Zapadł wyrok ws. zbrodni miłoszyckiej. Wcześniej niesłusznie skazano za nią Tomasza Komendę

Ireneusz M. oraz Norbert Basiura, oskarżeni o gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi, zostali skazani na 25 więzienia. Wcześniej za zbrodnię w Miłoszycach niesłusznie skazany został Tomasz Komenda.

Dziś Sąd Okręgowy we Wrocławiu skazał Norberta Basiurę (zgodził się na ujawnienie nazwiska), który w 1996 roku był ochroniarzem w miłoszyckiej dyskotece i Ireneusza M., uczestnika sylwestrowej zabawy, na kary 25 lat więzienia i pozbawienia praw publicznych na 10 lat.

Sąd uznał, że oskarżeni wspólnie i w porozumieniu dokonali zbiorowego gwałtu ze szczególnych okrucieństwem i zabójstwa.

Wyrok nie jest prawomocny. 

- To nie była łatwa decyzja, czuliśmy na sobie jej ciężar. W tej sprawie niesłusznie skazano Tomasza Komendę, teraz też najłatwiej byłoby wydać wyrok uniewinniający. Jako funkcjonariusze publiczni nie możemy jednak uciekać od trudnych decyzji, a wszyscy - poza jedną ławniczką - wydaliśmy ten wyrok z przekonaniem, że wina nie budzi wątpliwości - powiedział sędzia Marek Poteralski, cytowany przez "Gazetę Wyborczą".

Prokurator domagał się dla Basiury wyroku 25 lat więzienia oraz dożywocia dla Ireneusza M. Obrona wnioskowała o uniewinnienie.

W trakcie procesu mężczyźni nie przyznali się winy. Obaj twierdzą, że dowody, czyli badania potwierdzające obecność ich DNA na ubraniu ofiary są wynikiem błędu lub zostały sfabrykowane. - Nie znałem Małgorzaty K. Nie pamiętam jej z dyskoteki, nie wyprowadzałem jej z dyskoteki, nie zgwałciłem i nie zamordowałem Małgorzaty K. Cały akt oskarżenia oparty jest na zlepku domysłów prokuratora. Jestem niewinny - mówił podczas rozprawy Ireneusz M. Drugi z oskarżonych również podkreślał, że nie ma żadnego związku z tą sprawą. 

Zapadł wyrok ws. zbrodni miłoszyckiej. Wcześniej za gwałt i zabójstwo niesłusznie skazano Tomasz Komendę

Sprawa dotyczy wydarzeń z nocy sylwestrowej z 1996 roku. 15-letnia Małgosia miała spędzić pierwszą imprezę noworoczną poza domem. Na zabawę pojechała z przyjaciółką do oddalonych o kilka kilometrów Miłoszyc. Na miejscu bawiła się w gronie swoich znajomych. Dziewczyna zaczęła się źle czuć po tym, jak wypiła piwo. Później poczuła się jeszcze gorzej i po pierwszej w nocy wyszła na dwór w towarzystwie poznanego na dyskotece chłopaka. Wtedy podszedł do nich nieco starszy mężczyzna, który powiedział, że nazywa się Irek i jest bratem 15-latki, którą odprowadzi do domu.

Zobacz wideo Zbigniew Ziobro: Ubolewam nad sytuacją Krzysztofa Komendy

Gdy nastolatka nie wróciła do domu nad ranem, rodzice zaczęli poszukiwania. Pojechali do Miłoszyc, gdzie sprawdzili klub i okolice. W końcu zawiadomili policję, nie przerywając poszukiwań. Po godzinie 13 odnaleziono zwłoki 15-latki. Za przyczynę zgonu uznano zgwałcenie, wykrwawienie i zamarznięcie. Przy dziewczynie znaleziono czapkę z kilkoma włosami. Na jej ciele znaleziono też ślad zębów.

Oskarżeni, w przeciwieństwie do Tomasza Komendy, byli w Miłoszycach, gdy doszło do zabójstwa

W 2000 roku śledczy zainteresowali się Tomaszem Komendą. Chociaż 12 osób potwierdziło, że sylwestra spędził we Wrocławiu, mężczyzna został oskarżony o gwałt i morderstwo. W 2004 roku został skazany na 25 lat więzienia, chociaż nigdy nie przyznał się do winy. W trakcie procesu wielokrotnie powtarzał, że obciążające go zeznania złożone po zatrzymaniu zostały na nim wymuszone groźbami i zastraszaniem.

W 2017 roku pojawiły się nowe dowody, które wskazywały na winę Ireneusza M., który odsiadywał wówczas wyrok za inne gwałty. Mężczyzna już w 1997 roku przyznał śledczym, że był na dyskotece i posesji, gdzie zamordowano dziewczynę, bo trzymał tam alkohol i rower. Drugi z oskarżonych w sylwestra 1997 roku był ochroniarzem w dyskotece, w której bawiła się nastolatka.

W maju 2018 roku, po 18 latach - w sumie 6540 dniach - w więzieniu, Tomasz Komenda został uznany za niewinnego.