Dziennikarze "Interwencji" Polsatu News opisują historię 59-letniego Mikołaja Jerofiejewa, który przyjechał do Polski w 1989 roku do obsługi wojsk Armii Czerwonej, stacjonującej pod Bolesławcem. Po wyjeździe wojsk pan Mikołaj postanowił zostać w Polsce i zatrudnił się na fermie drobiu.
Pewnego dnia dotarła do niego plotka, że nielegalni pracownicy będą wyłapywani i odsyłani do swoich krajów. Mężczyzna został więc przewieziony przez pracodawcę do innego miejsca. Rosjanin przez 23 lata pracował na fermie niemal non stop i nie otrzymywał wynagrodzenia. Przyznał też, że często był głodny, a pracodawcy do jedzenia dawali mu popsute jedzenie. Dodatkowo właściciele fermy nie pozwalali mu wychodzić do miasta oraz zabrali mu dokumenty. Mężczyzna był też bity.
- Nie miałem pojęcia, gdzie miałbym się stamtąd wyrwać, nikogo nie znam. Ludzie ogólnie się ich bali, nikt nie chciał z nimi zadzierać - dodaje pan Mikołaj. Mężczyźnie uciec pomogła Jolanta Matejko. Teraz Rosjaninowi pomagają Ewa i Krzysztof Tyszkiewiczowie, którzy zapewnili mu mieszkanie, pracę, adwokata oraz przygarnęli psa ze schroniska, by mężczyzna nie czuł się samotny.
Mimo tego 59-latek chce zostać w Polsce. Jego obrońca Dominik Góra uważa, że jego przypadek wpisuje się w handel ludźmi i wykorzystywania do niewolniczej pracy, dlatego sprawa została już zgłoszona do Straży Granicznej i prokuratury.