"Kto byłby przeciwnikiem? Przecież nie nasze żony i córki". Żołnierz o wizji wojska na ulicach

Pomysł wyprowadzania wojska na ulice traktujemy jako absurd, a nie coś, co powinniśmy realnie brać pod uwagę - mówi Gazeta.pl doświadczony żołnierz, który służbie poświęcił większą część życia.

W obecnej sytuacji, kiedy napięcie w kraju sięgnęło niewidzianego od dekad zenitu, automatycznie pojawił się temat wyprowadzenia wojska na ulicę. W ostatnich dniach wiele pisano na temat rozporządzenia rządu, kierującego żołnierzy Żandarmerii Wojskowej do wsparcia policji. Szereg mediów informację o tym opatrzyło krzykliwymi tytułami o "wyjściu wojska na ulicę". MON próbował uspokajać, że nie ma to nic wspólnego z protestami. 

Od tego czasu napięcie w kraju tylko eskalowało, za sprawą protestów i bezprecedensowego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego.

Co mieliby robić na ulicach?

Żołnierze na pytanie o to, co by zrobili, gdyby ktoś kazał im wyjść na ulice, pukają się w głowę. Choć przyznają, że jest to temat ich rozmów. - Jak by to miało wyglądać? Kto byłby przeciwnikiem? Przecież nie nasze żony i córki - mówi Gazeta.pl jeden z nich.

Przecież co my mielibyśmy zrobić w starciu z tłumem? Wyciągnąć bagnet? Łopatkę piechoty? Bić kolbami? Strzelać? Nie mamy innych środków przymusu. Jak mielibyśmy się zachować, gdybyśmy widzieli, że kolega jest szarpany, bity, a ktoś sięga po jego broń?

- To jest absurd. Mamy nadzieję, że nikt nawet tego nie przewiduje i o tym nie myśli. Wojsko na ulicach to ostateczna ostateczność - dodaje.

Co by się jednak stało, gdyby absurdalne stało się realne i przyszedł rozkaz wyjścia na ulice celem "wsparcia służb porządkowych"? - Ogólnie przeważa pogląd, że wyjść by było trzeba, ale potem zachowywać się zgodnie z zasadą, że armia służy społeczeństwu - stwierdza żołnierz.

Wojsko żyje swoim życiem

Sugestie dotyczące użycia wojska do tłumienia demonstracji, pojawiają się regularnie. Znany opozycjonista, Waldemar Kuczyński, wrzucił do sieci zdjęcie czołgów załadowanych na pociąg i pytanie do premiera, "czy i po co ten pociąg wiezie czołgi w kierunku Warszawy?".

Jeśli rzeczywiście wykonano je w ostatnich dniach pod Mińskiem Mazowieckim, to niemal na pewno jest to transport czołgów T-72 należących do 21. Brygady Strzelców Podhalańskich. W ostatnich dniach część brygady brała udział w ćwiczeniach Lampart na poligonie w Orzyszu (Warmińsko-Mazurskie). Obecnie jeden transport czołgów wraca z nich do swojego garnizonu w Żurawicy (Podkarpacie), a drugi ruszył w ramach ćwiczeń międzynarodowych na Litwę.

Sugestie o wyjściu wojska na ulicę, pojawiły się również w marcu, przy okazji pierwszej fali zakażeń na koronawirusa. Wówczas do wsparcia systemu opieki zdrowotnej i służb, skierowano Wojska Obrony Terytorialnej i żandarmerię. MON zapewniał wówczas, że wszelkie twierdzenia o skierowaniu wojska na ulice miast, czy otaczania ich kordonem, to "fake news".

Obecnie wojsko nadal wspomaga system opieki zdrowotnej i policję. Jak podaje MON, żołnierze "wspierają 41 sanepidów oraz 236 szpitali, poza tym w 205 punktach na terenie Polski pobierają próbki do badań na obecność koronawirusa." W akcję ma być zaangażowanych ponad trzy tysiące żołnierzy.

Zobacz wideo