Ks. Isakowicz-Zaleski o milczeniu kardynała Dziwisza ws. pedofilii. "Okaże się, że król jest nagi"

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski po raz kolejny wyraził nadzieję, że kardynał Stanisław Dziwisz przyzna, że już przed paroma laty wiedział o przypadkach pedofilii w Kościele i nic z nimi nie zrobił. - Gdy zostanie potwierdzone, że wiedział o pewnych rzeczach i nie chciał się nimi zająć, to dla wielu okaże się, że król jest nagi - powiedział w rozmowie z Onetem. Ponownie zaznaczył też, iż ma dowody, że informował o tym biskupa w liście z 2012 roku.

- Kardynał Dziwisz dla wielu w Kościele ciągle jest wielkim autorytetem. Dziś ten autorytet poddawany jest próbie - powiedział w rozmowie z Onetem ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który w ostatnich tygodniach ujawnił, że jeszcze w 2012 roku przekazał kardynałowi Dziwiszowi informacje o możliwym wykorzystywaniu nieletnich przez księdza Jana Wodniaka, proboszcza parafii w Międzybrodziu. Historię jego ofiar, które od lat domagały się sprawiedliwości, opisał Onet

Zobacz wideo skazano go prawomocnym wyrokiem Kongregacji Nauki Wiary

Ks. Isakowicz-Zaleski o kard. Dziwiszu: Okaże się, że król jest nagi

Jak opisywaliśmy, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski opublikował treść listu, który - jak wskazywał - osobiście przekazał w 2012 roku kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi podczas wizyty w kurii krakowskiej. Te słowa spotkały się z reakcją kard. Dziwisza, który we wtorek wydał oświadczenie w sprawie. Stwierdził w nim m.in., że w przeszłości nie otrzymał żadnych dokumentów w tej sprawie, a w dniu, w którym miał rzekomo otrzymać list od Isakowicza-Zaleskiego, "przebywał z pielgrzymką". Wówczas Isakowicz-Zaleski podkreślał, że "sekretarz kardynała prowadzi dokładny harmonogram zajęć i wizyt, więc można łatwo sprawdzić, którego to było dnia dokładnie". Kard. Dziwisz nadal zapiera się, że listu wraz z obszerną dokumentacją sprawy nie otrzymał.

- Ten fakt jest tak dobrze udokumentowany, że nie powinno być nawet dyskusji. Kardynał postępuje dziś absurdalnie - powiedział w rozmowie z Onetem ks. Isakowicz-Zaleski. Jak dodał, jego zdaniem Dziwisz dopuścił się zaniedbania, bo nieprzekazanie sprawy do Watykanu w 2012 roku "było ewidentnym złamaniem decyzji tak dwóch kolejnych papieży: Jana Pawła II i Benedykta XVI, jak i Franciszka".

Jak dodaje ks. Isakowicz-Zaleski, liczył na to, że "Dziwisz przyzna się i powie prawdę".

Gdy wręczyłem mu list, w którym poruszyłem siedem bardzo ważnych spraw, w tym sprawę p. Szymika, on zaczął przeglądać te dokumenty, a o niektóre sprawy nawet dopytywał (...)  Rozumiem, że ktoś może nie chcieć zmierzyć się z prawdą, ale nie można w tak absurdalny sposób zaprzeczać faktom
Gdy zostanie potwierdzone, że wiedział o pewnych rzeczach i nie chciał się nimi zająć, to dla wielu okaże się, że król jest nagi

- powiedział.

Czytaj też: Terlikowski: Dziwisz się doprosił. List ujawniony przez Isakowicza-Zaleskiego jest wstrząsający

Sprawa pedofilii w parafii w  Międzybrodziu. "Ksiądz mówił, że się we mnie zakochał"

W niedawnym reportażu Onetu opisano historię Janusza Szymika, który jako nieletni ministrant przez kilka lat był molestowany przez księdza Jana Wodniaka. Duchowny przez 35 lat był proboszczem parafii w Międzybrodziu Bialskim. Ostatecznie dopiero w 2014 roku ks. Wodniak został usunięty z parafii, a następnie skazano go prawomocnym wyrokiem Kongregacji Nauki Wiary (nigdy jednak nie trafił do więzienia, trafił w tzw. miejsce odosobnienia). Poszkodowany informował o swojej historii ówczesnego biskupa Tadeusza Rakoczego, ale duchowny nie podjął jednak żadnych działań w tej sprawie. 

Parafianie nigdy nie usłyszeli powodów usunięcia ks. Wodniaka z parafii, choć w Międzybrodziu od dawna krążyły plotki na temat jego kontaktów z nieletnimi. - Wodniak sobie wybierał chłopców. Zawsze miał swojego pupilka, takiego jednego z grupy, z pokolenia, w którym był zakochany, a dodatkowo miał zawsze jeszcze kilku innych, którymi się otaczał. My po prostu przez ponad 30 lat byliśmy jego folwarkiem pańszczyźnianym, tylko zamiast dziewek byli chłopcy - mówiła jedna z mieszkanek w rozmowie z Onetem.

Poszkodowany przez ks. Wodniaka mężczyzna mówił w rozmowie z "Gazetą Wyborczą Katowice": - Mam dość przemilczania tego, co się stało. Chcę sprawiedliwości, a sprawiedliwie będzie, jeśli ksiądz Jan pójdzie do więzienia.

Jak dodał, gdy ksiądz go wykorzystywał, miał 12 lat, a o sprawie nie był w stanie powiedzieć rodzicom. Przypłacił to późniejszym leczeniem psychiatrycznym. Jego relacja jest wstrząsająca. - Wykorzystał mnie kilkaset razy. Rozbierał mnie, zmuszał do seksu oralnego. (...) Czasem próbowałem go odpychać, ale ksiądz mówił, że się we mnie zakochał - wyliczał mężczyzna w rozmowie z "GW".