Dramatyczna sytuacja ochrony zdrowia. "Rząd nie zrobił nic. Zamiast wsparcia otrzymujemy chaos"

- Odkąd powstały nowe wytyczne we wrześniu panuje chaos i przeciążenie. (...) Na pacjenta jest piętnaście minut. Wyobraźmy sobie, że przychodzi do mnie osoba chora. Ja muszę w tym krótkim czasie tę osobę zbadać, stwierdzić czy kwalifikuje się do testu, zlecić test przez aplikację, opisać to w moim systemie, wystawić zwolnienie lekarskie, dać jej zalecenia, zgłosić ją do sanepidu na oddzielnym druku - opisuje w rozmowie z Gazeta.pl, lekarka warszawskiego POZ. Jak dodaje, sytuacja przychodni w Polsce jest tragiczna.

Maria Lipińska: Jak ocenia pani obecny stan funkcjonowania POZ? Czy podczas pandemii coś się zmieniło? 

Lekarka POZ w Warszawie: Zmieniło się na gorzej. Odkąd powstały nowe wytyczne we wrześniu panuje chaos i przeciążenie. Najgorsze były dwa tygodnie przejściowe września. Wtedy my nie mogliśmy zlecać testów, aplikacja nie działała. Sanepid odsyłał do nas pacjentów mówiąc im, że oni “już się tym nie zajmują” i proszę kierować się do lekarza rodzinnego. My nie mogliśmy nic zrobić, bo nie działał system. Kierownik placówki musiał najpierw każdego uwierzytelnić w systemie. Nie każdy lekarz ma aplikację, przez którą zlecamy testy, bo nie ma obowiązku posiadania tam konta. Żeby się tam zalogować trzeba mieć profil zaufany lub uwierzytelnić się przez konto bankowe. Niektórzy starsi lekarze mają z tym ogromny problem. Jak mają to robić jak nikt im tego wcześniej nie powiedział? Nawet wystarczyłaby informacja parę tygodni wcześniej, ale nic takiego nie było. Nikt im tego nie powiedział, nikt ich tego nie nauczył i nikt im teraz nie pomaga.  

ML: Dokąd idą Ci pacjenci od tych starszych lekarzy? 

Są kierowani do tych, którzy umieją to obsługiwać. Są też lekarze, którzy mają po 60 lat i więcej świetnie sobie radzą z komputerem, ale to jest mniejszość.  

ML: Ile systemów musi obsłużyć lekarz w POZ? 

Mam system gabinetowy, na którym normalnie pracuję, tam wpisuję przebieg wizyt pacjentów i recepty. Jest jeszcze osobny system do zwolnień lekarskich. Do tego dochodzi też gabinet.gov do zlecania testów na koronawirusa. Czyli kolejny system, do którego musisz się zalogować. Jest jeszcze oddzielna strona do zlecania wyrobów medycznych oraz do wydawania kart szybkiej diagnostyki onkologicznej. Do każdego z nich trzeba się zalogować, uwierzytelnić, wpisać dane pacjenta i swoje. Ta cyfryzacja ochrony zdrowia jest zupełnie nieprzemyślana i chaotyczna. Każdy system cały czas się zawiesza, ma błędy. Na pacjenta jest piętnaście minut. Wyobraźmy sobie, że przychodzi do mnie osoba chora. Ja muszę w tym krótkim czasie tę osobę zbadać, stwierdzić czy kwalifikuje się do testu, zlecić ten test przez aplikację, opisać to w moim systemie, wystawić zwolnienie lekarskie, dać pacjentowi zalecenia, zgłosić wszystko do sanepidu na oddzielnym druku. Sanepid miał odbierać zgłoszenia przez tę aplikację, ale ich nie widzą, więc to jest wysyłane mailem przez rejestracje. Muszę jeszcze wyjaśnić pacjentowi, co ma robić, jeśli stan się pogorszy, na co zwrócić uwagę. To wszystko muszę zrobić w piętnaście minut. Teraz tej roboty jest znacznie więcej. Po prostu siedzi się jeszcze dwie godziny po zakończeniu pracy. Robisz nadgodziny, za które w większości przypadków nikt Ci nie płaci. Nikogo to nie obchodzi.  

Jak w praktyce działają teleporady? 

