To jego oskarżono po Tomaszu Komendzie. Norbert Basiura w rozmowie z WP: Nie zabiłem

Sprawą niesłusznego skazania Tomasza Komendy za zabójstwo Małgorzaty K. i jego uniewinnienia po 18 latach spędzonych w więzieniu żyła cała Polska. Teraz na jego miejscu na ławie oskarżonych zasiada Norbert Basiura (zgodził się na ujawnienie imienia i nazwiska). Wkrótce usłyszy wyrok. W rozmowie z dziennikarką Wirtualnej Polski mężczyzna przekonuje o swojej niewinności.

Do gwałtu i zamordowania 15-letniej Małgorzaty K. w Miłoszycach pod Wrocławiem doszło podczas sylwestrowej dyskoteki 23 lata temu (1996-1997). To właśnie za tę zbrodnię niesłusznie oskarżono Tomasza Komendę, który spędził następnie w więzieniu 18 lat.

Norbert Basiura o Małgorzacie K.: Nie kojarzę jej

Teraz przed sądem, oskarżony o te same zarzuty, odpowiada Norbert Basiura - strażak, który w czasie, gdy zginęła Małgosia, pełnił funkcję ochroniarza na wspomnianej dyskotece. Dowodem jego winy mają być ślady nasienia ujawnione na ubraniu zamordowanej dziewczyny przez ekspertów w dziedzinie badania DNA. W trakcie postępowania przesłuchano również świadków.  - Widziałem, jak Norbert Basiura wyprowadzał Małgosię z dyskoteki, a potem zniknął na trzy godziny - mówił jeden z nich, cytowany przez wrocławską Wyborczą.

Początkowo Basiura mówił, że mógł całować się z jakąś dziewczyną, przez co na jej ubraniu pozostały ślady jego nasienia. W trakcie przesłuchań wspominał także o "seksie niepłciowym". Obecnie jednak całkowicie zaprzecza, jakoby znał Małgorzatę K. Mówi, że policjant, który sporządzał notatkę z przesłuchania "źle zinterpretował" jego słowa.

"Tam było tak dużo osób, że jej nie pamiętam. Moja praca polegała na sprzedawaniu biletów przy wejściu. Jeśli wchodziła na dyskotekę, to musiała mnie minąć. Kupiła bilet u mnie lub u mojego kolegi. Tam było jednak około 200 osób. Nie kojarzę jej" - wyznaje Basiura w rozmowie z wp.pl.

Norbert Basiura o badaniach DNA: Sam biegły wykazał zdziwienie na rozprawie

Mężczyzna kwestionuje również badania DNA, które są koronnym dowodem oskarżenia.

"Przypominam, iż przed laty biegli wykluczyli moje DNA. Teraz inny biegły mówi coś innego. Nie rozumiem tego, zwłaszcza że dokumentacja, którą dostarczył biegły na żądanie obrońcy, wskazuje na wiele błędów i niejasności. To badanie jest nierzetelne. To, co przedstawia prokuratura, jest straszne i nie ma poparcia w materiale dowodowym." - mówi. Jego zdaniem próbki, które mają być dowodami jego winy, są wadliwe.

"Chciałbym wskazać kilka anomalii i wątpliwości: raz ta sama próbka mogła być przebadana, a raz nie. Na rajstopach DNA ofiary zdegradowało, a znaleziono zbieżne z moim i to zachowane w czystej postaci. – jak to możliwe? Po 20 latach DNA jest lepsze niż to pobrane z policzka w 2018 roku? Zresztą sam biegły wykazał zdziwienie na rozprawie co do takiej czystej postaci zachowanego materiału" - wymienia mężczyzna i dodaje, że od samego początku prosił o badanie wariografem, na które jednak nie wydano zgody.

Oskarżony twierdzi zdecydowanie, że jest niewinny i współczuje Tomaszowi Komendzie. Na pytanie o to, czy ma coś wspólnego ze śmiercią 15-latki, odpowiada: "Nie, nie mam. Nie znałem tej dziewczyny. Nie odprowadzałem jej. Nigdy nie byłem na podwórku, gdzie została znaleziona. Nie zgwałciłem jej i jej nie zabiłem".

Zobacz wideo Płock. 20-letni kurier porwany i zamordowany w lesie. "Był wożony w bagażniku przez kilka godzin"