Myszojeleń trafił do warszawskiego zoo. Tajemniczy gatunek był poszukiwany przez 30 lat

Odwiedzający warszawskie zoo mogą zobaczyć nowy okaz kanczyla jawajskiego. Popularnie nazywany myszojeleniem ssak waży zaledwie 2 kilogramy i do Warszawy trafił z ogrodu zoologicznego w Bernie w Szwajcarii.

Myszojelenia Arnolda można zobaczyć w ptaszarni warszawskiego zoo. Gatunek od dziesięcioleci stanowi zagadkę dla zoologów. Ze względu na małą ilość informacji i trudności w obserwacji ssaka w środowisku naturalnym, w czerwonej księdze gatunków zagrożonych posiada kategorię DD, oznaczającą brak danych.

Myszojeleń w warszawskim zoo. To jeden z najmniejszych ssaków kopytnych na świecie

Waga kanczyla jawajskiego wynosi od 1,5 do 2 kilogramów, a jego kończyny mają grubość porównywalną do ołówka. Kanczyl jest jednym z najmniejszych ssaków kopytnych na Ziemi. Warszawskie zoo zachęca do tego, aby uświadomić sobie wielkość ssaka poprzez przyrównanie jego wagi i grubości kończyn do domowego kota lub psa.

Burmistrz Świdnika przeprasza protestujących za nazwanie ich Burmistrz Świdnika przeprasza protestujących za nazwanie ich "bydłem"

Myszojelenie zachowują się w ciekawy sposób w momencie zagrożenia. Zwierzęta wyciągają swoje ostre kły i odgłosami, które mogą przywodzić na myśl płacz, próbują odstraszyć potencjalnego napastnika. Zadziwiająca jest również prędkość, z jaką kanczyle uderzają racicami w podłoże. W ciągu jednej sekundy są w stanie wykonać 7 uderzeń, które wytwarzają dźwięk przypominający werbel.

Poszukiwania myszojelenia trwały około 30 lat

Myszojeleń znalazł się na liście 25. najbardziej poszukiwanych zaginionych gatunków. Do 2019 r. zwierzę nie było widziane na wolności przez około 30 lat. Wszystko zmieniło się za sprawą naukowców z Global Wildlife Conservation, którzy wyruszyli do Wietnamu na poszukiwania kanczyla.

Para prezydencka i Kinga DudaSzczerski wyjaśnia, w czym Kinga Duda będzie doradzać prezydentowi

Po przeprowadzeniu wywiadów z mieszkańcami nadmorskiej miejscowości Nha Trang, którzy twierdzili, że widzieli myszojelenia, naukowcy ograniczyli teren poszukiwań i zamontowali fotopułapki. Ich poszukiwania zakończyły się sukcesem, kamery zarejestrowały ssaka 275 razy.

- Od tak dawna gatunek ten wydawał się istnieć tylko jako część naszej wyobraźni. Odkrycie, że kanczyle nadal istnieją, jest pierwszym krokiem na drodze do zapewnienia, że nie stracimy go ponownie. Szybko podejmujemy kroki, aby dowiedzieć się, jak najlepiej go chronić - powiedział wietnamski biolog An Nguyen.

W odnalezieniu myszojelenia pomogli Polacy

Swój udział w odnalezieniu myszojelenia żyjącego na wolności mieli również Polacy z wrocławskiego zoo. Radosław Ratajszczak, szef ogrodu w stolicy Dolnego Śląska, brał udział w procesie identyfikacji zdjęć zwierzęcia wykonanych w Wietnamie.

- Spojrzałem i mnie dosłownie wbiło w fotel. Kiedy powiększyłem zdjęcia i zacząłem się im przyglądać, nie mogłem uwierzyć, że patrzę na najmniejszego ssaka kopytnego świata, którego uznano za utraconego - powiedział, dodając, że odkrycie myszojelenia to cud, który daje nadzieję na przyszłość.

- Dostaliśmy od losu prezent, a właściwie to cud, którego nie możemy zmarnować. Straciliśmy tak wiele gatunków zwierząt, że nie możemy sobie pozwolić na odpuszczenie i musimy działać dalej. Za zaginione uznaje się ok. 1 200 gatunków roślin i zwierząt - dodał.

Zobacz wideo Handel dzikimi zwierzętami na czarnym rynku to dziesiątki milionów dolarów. To więcej niż handel bronią