Policja wyniosła księdza z domu salezjanów. Wbrew przepisom odprawiał mszę w małej celi

Poznańscy funkcjonariusze interweniowali w Domu Salezjańskim w Poznaniu, gdzie wbrew przepisom wyrzucony ze zgromadzenia duchowny odprawiał mszę dla kilku osób. Pomieszczenie było niewielkie, a obecne przepisy pozwalają na udział w nabożeństwach jednej osoby na 7 mkw.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek w trakcie nabożeństwa odprawianego przez ks. Michała Woźnickiego w jego celi przerobionej na kaplicę w Domu Salezjańskim w Poznaniu.

Duchowny mieszka tam, choć w sierpniu 2018 r. został wydalony ze Zgromadzenia Salezjańskiego w związku z "trwaniem w uporczywym nieposłuszeństwie". Przed Sądem Rejonowym w Poznaniu trwa proces mający doprowadzić do jego eksmisji. Ksiądz podlega karze suspensy, co oznacza, że nie wolno mu sprawować sakramentów. Mimo to ksiądz regularnie odprawia nabożeństwa.

Tak też było w poniedziałek. Jak informuje "Gazeta Wyborcza", w niewielkim pomieszczeniu znajdowało się dziewięć osób, w tym siedmioro wiernych (obecne obostrzenia pozwalają na udział jednego wiernego na 7m2 kwadratowych). Salezjanie wezwali policję. Funkcjonariusze weszli do środka po zakończeniu mszy i przed rozpoczęciem nabożeństwa różańcowego, a następnie poprosili księdza oraz uczestników o dowody osobiste.

- Przepraszam bardzo, w tym miejscu gospodarzem jest Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek. Proszę uklęknąć - zareagował duchowny.

 - Pan nie będzie wydawał mi poleceń. Prosiłbym od pana i każdego z uczestników o dowód osobisty - odparł jeden z policjantów.

- Jest w tej chwili nabożeństwo różańcowe - stwierdził ksiądz. - Ma pan zasłoniętą twarz, boję się, że wtargnęli do mnie intruzi albo złoczyńcy - dodał, zwracając się do funkcjonariusza.

Rzecznik policji: Żałosne zachowanie

Duchowny, a także towarzyszący mu ministrant nie reagowali na polecenia funkcjonariuszy, zaczęli śpiewać religijne pieśni, a potem odmawiać różaniec. Policjanci ostatecznie wynieśli z kaplicy-celi najpierw ministranta, a potem samego duchownego.

- Jak możecie? Co wy robicie z kapłanem? - oburzała się jedna z kobiet obecna na nabożeństwie.

"Dwie osoby zostały doprowadzone na komisariat, bo odmówiły okazania dowodów osobistych i podania personaliów. Normalna sprawa. Codziennie mamy takich kilka. Zachowanie tych dwóch osób było żałosne. Zamiast podać policjantom imię i nazwisko i poddać się prostej procedurze legitymowania, wybrali tzw. bierny opór. Sprawa więc trafi do sądu z wnioskiem o ukaranie" - napisał na Twitterze rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Poznaniu mł. insp. Andrzej Borowiak.

Wieczorem Komenda Wojewódzka Policji wydała oświadczenie, w którym podkreśliła, że "nie było to pierwsze zgłoszenie, a na przestrzeni tylko kilku ostatnich miesięcy interwencji było co najmniej kilka".

"Wobec znacznego zainteresowania opinii społecznej, przebieg działań podjętych przez interweniujących funkcjonariuszy wnikliwie zbada Wydział Kontroli KWP w Poznaniu. Wstępne oceny nie wskazują na nieprawidłowości ze strony funkcjonariuszy, jednak przeprowadzone czynności pozwolą na rzetelne zebranie wyjaśnień od wszystkich stron" - czytamy.

To nie pierwsza interwencja policji w sprawie ks. Michała Woźnickiego, która odbiła się w mediach szerokim echem. W maju funkcjonariusze pojawili się w trakcie mszy odprawianej przez duchownego w Poznaniu na świeżym powietrzu.

Zobacz wideo Prof. Matyja: Od 30 lat mówimy, że kadry medycznej w Polsce jest coraz mniej