W sanepidzie od początku epidemii nie zwiększono zatrudnienia. Pracownikom pomagały rodziny

W jednostkach sanepidu w Polsce od początku epidemii koronawirusa nie zwiększono zatrudnienia, a poza przesunięciami kadrowymi nowych osób niemal nie zatrudniano - potwierdził rzecznik GiS Jan Bondar w rozmowie z Gazeta.pl. Jednocześnie placówki były skrajnie przeciążone - do tego stopnia, że niektórym pracownikom nieodpłatnie pomagali członkowie ich rodzin. Pomoc z rządu ma nadejść - do końca roku do poszczególnych ośrodków sanepidu trafić ma 50 milionów złotych.

Pracownicy sanepidu od początku epidemii koronawirusa w Polsce są niezwykle przeciążeni - pracują niemal 24 godziny na dobę, a do ich zadań należy m.in. koordynowanie działań związanych kwarantanną i izolacją domową. Muszą też prowadzić skrupulatną dokumentację, ustalać kontakty osób zakażonych, decydować o zamykaniu placówek publicznych i odbierać setki telefonów dziennie od osób, które podejrzewają u siebie koronawirusa. Dodatkowo wciąż zajmują się innymi kwestiami, które należały do ich obowiązków przed epidemią.

Ze względu na rosnący chaos i niedofinansowanie jednostek - mierzą się też z pretensjami dzwoniących do nich osób. Połączenia odbierane są non stop, a i tak wiele osób ma problemy z dodzwonieniem się na infolinię. Jak alarmowali nasi czytelnicy, czasami trzeba wykonywać po kilkaset prób, by doczekać się na połączenie z którąś z regionalnych jednostek.

Zobacz wideo O czym musimy pamiętać, jeśli wybieramy się w podróż publicznym środkiem transportu?

Czytaj więcej: Wynik pozytywny, z sanepidem zero kontaktu. "Totalny chaos. Równie dobrze mogliśmy iść zarażać dalej"

W sanepidzie nie zwiększono zatrudnienia od początku epidemii. Rzecznik: Pracowników delegowano do innych oddziałów

Mimo to w sanepidzie od początku epidemii koronawirusa, która trwa w Polsce od marca, nie zwiększono zatrudnienia - informację o tym potwierdził w rozmowie z Gazeta.pl rzecznik Głównej Inspekcji Sanitarnej. - Poza czasowymi przesunięciami kadrowymi między stacjami nie było istotnego czy zauważalnego zwiększenia liczby etatów - przyznał. Jak przekazał, powiatowe i wojewódzkie stacje sanitarno-epidemiologiczne są częścią administracji zespolonej w województwie, więc kwestie zatrudnienia należą do poszczególnych wojewodów, a nie do GIS. By odciążyć pracowników w czasie pandemii, podejmowano więc inne działania - m.in. do niektórych jednostek "ściągano posiłki" z sąsiednich sanepidów. 

Łączna liczba pracowników, którzy byli delegowani do innych województw to ponad 320 osób. Państwowi Wojewódzcy Inspektorzy Sanitarni delegowali też pracowników pomiędzy powiatami - na stałe w pionie przeciwepidemicznym Inspekcji Sanitarnej jest zatrudnionych 1 734 osoby; w laboratoriach Inspekcji ponad 3300 pracowników
Główny Inspektor Sanitarny finansuje działalność 10 granicznych stacji sanitarno-epidemiologicznych, dla których jest podmiotem tworzącym. Niemniej jednak w związku z epidemią COVID-19 i wobec ogromu zadań, które realizuje Państwowa Inspekcja Sanitarna, Główny Inspektor Sanitarny podjął działania na szczeblu centralnym służące wzmocnieniu zarówno kadrowemu jak i finansowemu wojewódzkich i powiatowych stacji sanitarno-epidemiologicznych

- podkreślił w rozmowie z Gazeta.pl.

Jak dodał, w ramach działań wspierających do realizacji działań podejmowanych w związku z epidemią zostali przekierowani pracownicy z innych pionów - m.in. z nadzoru nad bezpieczeństwem żywności, z nadzoru nad chemikaliami, z higieny pracy, z nadzoru zapobiegawczego. Stacjom sanepidu przekazano też blisko 100 samochodów i ponad 400 laptopów.

"Łzy są, i to codziennie". Sanepid zawnioskował o dofinansowanie w kwocie 50 mln zł do końca roku

To, jak wygląda praca w sanepidzie od środka, pokazano w reportażu Dariusza Kubika w "Czarno na białym" TVN 24. Pracownicy opowiadali m.in., że bardzo często zdarza im się płakać z przepracowania i bezsilności, a rząd nie zapewnił im wsparcia w przygotowaniu systemu informatycznego do zbierania danych. - Ja mam trzy telefony na biurku, któryś muszę wybrać - mówiła jedna z pracownic sanepidu w Nowym Sączu. - Czasem te emocje nas po prostu przerastają. Człowiek chciałby każdemu pomóc, ale nie jest w stanie. Łzy są, są i to codziennie - dodała inna, podkreślając, że przez ostatnie pół roku "pracuje siedem dni w tygodniu, trzydzieści dni w miesiącu". - Czasem o północy wysyłam smsy - wskazywała. W rozmowach z TVN 24 pracownicy przyznawali, że w jednostkach sanepidu pracy było tak dużo, że niektóre osoby z rodzin pracowników decydowały się na pracę za darmo. Było tak w przypadku męża jednej z pracownic, który zdecydował się jej pomóc. - Widział moje łzy i sfrustrowanie - tłumaczyła jedna z kobiet zatrudnionych w jednostce. Pracy było tak dużo, że do odbierania telefonów od osób z podejrzeniem koronawirusa przeszkolono też kierowców. Sanepidy nie dysponowały również ujednoliconym systemem informatycznym, do którego można by wprowadzać dane pacjentów. W tworzeniu systemów prowizorycznych również pomagali bliscy pracowników. 

Rzecznik GIS Jan Bondar w rozmowie z Gazeta.pl przekazał, że obecnie trwa proces cyfryzacji Państwowej Inspekcji Sanitarnej prowadzony przez Ministerstwo Cyfryzacji. 

Zawnioskowano też o dofinansowanie Państwowej Inspekcji Sanitarnej do końca bieżącego roku o 50 mln oraz zwiększenie budżetu w roku 2021 o kwotę ponad 190 mln zł

- podkreślił.

Jak opisywaliśmy na Gazeta.pl, wielu pracowników sanepidu wciąż zarabia nawet mniej, niż wynosi płaca minimalna. Prace nad rozporządzeniem, które ma umożliwić podniesienie ich zarobków, rozpoczął jednak dopiero nowy minister zdrowia. - Pracownicy sanepidu zawsze byli traktowani po macoszemu. W kwestii podwyżek staliśmy na końcu kolejki. Sądziliśmy jeszcze niedawno, że epidemia coś zmieni, że władze zrozumieją, iż jesteśmy istotni. Niestety, w ślad za zwiększeniem obowiązków nie poszły w zasadzie żadne pieniądze - mówił jeden z pracowników. Nawet gdy rozporządzenie wejdzie w życie, część pracowników inspektoratów podwyżek może nie zobaczyć, bo znajdują się w gronie 550 tys. osób sfery budżetowej objętych przez rząd zamrożeniem płac. 

Czytaj więcej: Płace w sanepidach często ledwie przekraczają minimalną. Nawet po kilkudziesięciu latach pracy