U mnie w przychodni możesz wybrać, czy chcesz przyjść osobiście czy wolisz konsultację telefoniczną. Jeżeli ktoś jest infekcyjny to  w pierwszej kolejności jest zalecana teleporada, ale nikomu nie odmawiamy osobistej konsultacji. Jeśli infekcyjny pacjent chce przyjść do przychodni, to jest badany w innym gabinecie. To oddzielny gabinet, który u mnie został przekształcony z pokoju socjalnego. Przychodnie nie są na to przygotowane, żeby mieć izolatki. Poza tym ludzie są sfrustrowani, bo są przyzwyczajeni, że do lekarza rodzinnego przychodzą z każdą pierdołą. Ostatnio miałam taką wizytę - Proszę Pani, czy ten pryszcz na mojej twarzy to jest kleszcz? Pani doktor, czy od noszenia maseczki nabawię się grzybicy płuc? Albo jak pacjent o czymś zapomina, to uważa, że po godzinach pracy może znowu zadzwonić do lekarza. Nie rozumieją tego, że każdy pacjent ma swoje piętnaście minut, a potem  czekają kolejni pacjenci. Ja nie mam czasu na to żeby iść do łazienki, ani się napić, a tym bardziej na odpisywanie na wiadomości pacjentów z przed paru dni.  

Pacjentów jest mniej, czy więcej? 

U mnie zdecydowanie więcej. Do pacjentów ze zwykłymi infekcjami dochodzą jeszcze ci, którzy się boją. Od początku pandemii jest więcej pacjentów z zaburzeniami depresyjno-lękowymi. Pacjenci też nie rozumieją, że jak umawiają się na teleporadę to powinni być dostępni w tym czasie. Niektórzy po prostu zapominają o wizycie.  

Jak w praktyce działają testy w POZ? 

W rozporządzeniu jest, że lekarz POZ może skierować na test – to znaczy, że nie musi. Jeśli chodzi o prawną stronę tego wszystkiego, to jest według mnie porażka. Według wrześniowych wytycznych mogliśmy kierować pacjenta na test przez telefon tylko jeśli ma wszystkie cztery objawy: gorączkę, utratę węchu lub smaku, duszność i kaszel. Tylko, że pacjent, który zgłasza Ci duszność przez telefon, nadaje się do szpitala. W czasie chorowania na COVID-19 pacjenci z poważnym przebiegiem bardzo szybko dekompensują się oddechowo. Teraz zmienili wytyczne. Jeśli uznam to za stosowne to mogę wysłać na test po teleporadzie, ale zostało to wprowadzone zdecydowanie za późno. Wcześniej musiałam zaprosić pacjenta osobiście lub iść do niego na wizytę domową.  

Czy jako lekarze odczuwacie większą presję związaną z pandemią? 

Tak, odczuwamy. Wśród lekarzy panuje duża frustracja, ponieważ rząd nie pomaga. Nie wyposaża nas w środki ochronne, w dobre systemy ani w dobrą organizacje. Pandemia trwa od marca. W wakacje rząd nie zrobił nic. Miały być respiratory i sprzęt, ja nic o nich nie wiem. Miały być rozwiązania logistyczne. Tego także nie ma. Były prowadzone rozmowy z konsultantami krajowymi, niestety większość postulatów lekarzy została zignorowana. Wprowadzono plan stworzony w dużej mierze przez Konsultanta Krajowego Chorób Zakaźnych. Po czym po dwóch tygodniach okazało się, że to zupełnie nie działa. Według niego wszystkimi pacjentami covidowymi mieli zajmować się zakaźnicy, których jest bardzo mało w Polsce. Ja mam wrażenie, że rządowi na zdrowiu obywateli kompletnie nie zależy.  

Czy lekarze w pani otoczeniu odchodzą z pracy? 

Niestety, tak. Jeśli przez osiem lub więcej godzin pracujesz w kompletnym chaosie bez jasnych wytycznych, z pełną odpowiedzialnością za zdrowie i życie pacjentów, to w pewnym momencie czujesz się wypalony. Do tego pracujesz po godzinach, a w mediach społecznościowych i w telewizji słyszysz tylko pretensje. Kiedy rozmawiamy, jesteśmy już po sobotniej konferencji Morawieckiego, który powiedział, że są jeszcze miejsca w szpitalach. Chwilę później posypały się komentarze moich znajomych lekarzy na Facebooku, o tym skąd on wziął te dane, bo w ich szpitalach już nie ma miejsc. Zgłoszenia o kwarantannie lub o testach, które wysyłamy są często przez parę tygodni ignorowane. Sanepid nie jest w stanie rozpatrzyć tych zgłoszeń na czas. Niektóre moje wnioski do dziś zostały bez odpowiedzi i bez nałożenia pacjentowi izolacji. Nie wiem jak oni mogą powiedzieć, że mają dane na ten dzień, przecież jeszcze nikt tego nie zliczył. Według mnie to są dane z przed tygodnia, może dwóch, ale na pewno nie obecne.  

