Mieszkaniec Łodzi chciał zwrotu pieniędzy za ogrzewanie. Skarga nadzwyczajna Ziobry nie pomogła

Sąd Najwyższy odrzucił skargę nadzwyczajną złożoną przez Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobrę w sprawie mieszkańca Łodzi. Mężczyzna twierdził, że korzystał tylko z jednego kaloryfera w mieszkaniu i domagał się zwrotu części opłat za ogrzewanie od spółdzielni mieszkaniowej.

Mieszkaniec Łodzi pozwał swoją spółdzielnię mieszkaniową w marcu 2016 r. Początkowo twierdził, że należy mu się 4 tys. zł w ramach nadpłat za ogrzewanie, później tę kwotę skorygował do niemal 1,7 tys. zł.

Mężczyzna twierdził, że w latach 2010-2015 korzystał tylko z grzejnika w kuchni, a odczyt ciepła na kaloryferach w innych pomieszczeniach wskazywał "2-3 kreski". Według niego "dokonane odczyty były wynikiem zimnego odparowania". Mieszkaniec doszedł do wniosku, że spółdzielnia pobrała od niego opłaty za ciepło, którego nie użył.

Sąd Rejonowy nie podzielił jednak jego argumentów. Mężczyzna wniósł apelację, ta również została oddalona. Sędziowie uznali ponadto, że mieszkaniec Łodzi nie przedstawił wobec poprzedniego wyroku sądu żadnych "skonkretyzowanych zarzutów", a "apelacja była nad wyraz chaotyczna i zawierała głównie żale i pretensje". Poza tym, zdaniem sądu spółdzielnia stosowała prawidłowe kryteria rozliczeń ciepła.

Sąd Najwyższy odrzuca skargę nadzwyczajną Prokuratora Generalnego

Skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego zdecydował się złożyć w tej sprawie Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro. Ziobro uznał, że ustalenia są sprzeczne z materiałem dowodowym. Wskazywał też, że podzielniki były wykorzystywane niezgodnie z normami, przez co doszło do błędnych rozliczeń.

Na posiedzeniu niejawnym 28 września Sąd Najwyższy skargę odrzucił. SN stwierdził m.in., że w skardze Ziobry nie wskazano przepisów kodeksu postępowania cywilnego, do których naruszenia doszło. Poza tym, sędziowie, w odróżnieniu od Prokuratora Generalnego, nie mieli wątpliwości, że "ustalenia faktyczne sądów obu instancji są w pełni spójne z zebranym materiałem dowodowym".

"Grzejnik nie jest jedynym źródłem ciepła w lokalu mieszkalnym. Cechą charakterystyczną instalacji centralnego ogrzewania w budynkach z okresu lat 70. i 80. jest to, że część tej instalacji jest wspólna dla wielu mieszkań i dostarcza do nich ciepło poza głównym źródłem ciepła dla lokatora, jakim są grzejniki w jego mieszkaniu. Nawet w razie zakręcenia zaworów termostatycznych przez lokatora, jego lokal nadal będzie ogrzewany ciepłem z sąsiednich lokali" - czytamy w uzasadnieniu Sądu Najwyższego.

Sędziowie dodali, że mieszkaniec Łodzi i tak "korzystał z ciepła dostarczanego przez nieopomiarowaną część instalacji przez sąsiednie, ogrzewane pomieszczenia". "Ciepło dostarczane do lokalu w taki sposób nie jest zwolnione od opłaty, pozwana [Spółdzielnia Mieszkaniowa - red.] miała więc prawo oczekiwać od powoda partycypacji w kosztach tego ciepła" - dodaje SN.

Zobacz wideo Imiona ofiar homofobii na budynku MEN. Komentuje wicerzecznik PiS