Zakaz lotów wokół domu Ziobry. Ekspert lotniczy: To przerost formy nad treścią

Wokół domu ministra Zbigniewa Ziobry obowiązuje strefa ograniczenia lotów. Nie można tam latać dronami czy samolotami poniżej wysokości 600 m. - Nie znam innych przypadków takiej strefy nad prywatnym domem polityka - mówi w rozmowie z Gazeta.pl ekspert lotniczy Grzegorz Brychczyński. Jak dodaje, taki zakaz w tym miejscu jest trudny do egzekwowania.

W okolicy Warszawy - niemal "w szczerym polu" - znajduje się strefa ograniczenia ruchu lotniczego o promieniu 600 m. Nie znajduje się tam lotnisko, obiekt wojskowy czy inny wrażliwy z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, a dom ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry - informowała w czwartkowym wydaniu "Gazeta Wyborcza".

W strefie wokół posiadłości ministra samoloty czy drony (z wyjątkiem państwowych czy ratunkowych) nie mogą latać poniżej 600 metrów. "Wyborcza" zwraca uwagę, że zakaz lotów i inne środki podejmowane przez Służbę Ochrony Państwa wobec Ziobry to poziom ochrony, jaki nie przysługuje żadnemu politykowi z wyjątkiem prezydenta. 

- To przerost formy nad treścią. Dlaczego na przykład nad domem ministra obrony nie ma takiej strefy zamkniętej? - komentuje w rozmowie z Gazeta.pl ekspert lotniczy Grzegorz Brychczyński. - Nie znam innych przypadków takiej strefy nad prywatnym domem polityka. To incydent, zupełnie niepotrzebny, a powodujący śmieszność - dodaje. 

Brychczyński ocenia, że takie ograniczenie lotów w tym miejscu będzie trudne do wyegzekwowania czy udowodnienia wykroczenia w przypadku jego złamania. - To sytuacja niespotykana i nieracjonalna - mówi. Według odpowiedzi nadesłanej "Wyborczej" przez resort sprawiedliwości przyczyną wydania takiego zakazu jest wiarygodna informacja o zleceniu zabójstwa ministra przez mężczyznę oskarżonego o kierowanie grupą przestępczą. Mężczyzna został już zatrzymany i przebywa w areszcie. Brychczyński komentuje:

Każdy, kto pełni odpowiednią funkcję publiczną i jest zagrożony, ma osobistą ochronę. Taką ma też pan minister Ziobro. Stosowanie środków dodatkowych i niedających się zweryfikować pod kątem karnoprawnym jest nieracjonalne.

Zakaz jak na najważniejszymi obiektami w państwie

Jak wyjaśnia ekspert, Polska Agencja Żeglugi Powietrznej ma "prawo, a nawet obowiązek" ograniczania lotów nad obiektami szczególnie chronionymi, związanymi z wywiadem, kontrwywiadem, wojskiem; nad miejscowościami o danej gęstości zaludnienia; nad obszarami zabudowanymi. Określona jest tam minimalna wysokość przelotu. 

- W tych miejscach nie wolno zniżyć się samolotom - poza wyjątkami - chyba że to sytuacja awaryjna. Pilot samolotu czy szybowca musi znać trasę przelotu i mieć aktualną mapę lotniczą - mówi Brychczyński. Takie strefy są wyznaczane np. w okolicy lotnisk, by nie doszło do zderzenia samolotów z mniejszymi maszynami czy dronami, a także ze względów bezpieczeństwa nad innymi ważnymi obiektami, jak jednostki wojskowe, czy budynki rządowe lub Pałac Prezydencki i Biuro Bezpieczeństwa Narodowego w Warszawie. 

"Pytanie, kto to ma nadzorować?"

- W tym konkretnym przypadku, gdzie ta strefa ma promień 600 metrów, robione jest to pod kątem dronów. Ich operatorzy muszą mieć uprawnienia i wiedzą, gdzie nie mogą latać. Są też drony - zabawki, które są w stanie latać nawet do wysokości 100-150 metrów. Bywa, że ktoś kupi taką zabawkę i nic nie wie o przepisach i bezpieczeństwie - mówi Brychczyński.  

- Pytanie, kto to ma nadzorować? Trudno postawić tam policjanta, żeby wypatrywał, czy jakiś dron tam nie leci. Interwencja może odbywać się na zgłoszenie, że naruszona została ta strefa - zwraca uwagę ekspert. Obiekty, takie jak budynki rządowe czy wojskowe, i tak są chronione przez odpowiednie służby. Jednak dom ministra nie jest takim miejscem. Jak mówi Brychczyński:

Jeżeli została wyznaczona ta strefa, to za tym powinno iść polecenie dla służb, by to egzekwowały. Ta strefa jest jak polana w środku lasu - dookoła nie ma innych ograniczeń. I musimy postawić funkcjonariusza, żeby pilnował tej 600-metrowej strefy. To śmieszność.

"Nikt nie będzie do tego drona strzelał"

- Naruszenie strefy to złamanie prawa, ujęte w ustawie. Unieszkodliwianie dronów jest technicznie możliwe, ale nie ma takiej procedury w wypadku złamania takiego zakazu. Na przykład nad Biurem Bezpieczeństwa Narodowego też nie wolno latać, ale nikt nie będzie do tego drona strzelał - mówi ekspert. 

Za złamanie art. 212. Prawo lotnicze - czyli m.in. naruszenie zakazów lub ograniczeń lotów wprowadzone ze względu na konieczność wojskową, lub bezpieczeństwo publiczne - grozi do pięciu lat więzienia. Teoretycznie Prawo lotnicze zezwala służbom na zniszczenie, unieruchomienie lub przejęcie kontroli nad dronem, jeśli ten znajduje się w strefie ograniczenia lub zakazu lotów. Czy w praktyce jest to stosowane? 

- Systemy do niszczenia dronów są stosowane przede wszystkim tam, gdzie jest duże ryzyko kolizji w ruchu powietrznym. Ale w takim przypadku, jak działka pana ministra, wątpię, żeby ktoś zafundował z budżetu państwa baterię rakiet przeciwlotniczych - komentuje Brychczyński. 

Więcej o: