Ministerstwo zdrowia mogło kupić respiratory wprost od producenta z USA. Wybrało jednak byłego handlarza bronią

Ministerstwo zdrowia podpisało w kwietniu umowę z byłym handlarzem bronią na dostawę ponad 1200 respiratorów za około 250 mln zł. W tym samym czasie mogło podpisać umowę z amerykańskim producentem sprzętu lub zdecydować się na zakup z dostaw unijnych. Kontrahent dostarczył ułamek zamówienia i do dziś nie zwrócił zaliczek - donosi TVN24.

Umowa podpisana przez byłego wiceministra Janusza Cieszyńskiego zakładała, że bez przetargu i na podstawie specustawy, niedziałająca wcześniej na rynku medycznym spółka E&K z Lublina należąca do Andrzeja Izdebskiego, dostarczy ministerstwu respiratory za kwotę nie mniejszą niż 250 mln zł - donosi Piotr Świerczek, reporter programu "Czarno na białym" na antenie TVN24.

Zobacz też: Dr Paweł Grzesiowski apeluje o przeniesienie respiratorów w szpitalach

Zobacz wideo

Ministerstwo zdrowia kupiło respiratory u byłego handlarza bronią

Ministerstwo zdrowia zamówiło 14 kwietnia 1241 respiratorów u byłego handlarza bronią Andrzeja Izdebskiego. Dzień później instytucje Unii Europejskiej rozstrzygnęły przetarg na respiratory dla wszystkich krajów członkowskich z dostawami w lipcu, a 18 kwietnia z kolei Andrzej Duda przeprowadził rozmowę telefoniczną z Donaldem Trumpem, po której w Krajowym Centrum Reagowania, rządowej agencji FIMA, zdecydowano, że Polska otrzyma dostęp do 200 respiratorów z pewnego źródła, prosto od producenta firmy General Electric. 

TVN24 w rozmowach z amerykańską agencją ustalił, że Polska miała dostać wręcz priorytetowy dostęp z szybką realizacją dostawy w połowie czerwca. Tymczasem polskie ministerstwo, zamiast współpracować z federalną agencją, która zajmuje się katastrofami, klęskami żywiołowymi w USA, brnęło w umowę z Andrzejem Izdebskim. 

Zamówienie dotyczyło czterech różnych modeli respiratorów za ponad 40 mln euro. Zakładało 100- lub 65-procentowe przedpłaty. W ten sposób okazało się, że nie otrzymawszy nawet jednego respiratora, ministerstwo wypłaciło w kwietniu prywatnej firmie w sumie 35 mln euro (160 mln zł) zaliczki. Te pieniądze nie zostały zwrócone do tej pory. 

Jak wskazują dokumenty, Andrzej Izdebski złamał umowę. Miał dostarczyć ponad 200 respiratorów w kwietniu i 100 w maju, czego nie zrobił. Polska firma dostarczyła na samym początku jedynie 50 niemieckich respiratorów - pierwotnie sprzedanych Pakistanowi. Nie miały kart gwarancyjnych, paszportów i serwisu, ani nawet listy dostawców części zamiennych. Andrzej Izdebski napisał za to oświadczenie, w którym zapewnił, że te brakujące części dostarczy i serwis będzie dostępny. Co nie jest zgodne z przewidzianymi standardami prawnymi. Izdebski ostatecznie zamiast 1241 respiratorów dostarczył ich 200 i nie zwrócił 60 mln zł zaliczek wpłaconych przez ministerstwo. 

Dlaczego nie kupiono respiratorów od amerykańskiego producenta?

Komentatorzy zwracają uwagę, że już z końcem kwietnia ministerstwo mogło reagować i kupować sprzęt z dostaw unijnych lub szukać go na rynku. Rzecznik ministerstwa zdrowia, Wojciech Andrusiewicz, tłumaczy, że wiosną nie zdecydowano się na transakcję z amerykańskim producentem, nie było konkretnej oferty z jego strony. 

TVN24 nieoficjalnie jednak potwierdził, że ta jak najbardziej istniała i zawierała liczbę, cenę i termin dostawy sprzętu. Rzecznik G.E. poinformowała media, że nie doszło do dostawy zarezerwowanych dla nas respiratorów, bo firma nie dostała zamówienia. Z informacji TVN24 wynika, że sprzęt ten ostatecznie kupiła Turcja za połowę ceny, której zażądał od polskiego resortu handlarz bronią.

Rzecznik podkreśla też, że rozmowy z amerykańską firmą nie trwały tylko w kwietniu i maju, bo zakończyły się czerwcu. Dodaje też, że była to wstępna oferta odkupienia sprzętu, który był już  wcześniej zarezerwowany dla Polski dla zakupów indywidualnych szpitali. A że szpitale podlegają pod samorząd, to ministerstwo nie mogło ich odebrać. Tłumaczenie jest o tyle dziwne, że w efekcie samorządy i szpitale też ostatecznie nie dostały tego sprzętu.

Kim jest człowiek, z którym ministerstwo podpisało umowę? 

Andrzej Izdebski, nim podpisał umowę na dostawę respiratorów, dostał od CBA pozytywną opinię - inaczej resort nie podpisałby porozumienia. Z ustaleń TVN24 wynika, że Izdebski już wcześniej miał kłopoty z wywiązaniem się z kontraktu. Siedem lat temu nie zwrócił pieniędzy firmie zbrojeniowej Nitrochem. Dostał od niej ponad mln dolarów zaliczek na trotyl z Albanii, a podobnie jak w przypadku respiratorów, dostarczył tylko część zamówienia. Sprawa trafiła do prokuratury trzy lata temu za sprawą polityków Zjednoczonej Prawicy. Mimo tego podpisano z nim umowę na sprzęt medyczny.

To nie koniec. Jeszcze w 2002 roku, kiedy na jaw wyszło, że Andrzej Izdebski posiada akcje w spółce Port Lotniczy Lublin SA, "Rzeczpospolita" donosiła, że już w 1991 r. wykorzystywał on fałszywe dokumenty, by pośredniczyć w sprzedaży polskich pistoletów maszynowych na Bliski Wschód. W czasie, kiedy trudnił się handlem bronią, firmy których był współwłaścicielem, podejrzewano o wielokrotne naruszanie embarga ONZ na dostawy broni.

Sprawą respiratorów także zajmuje się prokuratura. Izdebski deklaruje, że pieniądze zwróci w październiku.