Dyrektor warszawskiej podstawówki o nauczycielach: Nie jesteśmy ludźmi nieśmiertelnymi [WYWIAD]

W Dzień Nauczyciela rozmawiamy z dyrektorem jednej z warszawskich szkół podstawowych, o tym jak system edukacji radzi sobie z pandemią. Nasz rozmówca przekonuje, że zarówno dyrektorzy jak i nauczyciele, nie otrzymują żadnego wsparcia ze strony kuratorium.

W niedzielę zmarł 31-letni polonista z Zawiercia, który prawdopodobnie nie miał chorób współistniejących. W poniedziałek z powodu COVID-19 odeszła pedagożka ze Szkoły Podstawowej w Osieku nad Wisłą. "Czujemy się jak mięso armatnie, co jeszcze musi się stać? (...) Przecież to jest cyniczne" - pisze w liście do naszej redakcji pani Ewa, nauczycielka z Warszawy. ZNP apeluje do rządzących, aby zamknąć szkoły i wprowadzić edukację zdalną. W szkołach panują lęk i obawy o zdrowie. Jak w praktyce wygląda sytuacja polskiej podstawówki? O tym rozmawiamy z dyrektorem z jednej z warszawskich szkół.

Maria Lipińska: Jak reagują nauczyciele w pana placówce na pracę w nowym reżimie? Czy czują się w szkole bezpiecznie?

Dyrektor szkoły podstawowej: Mogę mówić tylko o swoich doświadczeniach i odczuciach. Nie wypowiadam się w imieniu wszystkich dyrektorów. Nie prowadziłem badań w tym zakresie, ale w naszej szkole czuje się zdecydowanie wzrost napięcia i zwiększone obawy. Z drugiej strony widzę, że czasami nie wszyscy przestrzegają zasad, chociaż jest to bardzo rzadkie i sporadyczne.

ML: Jakie reakcje w gronie pedagogicznym spowodowała informacja o śmierci kilku nauczycieli na koronawirusa?

U nas nie było żadnej reakcji. Pierwszy raz słyszę o takich zgonach. Myślę, że nauczycie nie są wolni od koronawirusa. Jeżeli umiera lekarz, kierowca i magazynier to również my będziemy umierali. Brzmi to bardzo przyziemnie, ale my nie jesteśmy ludźmi nieśmiertelnymi.

W jaki sposób zmieniła się organizacja szkoły w drugiej fali pandemii w porównaniu do tego, co było w marcu?

Zaczynając od rządu, to jeśli chodzi o chwilę obecną, to otrzymujemy od nich wsparcie w postaci środków ochrony osobistej. Może nie jest to w takim wymiarze jak byśmy sobie życzyli, ale jak na razie jest to wystarczające. W mojej ocenie jest to jedyna pomoc rządowa, którą dostaliśmy.

Jeżeli chodzi o organ nadzoru pedagogicznego, to nie otrzymuje żadnej pomocy. Od organu prowadzącego czuje większe zrozumienie i większe wsparcie, mimo tego, że brakuje pieniędzy na oświatę. Muszę powiedzieć, że organ prowadzący wyraził zgodę na moje potrzeby, które zgłaszałem. Ze strony kuratorium oświaty, które odpowiada za sprawy niematerialne, nie czuję żadnego wsparcia. Spotkania organizowane przez kuratorium odbywały się online, ale były kompletnie jednostronne. Kuratorium tylko przesyłało nam komunikaty i nie prowadziło żadnego dialogu - to jest trochę smutne. Wcześniej mogliśmy wysyłać pytania na maila, ale podczas spotkania czat był zablokowany. Nie mogliśmy wymienić się żadnymi informacjami, to jest farsa. Ja nie komunikuje się ze swoimi nauczycielami na zasadzie takiej, że wyłączam im czat i mówię "róbcie to, co powiedziałem". Traktuje takie spotkania jako formę dialogu.

Rozważał pan możliwość przejścia szkoły na pracę zdalną w tym roku szkolnym?

Nie rozważałem takiej możliwości, bo nie mamy takiej potrzeby. Natomiast, jesteśmy przygotowani zarówno merytorycznie i fizycznie na pracę zdalną. Natomiast ten plan będzie wdrożony dopiero, kiedy zamkniemy całą placówkę. Jeśli mielibyśmy prowadzić zajęcia zdalne tylko dla poszczególnych klas to na pewno nie da się tego zrobić. Wszystkie zalecenia ministerstwa czy GIS-u, które mówią, że dzieci powinny rozpoczynać lekcje w różnych godzinach są według mnie nierealne do zrealizowania, przynajmniej w mojej szkole. Myślę, że w wielu szkołach, które są często przeludnione, też nie jest możliwe. Te zalecenia są po prostu odrealnione. Jakby człowiek, który spisał te zalecenia nigdy nie miał do czynienia ze szkołą. Wolałbym żeby przed wdrożeniem takich przepisów GIS przynajmniej dostosował to do realiów każdej placówki. Uważam, że część tych zaleceń jest po prostu nierealne i śmieszne.

