Jedna z liderek o Strajku Kobiet o wydarzeniach w Toruniu: Radio Maryja najlepiej chronionym miejscem

Jedna z liderek toruńskich manifestacji przeciw decyzji Trybunału Konstytucyjnego, Agata Chyżewska-Pawlikowska opowiedziała nieco więcej o sytuacjach, jakie spotkały manifestujących w ostatnich tygodniach. Kobieta opisała również to, w jaki sposób nad porządkiem starał się zapanować policja.

Od chwili ogłoszenia przez Trybunał Konstytucyjny decyzji w sprawie aborcji, w samym Toruniu odbyło się już 16 manifestacji. Chyżewska-Pawlikowska była jedną z tych kobiet, które walczyły o swoje prawa na każdej z nich. - Opuściłam tylko jedną. Po prostu nie miałam już fizycznych sił, by na nią pójść - powiedziała w wywiadzie dla Onetu.

Starcia podczas marszuStarcia podczas protestu. Interweniowali policjanci w cywilu. "Próba odbicia"

"Zrobiło się nieprzyjemnie". Toruńska działaczka o interwencji policji

Feministka oceniła, że w pierwszych toruńskich manifestacjach brało udział około 5-7 tysięcy osób, czyli znacznie więcej, niż pojawiało się na czarnych protestach przed czterema laty. - Nie zapomnę naszego pierwszego spaceru po starówce, który odbył się po ogłoszeniu wyroku trybunału. To był spacer od pomnika Kopernika do Rynku Nowomiejskiego i z powrotem inną ulicą. Szłam na przodzie i ze zdziwieniem zauważyłam, że mamy przed sobą ogon manifestacji. Wtedy zdałam sobie sprawę, że bierzemy udział w rewolucji. Poczułam się trochę jak Freddie Mercury na koncercie Live Aid - opisuje.

Zapytana o to, czym różniły się uczestniczki manifestacji w ramach Strajku Kobiet od tych, które cztery lata temu wyrażały swoje niezadowolenie z czarnymi parasolkami w związku z zaostrzeniem prawa aborcyjnego, feministka przyznała, że "wówczas przychodziły głównie kobiety po 35. roku życia", natomiast obecnie "w protestach biorą udział w większości młodzi ludzie".

Według Chyżewskiej-Pawlikowskiej, do ostatniego czwartku policja zachowywała się wzorowo. - Policjanci nie sprawiali nam problemów. Czasem nam zmieniali trasę przemarszu, żebyśmy mogły bezpiecznie przejść i żeby oni mogli nas należycie chronić - tłumaczyła.

W ostatni czwartek sytuacja jednak uległa zmianie. - Zorganizowałyśmy pikietę pod kuratorium oświaty. Było nas góra 20 osób, mniej niż policjantów i reporterów. Zostaliśmy wtedy spisani. Jedni za pisanie kredą, drudzy za stanie na pasie ruchu, a trzeci za nielegalne zgromadzenie. Obyło się bez mandatów, ale i tak zrobiło się nieprzyjemnie - dodała.

Chyżewska-Pawlikowska o ochronie siedziby Radia Maryja: Policja próbowała nas spisywać

W dalszej części wywiadu Chyżewska-Pawlikowska wskazała, jakie jest cel manifestujących. - Chciałyśmy przynajmniej to wyhamować. Żeby PiS się zreflektował, że ludzie nie pozwolą im na wszystko. Poza tym już raz nam się udało zatrzymać zaostrzenie prawa aborcyjnego. To było cztery lata temu. Może tym razem też się uda - przypomniała.

Ostatni marsz w wykonaniu toruńskich manifestujących docelowo miał dotrzeć pod siedzibę Radia Maryja. Nie zakończył się on jednak sukcesem. - Przedtem dwa razy byłyśmy pod siedzibą Radia Maryja. Dotarłyśmy tam bez problemu, były różne transparenty, zapalanie zniczy i wykrzykiwanie haseł do pana Rydzyka. Cały płot był oczywiście obstawiony policjantami, ale obyło się bez ekscesów - powiedziała Chyżewska-Pawlikowska.

Manifestacja na ulicach WarszawySejm został zablokowany przez policję. Strajk Kobiet przemaszerował pod TVP

W ostatnią sobotę, przy okazji kolejnej manifestacji zebranym nie udało się dotrzeć w to miejsce. Feministka zdradziła, że po "dotarciu od ul. Legionów do ul. Żwirki i Wigury, gdzie znajduje się Radio Maryja, zobaczyły kordon policji". Jak się okazało, jeden z policjantów powiedział, że "jest blokada, ponieważ w radiu jest uprzywilejowana osoba", którą miał być wicepremier Jacek Sasin. - Próbowałyśmy blokować ulicę, a potem musiałyśmy odpuścić. Policja próbowała nas spisywać i czepiała się stanu technicznego samochodu, za którym szłyśmy. Spisywanie wyglądało standardowo - zawsze próbują wyłapać ludzi z obrzeży tłumu - dodała kobieta.

Chyżewska-Pawlikowska stwierdziła, że siedziba Radia Maryja w Toruniu prawdopodobnie jest obecnie najlepiej chronionym miejscem w całym mieście. - Do niedawna była nim kuria na starówce. Tam policjanci stali 24 godziny na dobę. Tam też byłyśmy trzy razy od początku protestów. Raz zostałam tam spisana. Zauważyłam, że gdy po jednej z takich wypraw zostały np. transparenty i znicze, to w ciągu godziny przyjechało Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania i je sprzątnęło sprzed kurii. Widziałam to z radiowozu, kiedy mnie spisywali. Niebywała szybkość działania. Teraz jest spokojniej, więc policja już tam tyle nie przebywa - przyznała.

Zobacz wideo Jackowski o orzeczeniu TK ws. aborcji i ustawie antycovidowej
Więcej o: