Twierdzili, e wyzwalaj lud z "polskiego jarzma". Dzisiaj nawet Putin korzysta z tej propagandy

Ratowa Biaorusinw i Ukraicw, wyzwala lud spod z jarzma polskich generaw i obszarnikw, chroni przed chaosem wobec upadku II Rzeczpospolitej. Przekraczajc 17 wrzenia 1939 roku granic Polski, Sowieci mieli ju przygotowan narracj. wczesna propaganda yje do dzisiaj. Powiela j sam Wadimir Putin.

Współczesny rosyjski nacjonalizm nie dopuszcza możliwości, że ZSRR zrobiło coś złego. Ewentualnie podejmowano trudne decyzje, wobec braku alternatyw. Na przykład podpisując pakt o nieagresji z III Rzeszą. Do wybielania przeszłości używa się przy tym oficjalnej radzieckiej propagandy, która okazała się być wyjątkowo trwała.

W grudniu 2019 roku Putin stwierdził między innymi, że wojsko ZSRR wkroczyło do Polski, ponieważ "polski rzd utracił już wówczas kontrolę nad krajem". Co więcej, radzieccy żołnierze mieli "ocalić znaczną liczbę mieszkańców wschodniej Polski, zwłaszcza Żydów, ponieważ inaczej zostaliby wymordowani przez nazistów". Jako żywo, jest to współczesna mutacja radzieckiej narracji z 1939 roku, przy pomocy której usprawiedliwiano agresję na Polskę. Co dokładniej wówczas głoszono?

Bo tak trzeba było

Radzieckie wojsko przekroczyło wschodnią granicę II RP 17 września o świcie. Było to ponad pół miliona żołnierzy, kilka tysięcy czołgów i samolotów. Siły przytłaczające, biorąc pod uwagę, że polskie wojsko już od dwóch tygodni zmagało się na zachodzie z Niemcami i te zmagania sromotnie przegrywało. Na wschodzie nie było szans na obronę, a jedynie na opóźnianie nieuniknionego. Sam marszałek Edward Rydz-Śmigły, Naczelny Wódz, wystosował rozkaz, aby generalnie "z bolszewikami nie walczyć", tylko jak najszybciej wycofywać się ku granicy Rumunii. Co też się działo.

Wkraczając, sowieckie wojsko nie napotykało więc wielkiego oporu. Dzięki temu propaganda Moskwy miała łatwiejsze zadanie. Podstawowym jej przesłaniem było bowiem stwierdzenie, że 17 września 1939 roku Polski już właściwie nie było. Przestała istnieć jako państwo, wobec niemieckiego najazdu. Pozostała tylko przestrzeń, którą wcześniej zajmowało. Tak stwierdzono między innymi w nocie, przedłożonej polskiemu ambasadorowi w Moskwie świtem w dniu inwazji.

Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni operacji wojennych Polska utraciła wszystkie swoje rejony przemysłowe i ośrodki kulturalne. Warszawa przestała istnieć jako stolica Polski. Rząd Polski rozpadł się i nie przejawia żadnych oznak życia. Oznacza to, iż państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Wskutek tego traktaty zawarte między ZSRR a Polską utraciły swą moc. Pozostawiona sobie samej i pozbawiona kierownictwa, Polska stała się łatwym polem wszelkiego rodzaju niebezpiecznych i niespodziewanych akcji, mogących zagrozić ZSRR. Dlatego też rząd radziecki, który zachowywał dotąd neutralność, nie może pozostać dłużej neutralnym w obliczu tych faktów.

Taka narracja miała na celu przekonanie świata, że ZSRR wcale nie dokonuje agresji na Polskę pod rękę z III Rzeszą. To by było przecież naganne. ZSRR podejmuje trudną, ale konieczną decyzję, kierują się troską o bezpieczeństwo swoich granic i o los ludności, zamieszkującej wschodnią część niebyłej Polski. Choć faktycznie rząd RP pozostawał na terytorium państwa i próbował kierować jego obroną, Warszawa się broniła, na nieokupowanym terytorium funkcjonowała administracja państwowa, a sam fakt przegrywania wojny nie powodował, że można było sobie ot tak uznać jakieś państwo za niebyłe. Na tej zasadzie można by było uznać ZSRR za niebyłe w listopadzie 1941 roku, kiedy niemieckie czołówki pancerne zbliżały się do  przedmieść Moskwy, a większość radzieckich władz centralnych w popłochu uciekała na wschód.

Równocześnie od lat propagowano jeszcze inną wizję rzeczywistości. Polska była w niej nie trupem, ale wrogiem. Takim, z którego opresyjnego jarzma trzeba było wyzwolić lud pracujący miast i wsi. Przesłanie było prawie identyczne do tego, sprzed dwóch dekad i wojny polsko-bolszewickiej. Polscy kapitaliści i obszarnicy pod rękę z klerem mieli wyzyskiwać ludność Kresów, a armia sowiecka miała ich od tego wyzwolić, w zamian przynosząc wolność komunistyczną, dobrobyt i bezpieczeństwo. Wokół tej narracji obraca się większość odezw skierowanych zarówno do ludności Kresów, jak i zagrzewających do walki czerwonoarmistów. Twierdzono nawet, że Białorusini i Ukraińcy powstali już przeciw swoim ciemiężycielom i trzeba im pomóc w ich wolnościowej rewolucji.

Radziecki plakat propagandowy z 1939 rokuRadziecki plakat propagandowy z 1939 roku Fot. domena publiczna

W dniu inwazji żołnierzom ruszającym do ataku na terenach współczesnej Białorusi odczytano taki rozkaz dowódcy Frontu Białoruskiego komandarma Michaiła Kowalowa.

Nadszedł czas wyzwolenia bratnich narodów zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainy od ucisku polskich obszarników i kapitalistów. Już od 20 lat policyjny but piłsudczyków bezkarnie depcze rodzinne ziemie naszych braci Białorusinów i Ukraińców. Ziemie te nigdy nie należały do Polaków. Te rdzenne ziemie białoruskie i ukraińskie zagarnęli polscy generałowie i obszarnicy w te dni, gdy republika sowiecka, broniąc się przed licznymi siłami kontrrewolucji była jeszcze niedostatecznie silna. […] W zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainie wniósł się czerwony sztandar powstania. Zapłonęły dwory obszarnicze. Zaczęli miotać się generałowie. Skierowali oni karabiny maszynowe i działa przeciw powstańcom. Ale nic nie jest w stanie ugasić gniewu narodów zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainy. Poprzez huk dział słyszymy wezwanie narodu białoruskiego: – Na pomoc! Na pomoc, towarzysze! My nie mamy już sił, by znosić ucisk obszarników i generałów.

Podobną narrację Moskwa suflowała już od dawna. Fakt, że Polska kontrolowała znaczne tereny współczesnej Białorusi i Ukrainy, regularnie uznawano za "niesprawiedliwość historyczną". Bo przecież naturalnie powinny te tereny być pod kontrolą Moskwy. Tak jak od czasów rozbiorów I Rzeczpospolitej.

Przesłanie wiecznie żywe

Narracja sowiecka z 1939 roku jest mocno uniwersalna. W historii nie tylko ZSRR określało cel swojej napaści jako "państwo upadłe", represyjne i deklarowało chęć wprowadzenia na jego terytorium porządku oraz zapewnienia bezpieczeństwa ludności. Ostatnio niemal identyczną retorykę Rosjanie stosowali przy okazji dokonywania agresji na Ukrainę w 2014 roku. Rząd w Kijowie też miał nie kontrolować sytuacji w swoim kraju, być represyjnym wobec części obywateli a ci, zwłaszcza mieszkający przy granicy z Rosj, potrzebowali ochrony i zapewnienia prawa do samostanowienia. Czyli to nie była agresja. To była pomoc dla mieszkańców Krymu i Donbasu.

Nie może więc dziwić, że radziecka wersja wydarzeń z 17 września 1939 roku jest nadal aktualna przynajmniej dla części Rosjan. W tym dla Władimira Putina. Zwłaszcza że pomaga unikać zmierzenia się z niewygodną prawdą, iż ZSRR agresję na Polskę zaplanowało i przeprowadziło we współpracy z III Rzeszą. Wynika to wprost z podpisanego 23 sierpnia 1939 traktatu o nieagresji, nazywanego paktem Ribbentrop-Mołotow. Zwłaszcza jego tajnego protokołu dodatkowego, zawierającego ustalenia odnośnie podziału wpływów w Europie Wschodniej, w tym podział terytoriów II RP.

Nie przeszkadza to obecnemu przywództwu Rosji powielać narracji ZSRR z 1939 roku, zrzucać wszelką winę za wybuch wojny na Niemcy, państwa zachodnie i Polskę, oraz przedstawiać Rosję jako ofiarę niemieckiej agresji w 1941 roku.

Zobacz wideo