Pana szkoła mieści się w kilku budynkach, jak wpływa to na przestrzeganie reżimu sanitarnego?

Dla mnie to duża trudność, ze względu na to, że dla każdego budynku musieliśmy zindywidualizować dokumenty. Procedury dla każdego z nich są odrębne i różnią się między sobą. Była to dla nas kilka razy większa praca. Natomiast kontakt z dziećmi jest ułatwiony, bo one przebywają w osobnych budynkach i są mniej narażone na zakażenie.

Co pan sądzi o tym, że na sobotniej konferencji prasowej Mateusz Morawiecki nie ogłosił decyzji o zamknięciu szkół?

Uważam, że jest to dobra decyzja, bo ogólne zamknięcie szkół nie będzie sprzyjało zdrowiu psychicznemu przede wszystkim dzieci, ale także pracowników. Nie wszystkie zajęcia szkolne można przeprowadzić w formie online. Matematykę, język polski i tego typu przedmioty możemy prowadzić. Natomiast lekcji takich jak: plastyka, WF i muzyka, które uważam, że są bardzo istotne, nie da się przenieść do internetu. Mimo, że jest pandemia i wzrost zachorowań to rząd podjął dobrą decyzję umożliwiając dyrektorom podjęcie indywidualnych decyzji.

Dlaczego ważne jest żeby szkoły pozostały otwarte?

To że, nauczyciele się boją nie powinno oznaczać, że rezygnujemy z pracy twarzą w twarz. Przecież pielęgniarki, ratownicy i sprzedawczynie także się boją. To jest nasza misja społeczna żeby uczyć. Ja mam zaopiekować się dziećmi, a nie wprowadzać lęk i obawy. Ja jestem drugim rodzicem ucznia. Uczeń wraca do domu i tam ma swoich właściwych rodziców, ale jak przychodzi do szkoły to ja jestem za niego odpowiedzialny. Mam zapewnić dobre warunki dla zdrowia fizycznego i psychicznego ucznia, a nie mówić o tym, że ja się boje. Oczywiście rozumiem obawy kolegów i koleżanek dyrektorów, ale nic nie osiągniemy mówiąc głośno o tym, że trzeba zamknąć szkoły, bo mamy pandemię. Równie dobrze moglibyśmy zamknąć wszystkie sklepy, bo mamy pandemię.

Czy to prawda, że sanepid nakłania do tego, żeby nie zgłaszać przypadków zachorowań na koronawirusa w szkołach?

Ja się nie spotkałem z taką sytuacją. Sam kontaktowałem się z sanepidem. Może nie jest to takie proste, żeby się dodzwonić. Czasami trzeba dłużej poczekać. W sanepidzie nikt nie sugerował żebyśmy nie zgłaszali, wręcz przeciwnie. My jesteśmy zobowiązani codziennie raportować o wszystkich przypadkach. Wczoraj miałem dwa przypadki i nikt mi nie zasugerował, że mam czegoś nie zgłaszać.

Jak reagują rodzice na nauczanie w czasie pandemii?

Jest wiele obaw i rodzice to komunikują. Miałem jeden przypadek, kiedy rodzic zastanawiał się nad nauczaniem domowym ze względów zdrowotnych ale nie doszło do tego. Wczoraj miałem taką sytuację, że rodzic nie posłał dziecka do szkoły, ze względu na to, że drugie dziecko jest przewlekle chore. Będziemy interweniować w tej sprawie. Rodzice w mojej szkole wykazują się dużym zrozumieniem.

Jak pan ocenia przygotowanie systemu oświaty na sytuację pandemiczną?

W mojej ocenie, nie został doskonale przygotowany. Mam pewne zastrzeżenia, ale rozumiem, że sytuacja jest bardzo trudna. Stanowisko ZNP, który tak mocno krzyczy jest dla mnie dziwne, bo nie wiem jaką mają legitymację do tego. Nikt nie kontaktował się ze mną w tej sprawie. ZNP mówi w naszym imieniu, że chce żeby wszyscy nauczyciele przeszli testy, a ja osobiście nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania. Według mnie istnieje bardzo duży rozdźwięk w środowisku. Związki zawodowe nie przygotowują ludzi do współpracy, a zamiast tego sieją duży niepokój.

Ja swoim nauczycielom od tego tygodnia mówię, że najważniejszy w ich pracy z dziećmi jest uśmiech. Nie powinniśmy stresować siebie, ani naszych uczniów, przecież to my jesteśmy dorosłymi, którzy mają nimi pokierować. Ja muszę przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo dzieciom, nauczycielom i pracownikom, a nie angażować się w wojny polityczne. Niestety nie widzę wsparcia ze strony związków zawodowych. Chciałbym zobaczyć praktyczne działania ze strony związków dla nauczycieli, a nie same głośne apele.

Zobacz wideo W przyłbicy albo maseczce do szkoły? MEN: Zastanawiamy się nad wprowadzeniem nakazu w przestrzeniach wspólnych
Więcej o: