Robert Bąkiewicz po Marszu Niepodległości: Mógłbym przeprosić, gdybym dokonał przestępstwa

- Mógłbym przeprosić, gdybym dokonał przestępstwa. Na pewno odcinam się od aktów wandalizmu i chuligaństwa - powiedział Robert Bąkiewicz, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, który gościł w Polsat News niedługo po tym, jak przez Warszawę przeszedł nielegalny pochód narodowców.

Ze względu na panującą epidemią koronawirusa, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski nie wyraził zgody na organizację w tym roku Marszu Niepodległości. Organizatorzy tego cyklicznego wydarzenia postanowili więc, że wydarzenie przybierze formę "zmotoryzowaną". W centrum stolicy pojawiły się jednak nie tylko przystrojone w biało-czerwone flagi samochody i motocykle. Z ronda Dmowskiego w kierunku Stadionu Narodowego przemaszerowało kilka tysięcy osób. Doszło do starć uczestników z policją, rannych zostało m.in. kilku funkcjonariuszy. W ich kierunku rzucano między innymi kamienie i race.

Zobacz wideo Wściekła Hanna Lis relacjonuje Marsz Niepodległości. Płonie mieszkanie obok jej domu

W odpowiedzi policja zastosowała środki przymusu bezpośredniego, w tym gaz pieprzowy i w niektórych przypadkach broń gładkolufową. Doszło również do podpalenia mieszkania przy Alei 3 Maja. Rzucona przez uczestników pochodu w stronę budynku raca rozbiła szybę i wpadła do środka, powodując krótkotrwały pożar. Sytuacja została opanowana przez straż pożarną. Chuligani rzucali racami również w budynki wokół ronda de Gaulle'a. Kolejne starcia narodowców z policją miały miejsce w okolicach Stadionu Narodowego. 

Marsz Niepodległości. Bąkiewicz o podpaleniu mieszkania: Odcinam się od aktów wandalizmu i chuligaństwa

O incydenty, do których doszło podczas nielegalnego pochodu środowisk narodowych, zapytano w Polsat News Roberta Bąkiewicza, prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, które organizowało narodowy "rajd" ulicami Warszawy. 

My zapraszaliśmy ludzi na przejazd samochodami, mając również na uwadze to, że eskalacja niechęci i agresji w Polsce jest tak duża, że sytuacja może wymknąć się spod kontroli i może dochodzić do prowokacji. Dzisiaj z taką prowokacją mieliśmy do czynienia

- powiedział Bąkiewicz w programie "Gość Wydarzeń". 

Jak ustalił "Super Express", właściciel spalonego mieszkania przy ul. 3 maja - Stefan Okołowicz - oczekuje przeprosin od organizatora marszu.

 Mógłbym przeprosić, gdybym dokonał przestępstwa. Na pewno odcinam się od aktów wandalizmu i chuligaństwa. Musimy poznać, kto tego aktu dokonał

- odpowiedział Bąkiewicz w Polsat News. Dodał, że gdy tylko dotarł na miejsce, w którym doszło do pożaru, zaczął apelować do uczestników pochodu o to, by się rozstąpili, a później zadzwonił na straż pożarną. - Ja takie sytuacje potępiam, jestem ich przeciwnikiem - zapewnił, dodając, że przez pryzmat "jednego zdarzenia" nie można oceniać "całej rzeczywistości". Jednocześnie nie miał oporów, by zarzucić policjantom agresywne zachowania, na co dowodami mają być filmy zamieszczone w internecie. Zdaniem Bąkiewicza mamy do czynienia z "powrotem do 2015 r.", czyli 'do czasu rządów Platformy Obywatelskiej". 

Tymczasem przed rozpoczęciem Marszu Niepodległości Bąkiewicz mówił do uczestników:

Musimy zrobić tak, jak mówił Chrystus, zaprzeć się siebie i wziąć krzyż na własne plecy. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy tacy sami jak Zachód, będziemy zgniłym Zachodem. Mówię to również do kibiców, którzy mają ogromny potencjał, dlatego że mają zasady, w świecie bez zasad oni mają jakiegokolwiek zasady. (...) To wy dzisiaj możecie stać się prawdziwymi rycerzami, to wy możecie zdobyć Jerozolimę!

Policja już wcześniej odniosła się do oskarżeń prezesa stowarzyszenia Marsz Niepodległości dotyczących domniemanych prowokacji policji podczas marszu.

"Zachowanie przedstawicieli Marszu Niepodległości mówiących o "policyjnych prowokacjach" to przykład skrajnego fałszu i nieodpowiedzialności. Takie wystąpienia służą wyłącznie zaognianiu konfliktowych sytuacji i podburzaniu chuliganów atakujących funkcjonariuszy" - wskazała Komenda Głowna Policji.

Więcej o: