia grupy Polska Press przez państwowy Orlen. Odniósł się też do kontrowersyjnej nominacji w kategorii "wywiad" i "przeprosił środowisko dziennikarskie".

We wtorek wieczorem odbyła się wirtualna gala wręczenia najważniejszych polskich nagród dziennikarskich, Grand Press. Na początku głos zabrał gospodarz wydarzenia, Andrzej Skworz, redaktor naczelny magazynu "Press". W wystąpieniu odniósł się do bieżącej sytuacji mediów, a także kontrowersji, które wywołała jedna z nominacji. Mówił też o zagrożeniu dla wolności słowa i zapowiadanym przejęciu grupy Polska Press.

- To był rok naszej wspólnej walki o zdrowie i przetrwanie pandemii. Walki o demokrację i niezawisłe sądy. O prawa obywatelskie, prawa kobiet, prawa mniejszości. Także walki o ochronę dzieci przed pedofilami, również w sutannach. A w końcu walki o prawa zwierząt i czystą planetę - zaczął. Zauważył, że wszystkie te kwestie znalazły swoje odbicie w materiałach zgłoszonych do konkursu Grand Press. 

Skworz skomentował kontrowersyjną nominację

Redaktor naczelny magazynu odniósł się do kontrowersji, które wywołało nominowanie w kategorii  "wywiad" rozmowy Beaty Lubeckiej z Radia ZET z Margot Szutowicz, aktywistką kolektywu Stop Bzdurom. Ta nominacja oburzyła organizacje LGBT oraz część dziennikarzy. Po krytyce organizatorzy konkursu zdecydowali, że nagroda w tej kategorii nie zostanie przyznana. To znów wywołało krytykę, a kilkuset dziennikarzy i nie tylko podpisało się pod listem wzywającym do przyznania nagrody i usunięcia rozmowy Lubeckiej z listy nominowanych. Sprawa podzieliła środowisko dziennikarskie. Radio ZET zapowiedziało szkolenia w celu "uzupełnienia słownictwa i poszerzenie wiedzy na temat wyzwań, przed którymi stoją osoby LGBTQ+".

- Jak pewnie wielu z państwa wie, jedno z finałowych zgłoszeń, radiowa rozmowa z lewicową aktywistką, zostało przez nasze jury preselekcyjne nominowane do nagrody w kategorii wywiad. Ten fakt wywołał ogromne kontrowersje. Uznano, że to już nagroda. Byliśmy za tę nominację krytykowani  zarówno z lewa, jak i z prawa - powiedział Skworz. - Jedni uznali materiał za homofobiczny, a jurorów za zwolenników symbolicznej przemocy. Inni twierdzili, że ten wywiad w ogóle nie powinien powstać, a jeszcze inni, że po prostu nie była to najlepsza rozmowa tej dziennikarki - dodał. Zwrócił też uwagę na "setki nienawistnych komentarzy" i "hejt" wobec dziennikarki. - Nie ma na to naszej zgody - powiedział. 

Skworz zwrócił uwagę, że to nie autorka, a redakcja zgłosiła rozmowę do konkursu, a Lubecka "w pewnym sensie też stała się ofiarą tej sytuacji". - Pamiętajmy: dziennikarstwo bez sporu, bez podważania tabu i wtykania kija w mrowisko nie ma racji bytu. Dziennikarz nie jest podstawką pod mikrofon. Jego misją jest zadawać pytania, także te najtrudniejsze. Każdemu - powiedział. 

"Będziemy świadkami czystek w redakcjach"

- Z drugiej strony dziennikarz musi pamiętać, jak silnymi medialnymi środkami dysponuje i używać ich odważnie, ale z wyczuciem. Musi być wrażliwy, nie powinien ranić. Tu nie da się wypracować jednego wzorca. Każdy z nas codziennie staje przed podobnymi wyzwaniami w naszej pracy - powiedział. Skworz stwierdził, że jest "wdzięczny" za rozpaloną debatę i traktuje ją jako "wyraz wspólnej troski o standardy zawodu". Powiedział o decyzji dot. nieprzyznania nagród w tej kategorii i przeproszeniu nominowanych oraz jurorów.

- Dziś przepraszam całe środowisko dziennikarskie. Mam nadzieję, że wyniknie z tej sytuacji jakieś dobro. Że wyjedziemy z tego bardziej empatyczni, co nie znaczy mniej dociekliwi. Dziennikarz obawiający się swoich odbiorców, szefów czy władzy nie jest wart złamanego grosza. Może co najwyżej pracować w firmie, która za dwa miliardy rocznie robi najlepszą na świecie propagandę

- powiedział. - A jak wiemy, nie tylko tam. Do przejętych przez rząd państwowego radia i telewizji już wkrótce dołączy polska prasa regionalna, gdy kupi ją Orlen - dodał. 

- Zaczyna się kolejna walka. Walka o wolność słowa w Polsce. Będziemy świadkami czystek w redakcjach, jakich nie wiedzieliśmy od 2016 roku. Funkcjonariusze propagandy zastąpią dziennikarzy. To już ostatni dla nas moment na wzięcie przykładu z sędziów, którzy bronią niewłasnych miejsc pracy, ale systemu niezawisłego sądownictwa. Od jutra to my zaczniemy zdawać egzamin z naszej dziennikarskiej solidarności - powiedział.  

Więcej o: