Wybuch gazu w Białymstoku. Są nowe ustalenia. Straż publikuje zdjęcia zniszczonego domu

Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Białymstoku opublikowała zdjęcia budynku przy ul. Kasztanowej, zniszczonego w wyniku wybuchu gazu. W chwili eksplozji w domu przebywały cztery osoby - nikogo nie udało się uratować. Według wstępnych ustaleń policji winnym tragedii 47-letni mężczyzna, który zabił swoją córkę, żonę i teściową, a później uszkodził instalację gazową.

W poniedziałek w Białymstoku doszło do wybuchu gazu w jednym z domów przy ulicy Kasztanowej. W chwili eksplozji w budynku przebywała czteroosobowa rodzina. Niestety nikogo nie udało się uratować. 

- Okna i drzwi zostały wyrzucone na zewnątrz. Na ulicy mężczyzna restytuował dziewczynkę. Kiedy strażacy weszli wcześniej do środka, to zakręcili gaz i znaleźli trzy osoby dorosłe bez czynności życiowych. Wszystkich ewakuowaliśmy na zewnątrz i przekazaliśmy pogotowiu. Mimo prowadzonej resuscytacji nie udało się przywrócić czynności życiowych - relacjonował wcześniej jeden ze strażaków.

Zobacz wideo Policja zatrzymała 27-latka, który pobił i utopił w stawie swojego znajomego

Wybuch gazu w Białymstoku. Według policji doszło do rozszerzono samobójstwa

W chwili wybuchu w budynku przebywała czteroosobowa rodzina: dziewczynka w wieku ok. 10 lat oraz rodzice i babcia dziecka. Początkowo wydawało się, że czteroosobowa rodzina zginęła w wyniku tragicznego wypadku. Jednak już po kilku godzinach policja przedstawiła pierwsze ustalenia, mówiące o tym, że 47-letni ojciec rodziny dokonał rozszerzonego samobójstwa. 

Jak informował "Kurier Poranny", policja potwierdziła, że na ciałach dziewczynki oraz jej matki i babci ujawniono zadane nożem rany cięte i kłute, a 47-latek miał na szyi wisielczą pętlę. Właśnie dlatego śledczy przyjęli wersję o rozszerzonym samobójstwie. Mężczyzna najpierw miał zabić córkę, żonę i teściową, a później uszkodzić instalację gazową. Jeszcze przed wybuchem popełnił samobójstwo. 

W rodzinie dochodziło do przemocy. Mężczyzna miał zakaz zbliżania się bliskich

Według ustaleń TVN24, rodzina była objęta procedurą niebieskiej karty. W domu przy ul. Kasztanowej mężczyzna nie mieszkał już od 30 maja - miał bowiem zakaz zbliżania się do bliskich. 

- Mężczyzna stosował przemoc wobec swojej rodziny. Wdrożona została procedura uruchomienia niebieskiej kary. Czynności procesowe wtedy wszczęte doprowadziły do postawienia mu zarzutów - powiedział w TVN24 podinspektor Tomasz Krupa, rzecznik prasowy Podlaskiej Policji. Akt oskarżenia przeciw 47-latkowi trafił do sądu w lipcu.  

Ze względu na wagę i zawiłość sprawy, śledztwa nie będzie prowadzić właściwa miejscowo prokuratura rejonowa - zajmie się nim bowiem Prokuratura Okręgowa w Białymstoku.  

Więcej o: