Policja mętnie tłumaczy się z "tajniaków". Rzecznik: Nie można się angażować, kiedy widać dużych mężczyzn

Wciąż kontrowersje budzą działania policyjnych "tajniaków" podczas środowego protestu w Warszawie. Wątpliwości wyjaśniał w TVN24 rzecznik Komendy Stołecznej Policji. - Osoba, która przychodzi w sposób pokojowy uczestniczyć w proteście, to tam, gdzie widzi, że mamy do czynienia z jakimś działaniem dynamicznym, to ona nie angażuje się - powiedział Sylwester Marczak.

W środę w Warszawie odbył się kolejny protest przeciwko orzeczeniu Trybunału . Planowana była blokada Sejmu. Wcześniej jednak oddziały policji skutecznie odcięły dostęp do parlamentu. Z tego powodu blokada zmieniła się w marsz, który doszedł przed siedzibę TVP na placu Powstańców Warszawy. Tam policja otoczyła demonstrantów i rozbijała protest, używając m.in. gazu. Kontrowersje wzbudzili nieumundurowani funkcjonariusze, którzy stosowali środki przymusu bezpośredniego. Wyjaśnień w tej sprawie zażądał Adam Bodnar, który sprawuje funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich.

Policyjni tajniacyAdam Bodnar chce wyjaśnień od policji. "Poważne zaniepokojenie"

Policja o nieumundurowanych funkcjonariuszach

Pojawia się wiele wątpliwości i są one na bieżąco przez nas wyjaśnianie. Wszystko po to, aby widzieć, dlaczego policja działa w taki sposób, a nie inny. Musimy pamiętać o tym, że tam, gdzie mamy łamane prawo, tam możemy się spodziewać reakcji policjantów

- powiedział w rozmowie z TVN24 Sylwester Marczak, rzecznik Komendy Stołecznej Policji. Funkcjonariusz został zapytany, skąd osoby będące na proteście mają wiedzieć, że nieumundurowana osoba z pałką teleskopową to policjant.

Osoba, która przychodzi w sposób pokojowy uczestniczyć w proteście, to tam, gdzie widzi, że mamy do czynienia z jakimś działaniem dynamicznym, to ona nie angażuje się. Nie ma możliwości takiej, żeby ktoś wchodził w tym przypadku i próbował odbierać pałki teleskopowe, zwłaszcza kiedy widzimy dużych mężczyzn, a część z nich posiada na wierzchu konkretne opaski z napisem 'policja'. Samo hasło, że działa policja było przedstawiane

- powiedział Sylwester Marczak. Podkreślił, że w tym przypadku cały czas mowa o łamaniu prawa, popełnianiu przestępstwa naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy. Zaznaczył, że to jest podstawa działania policjantów nieumundurowanych. - W sytuacjach, gdzie jest łamane prawo, gdzie policjanci byli wcześniej atakowani musimy zatrzymywać sprawców - dodał.

'Tajniak' atakujący teleskopową pałkąStrajk Kobiet. Policja o "tajniaku": Nastąpiła próba wyrwania pałki

Prawnik wyjaśnia: "Tajniak" nie jest funkcjonariuszem publicznym

Do ostatnich działań policji odniósł się dr Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który zajmuje się prawem karnym. Specjalista podkreślił, że nieumundurowany mężczyzna w tłumie nie jest funkcjonariuszem publicznym.

To znaczy, z jednej strony oczywiście jest, jeśli działa incognito jako na przykład policjant wykonujący swoje obowiązki, zgodnie z taktyką czynności operacyjno-rozpoznawczych. Jednak gdy chce podjąć interwencję wobec obywatela, musi ujawnić swoją funkcyjną tożsamość, by mógł działać zgodnie z kompetencjami i domagać się szczególnej ochrony prawnej

- napisał dr Mikołaj Małecki i dodał, że jeśli tego nie zrobi, może zostać uznany za "zwykłego agresora, i tak może zostać potraktowany również w sensie prawnym".

Zobacz wideo Włodzimierz Czarzasty wyjaśnia zajście pod sejmem: Dzisiaj rano się dowiedziałem, że pobiłem policjanta