Śląsk. 11 szpitali odmówiło przyjęcia 72-latka, pacjent zmarł. "Sfokusowaliśmy się na jednej chorobie"

Pod koniec listopada odbyła się sesja Rady Powiatu Tarnogórskiego, podczas której omawiany był między innymi temat zwiększania liczby łóżek covidowych w Wielospecjalistycznym Szpitalu Powiatowym w Tarnowskich Górach. Jedna z radnych opowiedziała historię swojego ojca, który pomimo negatywnego wyniku na COVID-19 nie został przyjęty przez 11 placówek.

Tarnogórscy radni na wniosek przewodniczącego Przemysława Cichosza wystosowali apel do Ministra Zdrowia w sprawie zmiany decyzji związanej z przekształcaniem łóżek na covidowe. Apel przyniósł oczekiwany efekt - informuje portal tarnogorski.info.

Koronawirus w Polsce.Dr Paweł Grzesiowski: Nie wygrywamy z koronawirusem. Przecież to widać

Śląsk. Prezes szpitala: Myśmy się sfokusowali na jednej chorobie

W obradach wziął udział między innymi dr n. med. Leszek Jagodziński, prezes tarnogórskiego szpitala, który zauważył niepokojący trend przekształcania całych oddziałów na covidowe. - My często szukając łóżek dla pacjentów, szczególnie właśnie OIOM-owskich, sięgamy już w tej chwili po inne województwa. Takim przykładem skrajnym było przekazanie pacjenta spod Częstochowy do szpitala w Lublinie. (…) My w tej chwili szukamy po całym kraju tych miejsc. (…) Największy oddział, czyli na Ochojcu całkowicie jest zarezerwowany dla pacjentów covidowych - mówił.

Następnie lekarz zauważył, że wszyscy "sfokusowali się tylko na jednej chorobie" i wymienił liczbę wszystkich miejsc dla chorych. - Widzę w tym wszystkim bardzo niepokojący trend, że my dalej idziemy drogą zamiany oddziałów na covidowe. W naszym powiecie, w Pyrzowicach ma powstać szpital polowy, gdzie będzie ok. 150 miejsc. To jakbyśmy to zsumowali: Pyrzowice - 150, GCR [Górnośląskie Centrum Rehabilitacji] - 130, my - 70, Kamilianie [Szpital św. Kamila] - 44. No to się okazuje, że powiat tarnogórski to tak naprawdę tj. blisko 400 łóżek covidowych. Czy my się stajemy jako powiat zapleczem covidowym dla województwa Śląskiego? - zapytał.

Śląsk. Radna opowiedziała historię swojego ojca, którego nie przyjęło 11 szpitali

W rozmowie na temat dostępności łóżek wzięła udział radna Monika Oleś z ramienia Koalicji Obywatelskiej. Opowiedziała historię swojego ojca, który wskutek braku dostępu do szpitali zmarł.

- Tak słyszymy, że te łóżka raz są, raz ich nie ma, raz wystarcza, wszystko tak w miarę opanowane. A ja bym chciała zapytać, mam konkretną sprawę. Mój tata zmarł 31 października i na wypisie jest napisane tak: podjęto próbę przekazania chorego do oddziału intensywnej terapii Tarnowskie Góry, Bytom, Katowice, Ochojec, Katowice Ligota, Zawiercie, Częstochowa, Racibórz, Piekary Śląskie, Tychy, Gliwice, Dąbrowa Górnicza bez efektu, brak miejsc - mówiła.

Następnie radna zapytała wymownie, "czy to jest normalna sytuacja, czy jej tata miał pecha?". Ojciec radnej tydzień przed śmiercią zaczął się źle czuć. 27 października zostało wezwane do niego pogotowie, ponieważ miał problemy z oddychaniem i saturację poniżej 90.

Mateusz MorawieckiMorawiecki o terminie ferii: Decyzja jest nieodwołalna

- Pogotowie odmówiło nam przyjazdu. Po konsultacji z zaprzyjaźnioną lekarką zadzwoniłam jeszcze raz, pogotowie przyjechało i ratownicy zapytali tatę, czy chce jeździć po całej Polsce i szukać miejsc... Odmówił. Nie miał testu na COVID. W środę zadzwonił do lekarza rodzinnego. Dostał skierowanie na test, jednak na "Lipową" nie mogliśmy się dodzwonić. Tata osobiście pojechał tam w środę i dostał termin na piątek. W piątek pojechał na test. W sobotę było bardzo źle i ponownie zadzwoniliśmy po pogotowie. Tym razem przyjechali za pierwszym razem, zabrali tatę do szpitala św. Kamila w Tarnowskich Górach. W szpitalu miał robione ponownie testy na COVID-19, wyszły negatywnie - zakończyła.

Zobacz wideo Brak miejsc w szpitalach. Czemu łóżka na Stadionie Narodowym stoją puste?