Ile osób dziennie kieruje pani na test? 

Na początku były to codziennie około dwie – trzy osoby. Od października to nawet 10 osób dziennie. 

Czy boi się pani zakażenia koronawirusem podczas pracy? 

Tak, ale przez wzgląd na innych. Boje się, że nie będąc świadoma zakażenia mogę zarazić innych. Jest mnóstwo lekarzy, którzy są przerażeni. Oni są przerażeni nie tym, że się zarażą ale dezorganizacją i brakiem działań rządu przez ostatnie trzy miesiące. Brak organizacji jest widoczny w szpitalach. Trzeba stworzyć oddział covidowy, więc po prostu pomieszczenie odgradza się na przykład parawanem. Oddział covidowy przedzielony parawanem, bo nagle dyrektorzy szpitali dostali polecenie, że ma być 10 proc. łóżek dla pacjentów z koronawirusem i muszą sobie jakoś radzić. Przy braku respiratorów i personelu medycznego do opieki nad pacjentami na OIT i tych chorych na COVID-19, niedługo dojdzie do dramatycznych sytuacji i decyzji. Zabraknie miejsc i rąk do pracy. Już teraz brakuje.  

Jaki jest obecnie największy problem w POZ? 

Najgorsze jest to, że rząd szczuje na siebie lekarzy, pielęgniarki i ratowników medycznych. Teraz wszyscy mają pretensje do lekarzy POZ. Ostatnio był protest ratowników z hasłami, że wyrabiają pracę za POZ. Zamiast wsparcia otrzymujemy chaos. System ochrony zdrowia jest niedofinansowany i wszyscy jesteśmy przeciążeni. Rząd to ignoruje, a potem są pretensje do pielęgniarek, lekarzy i ratowników, bo to my jesteśmy na pierwszej linii frontu.  

Co mogłoby się zmienić żeby było lepiej? 

Powinno się edukować ludzi, prowadzić przemyślane kampanie informacyjne. Pokazywać na grafikach, jak się przenosi wirus i jak nosić maseczki. Są schematy na stronie ministerstwa zdrowia ale to nie jest wystarczająco jasne dla ludzi. Nie ma również skutecznych restrykcji za niestosowanie się do zaleceń. Pacjenci też wypierają to, że mogą mieć COVID-19. Ja przez 15 minut wizyty muszę być lekarzem i informacją zbiorczą.   

Co dzieje się, gdy pacjent otrzyma pozytywny wynik testu na koronawirusa?

Tu zaczynają się schody. Lekarz po otrzymaniu informacji o wyniku testu powinien zadzwonić do pacjenta i go poinformować. Jednak nikogo nie obchodzi, czy jest to weekend lub dzień wolny dla lekarza. Ponadto jeśli pacjent się nie zgodzi na to, żeby iść na test, to ja nie mam żadnych środków nacisku żeby go do tego zmusić.  

Czy koronawirusa można odróżnić od grypy? 

Bez testu nie jest to możliwe. SARS-CoV-2 nie jest wirusem, który daje na tyle specyficzne objawy. To co powiedział minister Niedzielski, że po badaniu osobistym można to odróżnić to jest bzdura. Wszyscy lekarze się z tego śmiali.  

----

Doktor Michał Sutkowski o nadmiarze pracy

O sytuacji przychodni w całej Polsce i zarzutach lekarzy pracujących w POZ rozmawialiśmy także z Rzecznikiem Kolegium Lekarzy Rodzinnych doktorem Michałem Sutkowskim. 

Maria Lipińska: Lekarze mówią, że nie otrzymują wsparcia od rządu i są przeciążeni nowymi obowiązkami. Czy lekarze POZ nie dostali zbyt wiele zadań do wykonania? 

