Policja: 278 osób zatrzymanych po proteście pod PKiN. "Zgromadzenie było nielegalne"

Rzecznik stołecznej policji nadkomisarz Sylwester Marczak poinformował, że w czasie sobotnich protestów w Warszawie zatrzymano w sumie 278 osób, nałożono też ponad 120 mandatów. Na placu Defilad manifestowali przeciwnicy obostrzeń epidemicznych. Protest mały też osoby sprzeciwiające się ostatniemu wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji.

Nadkomisarz Sylwester Marczak powiedział na konferencji prasowej, że zgromadzenie na placu Defilad było nielegalne w świetle obowiązujących restrykcji związanych z epidemią. Jak mówił, policjanci spotkali się z dużą agresją - niektórzy uczestnicy np. skakali po radiowozach, uszkadzając je, w stronę policjantów poleciały też kamienie, szklane butelki oraz petardy. "W tym przypadku nikt nie przekona nas że mieliśmy do czynienia ze zgromadzeniem, które ma charakter pokojowy" - podkreślił.

W wyniku zamieszek czterech policjantów odniosło obrażenia. Jednemu z nich udzielono pomocy medycznej w szpitalu. Ponadto jeden dziennikarz został zaatakowany gazem, a drugi pobity. Jak mówił Sylwester Marczak, osoby, które były agresywne i nie stosowały się do przepisów, musiały liczyć się z konsekwencjami.

W sumie zatrzymano 278 osób, ponad 120 ukarano mandatami, a do sądów ma trafić prawie 350 wniosków o ukaranie. Rzecznik stołecznej policji poinformował, że wśród zatrzymanych są też obcokrajowcy. Dodał, że w ponad 800 przypadkach funkcjonariusze skierowali notatki do sanepidu z powodu naruszeń obowiązujących przepisów dotyczących sytuacji epidemicznej.