Dziwisz o sprawie księdza pedofila: Chcą przerzucić na mnie odpowiedzialność. Ja jej nie miałem

Kardynał Stanisław Dziwisz kolejny raz zapewnił, że nie otrzymał listu w sprawie Janusza Szymika, który był molestowany przez proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim. Dziwisz zapiera się, że w ogóle nie wiedział o sprawie ks. Jana Wodniaka i w związku z tym nie ponosi odpowiedzialności za to, że przez lata ksiądz pozostawał bezkarny.

W niedawnym reportażu Onetu opisano historię Janusza Szymika, który jako nieletni ministrant przez kilka lat był molestowany przez księdza Jana Wodniaka. Duchowny przez 35 lat był proboszczem parafii w Międzybrodziu Bialskim. Ostatecznie dopiero w 2014 roku ks. Wodniak został usunięty z parafii, a następnie skazano go prawomocnym wyrokiem Kongregacji Nauki Wiary (nigdy jednak nie trafił do więzienia, trafił w tzw. miejsce odosobnienia). Poszkodowany informował o swojej historii ówczesnego biskupa Tadeusza Rakoczego, ale duchowny nie podjął jednak żadnych działań w tej sprawie. 

Interweniować w sprawie Szymika próbował też ks. Tadeusz Isaklowicz-Zaleski. Miał on w 2012 roku przekazać kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi list z prośbą o reakcję w tej sprawie. Dziwisz zapiera się jednak, że żadnych dokumentów nie otrzymał, a na dodatek w tym czasie był z pielgrzymką w Ziemi Świętej. 

"Każdy biskup ma swoje sprawy"

O Wodniaka pytał także Piotr Kraśko w rozmowie w "Faktach po Faktach". - Ksiądz [Isakowicz-] Zalewski przychodził do mnie nie raz, ale rozmowy na ten temat sobie nie przypominam. Zwłaszcza że ta sprawa po prostu nie należała do mnie. Należała zawsze do biskupa ordynariusza diecezji - mówił Dziwisz. 

Gdy dziennikarz dopytywał o list, który miał być przekazany do rąk własnych, kardynał powiedział jedynie, że ksiądz Isakowicz-Zaleski "wziął w obronę tego pana, bo on szukał obrony". Dziwisz stwierdził również, że o sprawie molestowania dowiedział się z prasy, kiedy Wodniak był sądzony. - Każdy biskup ma swoje sprawy, ja miałem swoje sprawy w Krakowie - mówił. 

Kardynał mówił również, że "nie orientuje się", jak przebiegały rozmowy pokrzywdzonego z ówczesnym biskupem bielsko-żywieckim Tadeuszem Rakoczym, a w rozmowie z nim Rakoczy miał mówić, że "szczegółów nie pamięta". - Ma swoje lata, może nie pamiętać - skwitował. 

"Chcą przerzucić na mnie odpowiedzialność"

Kraśko zapytał, czy nie wydaje mu się, że wierni mogą mieć wrażenie braku empatii ze strony duchownych. 

Myślę, że to nie jest tak. Przecież mamy sumienia. Ja nie mogę wziąć na swoje sumienie, że komuś nie pomogłem, a ktoś szukał pomocy. To jest niemożliwe

- mówił Dziwisz i dodał, że gdyby o sprawie wiedział, to na pewno by reagował, chociaż nie miał do tego prawa. - Nie mogę na ten temat dużo mówić, to jest inna diecezja - próbował dalej ucinać. 

Chcą przerzucić na mnie odpowiedzialność. Ja tej odpowiedzialności nie miałem. Nie miałem wiedzy. To jest inna diecezja

- zapierał się Dziwisz. Następnie stwierdził, że robił nawet kwerendę w Kurii i nie znalazł listu, ale "jeszcze raz po rozmowie poprosi, by przeszukali, czy tam jest jakiś list".

Kardynał poinformował, że prawdopodobnie spotka się z Januszem Szymikiem. - Zależy mi jako biskupowi na spotkaniu z - przykro powiedzieć - ofiarą grzechu i to kapłana - powiedział. 

Pytany, czy ofiara molestowania nie zasługuje na to, by usłyszeć od Kościoła słowo "przepraszam", odparł, że zasługuje nie tylko na nie, ale również "na otoczenie życzliwością, solidarnością i troską o niego". - Zwłaszcza teraz, gdy znajduje się w sytuacji zdrowotnej nie najlepszej - ocenił. 

W drugiej części rozmowy Stanisław Dziwisz odpowiadał na pytania ws. Marciela Maciela Degollado i tuszowaniu pedofilii w Watykanie w czasie pontyfikatu Jana Pawła II. 

Ofiar Wodniaka mogło być więcej

Duchowny został usunięty z parafii w Międzybrodziu Bialskim w 2014 roku, kiedy biskupem bielsko-żywieckim został ks. Roman Pindel. Parafianom przekazano jednak, że proboszcz pożegnał się z pełnioną przez siebie funkcją ze względów zdrowotnych. W niedzielę 13 września, po latach milczenia, usłyszeli z ust kościelnego hierarchy, że ks. Wodniak wykorzystał seksualnie dziecko, za co został skazany prawomocnym wyrokiem Kongregacji Nauki Wiary. Po nabożeństwie biskup pomocniczy Piotr Greger, który wizytował parafię, przeczytał list napisany przez biskupa Romana Pindla. 

Z ustaleń dziennikarzy Onetu wynika, że ofiar pedofilii mogło być znacznie więcej, a ks. Wodniak mógł krzywdzić dzieci od lat 70. do 2010 roku.

Zobacz wideo Kto powinien się zająć sprawą pedofilii w polskim kościele?