Doktor Michał Sutkowski: Taka jest strategia rządu. Ten plan polega na tym, żeby włączyć Podstawową Opiekę Zdrowotną do pracy. Dodam, że to nie do końca jest tak, że wcześniej nikt z nas nie pracował z pacjentami z COVID-19. Zanim ten pacjent dotarł do szpitala, zanim zadzwonił do sanepidu to bardzo często był albo monitorowany, albo przynajmniej pouczany i informowany przez lekarza rodzinnego. To też jest pewna funkcja. Ta nowa strategia powoduje, że pacjenci z dodatnim wynikiem testu na koronawirusa, którzy są w dobrym stanie ogólnym mają być pod opieką lekarza rodzinnego. Wszystkie centrale lekarzy rodzinnych zgodziły się na takie rozwiązanie. Wiadomo było, że ministerstwo i tak nam narzuci taką koncepcję. Wcześniej nie mogliśmy przez teleporadę zlecać badań w ogóle. Potem w rozmowach z ministrem otworzyliśmy trochę drzwi i mogliśmy tego pacjenta diagnozować, kiedy miał cztery objawy. To nas nie satysfakcjonowało i doprowadziliśmy do tego, że teraz przez teleporadę można zlecić pacjentowi test.  

Uważam, że trudno mówić w pandemii o tym, że jest sukces, ale też nie można chować głowy w piasek i nie przyjmować zupełnie pacjentów. Mamy pandemię, więc wszystkim przybyło dużo pracy. Jeżeli chodzi o pacjentów to i tak byłoby ich więcej, bo jest dużo przypadków zakażeń dróg oddechowych, paragrypy. Ja to rozumiem pracy jest dużo, nas lekarzy jest mało. Powiem szczerze czasem ręce, nogi opadają tak jest dużo roboty. Zwiększyła się ilość pracy ale nie dramatycznie.  

ML: Jak odniesie się pan do słów marszałka Terleckiego, że rząd świetnie przygotował Polaków na drugą falę pandemii? 

Mówienie, że jesteśmy doskonale przygotowani jest dla mnie zbyt hurraoptymistyczne. Jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji, mimo rosnącej liczby zachorowań. Nie jesteśmy w takim scenariuszu jak Lombardia, czy Europa Zachodnia. Dwie trzecie sytuacji zależy od nas samych, więc nie ma co się obrażać na rządzących. Należy przestrzegać zasad sanitarnych, które nie mają koloru politycznego. Warto to robić niezależnie od wszystkiego. Czas pokaże, czy jesteśmy przygotowani. Jeżeli będzie dużo zakażeń to może się okazać, że niestety nie jesteśmy dobrze przygotowani. To jest taka realna moja ocena czy ministra zdrowia. Póki co jest dobrze, a jak będzie to zależy od nas samych i od wirusa.  

Czy lekarze POZ otrzymali wsparcie od rządu i są przygotowani do bezpiecznej pracy z pacjentami? 

Mamy więcej środków finansowych. To wynika z umowy zawartej jeszcze przed pandemią, zgodnie z ustaleniami z zeszłego roku. Można kupić środki ochronne za mniejszą cenę niż w marcu, czy w kwietniu. Nie dostaliśmy dużego wsparcia materiałowego. Jeśli chodzi o liczbę respiratorów i łóżek to ona nie jest duża w Polsce. Najbardziej martwi mnie mała liczba lekarzy, personelu na OIOM-ach, lekarzy chorób zakaźnych oraz lekarzy rodzinnych, których jest mało. 

Czy widzi pan różnice w funkcjonowaniu POZ-ów między pierwszą, a drugą falą pandemii? 

W czasie pierwszej fali też pracowaliśmy. Natomiast teraz inaczej pracujemy. Jest tym trudniej, że staramy się leczyć jak najwięcej pacjentów pozacovidowych. O nich też musimy pamiętać, bo narósł dług zdrowotny – pacjenci bali się zgłaszać objawy.  

Mówił pan w poniedziałek rano w wywiadzie dla RMF FM, że brakuje izolatoriów. Dlaczego izolatoria są ważne dla funkcjonowania POZ? 

One są ważne przede wszystkim dla pacjentów i szpitali. To są miejsca między szpitalem, a domem.  Opieka medyczna jest trzystopniowa: podstawowa, specjalistyczna i szpitalna. Izolotoria zaliczają się do opieki specjalistycznej. Stabilny, skąpo objawowy pacjent z koronawirusem może być leczony przez lekarza rodzinnego. W razie pogorszenia stanu musi trafić do szpitala. Pacjent, który ma więcej objawów ale dalej jest stabilny, powinien trafić do izolatorium. Dzięki takiej izolacji pacjenci nie zakażają domowników i odciążamy szpitale.  

Zobacz wideo Czy testy wśród medyków mają sens? "To trzeba umieć interpretować"
Więcej o: