Zawiadomienie po próbie zatajenia zakażenia u żołnierki. Winę mogą ponosić oficerowie

Żandarmeria Wojskowa otrzymała zawiadomienie, z którego wynika, że czworo oficerów mogło popełnić przestępstwo w postaci sprowadzenia zagrożenia życia żołnierzy i cywilów. Onet ujawnia szczegóły tego dokumentu.

25 października 34 żołnierzy 1. Wojskowego Szpitala Polowego w Bydgoszczy zostało wysłanych do Warszawy, aby budowali tam szpital kontenerowy dla wojska i pracowników Ministerstwa Obrony Narodowej. W trakcie prac okazało się, że jedna z pracujących przy budowie żołnierek ma typowe objawy zakażenia koronawirusem. Jej dowódcy zdecydowali, że należy przewieźć ją do macierzystej jednostki. Onet dotarł do dokumentu, z którego wynika, że doszło do prób zatajenia choroby żołnierki oraz faktu, że miała ona kontakt z wieloma innymi osobami. 

Koronawirus. COVID-19. Szpital (zdjęcie ilustracyjne)Największa liczba zgonów od początku epidemii. Zmarło 548 osób

Onet: Oficerowie zataili stan zdrowia żołnierki

Dokument, o którym mowa, to zawiadomienie do Żandarmerii Wojskowej, której autorem jest mąż zaufania w 1. Wojskowym Polowym Szpitalu w Bydgoszczy. Z pisma wynika, że 2 listopada komendant bydgoskiej jednostki płk Wojciech Wójcicki wysłał do Warszawy kierowcę, aby ten przywiózł do Bydgoszczy osobę, która doznała urazu kręgosłupa. Kolejnego dnia kierowca ruszył w drogę z dwiema pasażerkami - żołnierką, która doznała urazu i funkcjonariuszką z objawami koronawirusa. 

"Kierowca, ani zabierany przez niego żołnierz, nie byli poinformowani o stanie zdrowia [objawowego żołnierza - red.], co zostało zatajone przez dowódcę zgrupowania Pana ppłk. Ireneusza Nitek oraz Panią por. Joannę Matyjaszczyk-Szpott" - czytamy w dokumencie ujawnionym przez Onet

Kobieta z objawami koronawirusa miała sama poinformować kierowcę i współpasażerkę o swoich problemach zdrowotnych. Wówczas kierowca skontaktował się z żołnierzem pełniącym obowiązki dowódcy kompanii, który zabronił im wjazdu na teren jednostki. Inny rozkaz wydali dowódca kompanii kpt. Robert Wilczewski i komendant bydgoskiego szpitala płk Wojciech Wójcicki i to on został wypełniony. Po powrocie do Bydgoszczy żołnierce zrobiono test na koronawirusa. Dał on wynik pozytywny. 

Z zawiadomienia do Żandarmerii Wojskowej wynika, że kpt. Wilczewski naciskał na kierowcę, aby nie wpisywał do ankiety "covidowej" osób, z którymi miał kontakt po podróży z kobietą zakażoną koronawirusem. Rozmówcy Onetu twierdzą, że żołnierka z objawami COVID-19 miała kontakt ze wszystkimi 34 żołnierzami budującymi warszawski szpital oraz innymi osobami pracującymi m.in. przy zakładaniu hydrauliki. Mimo to dowódcy stwierdzili, że tylko pięć osób miało z nią bezpośredni kontakt. Testy wykazały, że jedna z tych pięciu osób zakaziła się koronawirusem.

Koronawirus (zdjęcie ilustracyjne)Koronawirus w Polsce. Epidemiolożka: Ostatnie dane to "krzywa wyglądająca jak zęby piły"

Mąż zaufania zaapelował o ściganie czworga oficerów. Ma zostać przeniesiony do innej jednostki

Mąż zaufania, który napisał zawiadomienie do Żandarmerii Wojskowej, zawnioskował o ściganie karne czworga oficerów: komendanta jednostki płk. Wojciecha Wójcickiego, dowódcy grupy zabezpieczenia medycznego ppłk. Sławomira Miszkurki, dowódcy kompanii zabezpieczenia kpt. Roberta Wilczewskiego oraz dowódcy pionu medycznego por. Joanny Matyjaszczyk-Szpott. Mąż zaufania ma zostać przeniesiony do innej jednostki. Złożył odwołanie od tej decyzji, ale prawdopodobnie nie zostanie ono rozpatrzone pozytywnie.

Zobacz wideo Prezes Lux Med o pomocy publicznej służbie zdrowia
Więcej o: