Rzecznik KSP o atakach podczas marszu. "Duża rola tajniaków. Uczestnicy nie zostali bez zabezpieczenia"

Działania policjantów w cywilnych ubraniach "miały duże znaczenie w tłumieniu ataków" na uczestników piątkowego protestu przeciwko decyzji Trybunału Konstytucyjnego - poinformował rzecznik Komendy Społecznej Policji. - To nie jest tak, że uczestnicy protestu na rondzie de Gaulle'a zostali bez zabezpieczenia - powiedział, dodając, że "z zewnątrz może to tak wyglądać".
Zobacz wideo Nieznani sprawcy próbowali zakłócić przebieg Strajku Kobiet. Interweniowała Policja

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkomisarz Sylwester Marczak powiedział, że biorąc pod uwagę dużą liczbę uczestników, piątkowe protesty w Warszawie były bardzo spokojne. Jak poinformował, policja zatrzymała w sumie 37 osób, z czego 35 to "pseudokibice". 

Doszło do kilku incydentów, m.in. w pobliżu Placu Zamkowego i Ronda de Gaulle'a. Tam grupy neofaszystów atakowały protestujących, m.in. rzucając racami i innymi przedmiotami oraz atakując gazem. Aktywista Jan Śpiewak został uderzony w twarz racą, a były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz - opryskany gazem łzawiącym. 

"Przy zatrzymanych policjanci zabezpieczyli różnego rodzaju pałki, w tym teleskopowe, gazy obezwładniające, dużo wyrobów pirotechnicznych" - poinformowała policja. 

Rzecznik KSP: Tajniacy zabezpieczali "Marsz na Warszawę"

Niektórzy uczestnicy protestu krytykowali policję za brak dostatecznej ochrony uczestników przed atakami neofaszystów. Funkcjonariusze, chroniąc się tajemnicą operacyjną, nie podają informacji o tym, ilu funkcjonariuszy zabezpieczało piątkowy protest - podaje Onet. Wiadomo, że kordony policji obstawiały kilka kościołów w centrum Warszawy, a także fragment ulicy, przy której mieszka Jarosław Kaczyński. 

Rzecznik KSP skomentował sytuację, do której doszło przy rondzie de Gaulle'a, gdzie protestujący zostali zaatakowani, po jakimś czasie pojawiła się policja i pobiegła za napastnikami.

To nie jest jednak tak, że uczestnicy protestu na rondzie de Gaulle'a zostali bez zabezpieczenia. Z zewnątrz może to wyglądać, że nasze działania są chaotyczne, ale proszę mi wierzyć, że to jest również element naszej taktyki, by odpowiednio przegrupowywać siły, zależnie od rozwoju sytuacji

- stwierdził w wypowiedzi cytowanej przez Onet. Dużą rolę w zabezpieczaniu protestu mieli odgrywać tzw. tajniacy, czyli policjanci w cywilnych ubraniach wmieszani w tłum. - Ich działania miały duże znaczenie w tłumieniu tych ataków w zarodku - stwierdził rzecznik. 

Na rondzie de Gaulle'a jeden z policjantów ubranych po cywilnemu został ranny po tym, jak ktoś rzucił kamień i trafił go w głowę. Policja nie ma informacji o tym, by ktokolwiek z uczestników odniósł poważne obrażenia. W relacjach w mediach społecznościowych w czasie protestu pojawiały się informacje o osobach uderzonych, trafionych racami lub gazem łzawiącym przez atakujących neofaszystów. 

- Chciałem też podkreślić, że nie powinno się wrzucać do jednego wora tych agresywnych pseudokibiców i tzw. obrońców kościołów. Ci ostatni zachowywali się bardzo spokojnie - powiedział rzecznik warszawskiej policji. 

100 tys. osób na proteście po decyzji Trybunału Przyłębskiej 

Policja nie podaje szacunków dotyczących liczby uczestników manifestacji. Sylwester Marczak poinformował, że był to "największy protest" na ulicach Warszawy od początku protestów wobec decyzji Trybunału Konstytucyjnego. Podziękował też policjantom spoza Warszawy i Żandarmerii Wojskowej za wsparcie przy zabezpieczaniu manifestacji. Rzeczniczka ratusza Karolina Gałecka przekazała z kolei, że wg szacunków w protestach uczestniczyło ok. 100 tys. osób.

Piątkowe protesty rozpoczęły się w centrum Warszawy, a zakończyły na Żoliborzu, przy domu Jarosława Kaczyńskiego. Manifestanci protestowali wobec wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który dotyczy zakazu aborcji w przypadku ciężkich wad płodu i oznacza niemal całkowity zakaz aborcji w Polsce. Wśród licznych haseł znajdujących się na transparentach były między innymi takie, jak: "Wolność, równość, aborcja na żądanie", "Myślę, czuję, decyduję". Nie brakowało także haseł wymierzonych w PiS i w Jarosława Kaczyńskiego.