Doradczyni Dudy: Absolutnie rozumiem kobiety, które wychodzą na ulicę. Trudno pogodzić się z tym wyrokiem

- Kiedy kobieta dowiaduje się o tym, że może urodzić dziecko niepełnosprawne, z głęboką niepełnosprawnością, to decyzję trzeba pozostawić jej sumieniu - powiedziała doradczyni Andrzeja Dudy Paulina Malinowska-Kowalczyk. Stwierdziła, że namawiałaby prezydenta do wypracowania nowego prawa aborcyjnego, a także spotkania z organizatorami protestów.
Zobacz wideo „To, co się dzieje na ulicach, nie jest tylko wynikiem postanowienia wydanego przez TK”

- Zakaz aborcji wcale nie sprawi, że kobiety przestaną przerywać ciąże - mówiła na antenie RMF FM Paulina Malinowska-Kowalczyk doradczyni Prezydenta RP ds. osób z niepełnosprawnością. Komentowała decyzję Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, która wywołała trwające już tydzień wielotysięczne protesty w całej Polsce. 

- Kiedy kobieta dowiaduje się o tym, że może urodzić dziecko niepełnosprawne, z głęboką niepełnosprawnością, to decyzję trzeba pozostawić jej sumieniu. Rolą państwa jest zrobienie wszystkiego, aby ta decyzja była na "tak" - powiedziała Malinowska-Kowalczyk w rozmowie z Marcinem Zaborskim. 

Doradczyni prezydenta powiedziała, że "chyba wszyscy mamy świadomość" tego, iż prawny zakaz aborcji wcale jej nie zlikwiduje. Przerywanie ciąży jest legalne we wszystkich krajach sąsiadujących z Polską i całej UE i już dotychczas Polki wyjeżdżały w tym celu za granicę. - Musimy znaleźć takie rozwiązanie, które zapewni nam wyjście z tego impasu, w którym się znaleźliśmy - oceniła.

- Mnie osobiście bardzo trudno pogodzić się z tym wyrokiem, a przede wszystkim z konsekwencjami tego wyroku. I nie mówię już o fali strajków i tym, co się w tej chwili na ulicy dzieje, bo ja absolutnie rozumiem kobiety, które wychodzą na ulicę - powiedziała. 

Doradczyni zachęcałaby Dudę do spotkania z organizatorami protestów

Malinowska-Kowalczyk zapowiedziała, że będzie namawiać Andrzeja Dudę do wypracowania nowego prawa aborcyjnego. Wcześniej prezydent mówił w wywiadzie, że jego zdaniem "powinien być przepis, który w przypadku wad letalnych (czyli tak poważnych, że dziecko umrze krótko po porodzie lub jeszcze przed nim) będzie w sposób jednoznaczny dawał prawa po stronie kobiety" do przerwania ciągu. 

Powiedziała też, że "jeśli pojawi się taka możliwość, to namawiałaby prezydenta" do spotkania z organizatorkami protestów. Jej zdaniem to byłaby "właściwa droga do deeskalacji tego wszystkiego, co się dzieje po ogłoszeniu wyroku".

- Ta ustawa, która miała znamiona takiej umowy społecznej, kompromisu aborcyjnego, która obowiązywała przez ostatnie niemalże trzy dekady, w moim mniemaniu, nie zadowalała tych stron, które teraz opowiadają się po skrajnie różnych skrzydłach. Ale na tym właśnie polega kompromis - powiedziała. Oceniła, że referendum ws. prawa aborcyjnego jest "propozycją do rozważenia", ale w pierwszej kolejności potrzebne są prace ustawodawcze. 

Tzw. kompromis aborcyjny był zawarty ponad głowami Polek - przez polityków i kościelnych hierarchów. Kiedy w 1993 roku uchwalono przepisy aborcyjne, już wówczas bardzo restrykcyjne na tle reszty Europy, kobiety wyszły na ulice. Zebrano ok. 1,5 mln podpisów pod obywatelskim projektem ustawy, jednak nie został on nawet rozpatrzony. Więcej o historii "kompromisu" pisało Oko.press.