Uczestniczył w proteście pod ambasadą Białorusi w Warszawie. Teraz ma zapłacić aż 98 tys. złotych

Dwa tygodnie temu na ogrodzeniu białoruskiej ambasady w Warszawie namalowano czerwoną linię, symbolizującą narodową flagę tego kraju. Michał Wojcieszczuk, jeden z uczestników zgromadzenia, przekazał w rozmowie z Gazeta.pl, że po tym wydarzeniu prokuratura przedstawiła mu zarzut z art. 288 § 1 Kodeksu karnego, a białoruska strona wyceniła szkodę na... niemal 98 tys. złotych.

11 sierpnia, a więc dwa dni po wyborach prezydenckich na Białorusi, zorganizowano protest pod ambasadą tego kraju w Warszawie. Solidaryzujący się z Białorusinami Polacy rozwiesili na ogrodzeniu banery z pacyfistycznymi hasłami (m.in. "Ludzie wolni są braćmi"). Z kolei na płocie od strony ul. Kosiarzy pojawiła czerwona linia, mająca symbolizować zakazaną przez reżim Alaksandra Łukaszenki narodową flagę Białorusi.  

Na miejscu pojawiła się policja. Podkom. Robert Koniuszy, oficer prasowy Komendy Rejonowej Policji dla Mokotowa-Wilanowa-Ursynowa, przekazał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że zatrzymanym postawiono zarzut z art. 63A Kodeksu wykroczeń, czyli wywieszania afiszy lub ogłoszeń bez zgody właścicieli obiektu. Banery zdjęto, ale namalowany, czerwony pas pozostał.

Ambasada Republiki Białorusi w WarszawieAmbasada Republiki Białorusi w Warszawie Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Uczestnik protestu pod ambasadą Białorusi z zarzutami. Linia na płocie wyceniona na 98 tys. zł

Jak się okazuje, uczestnikom wydarzeń z 11 sierpnia postawiono później zdecydowanie poważniejsze zarzuty. W rozmowie z Gazeta.pl Michał Wojcieszczuk, który tego dnia był pod białoruską ambasadą. 

- Tuż po proteście zostaliśmy "zaproszeni" na komisariat policji, gdzie wręczono nam wezwanie na 20 sierpnia do Komendy Stołecznej Policji. Tam, podczas przesłuchania, przedstawiono mi postanowienie o postawieniu zarzutu z art. 288 § 1 Kodeksu karnego. Podano w nim też wycenę szkody przestawioną we wniosku złożonym przez białoruską ambasadę - chodzi tu o namalowanie czerwonej linii. Opiewa ona na niemal 98 tys. złotych. Jak rozumiem, wniosek ten został zaakceptowany przez Prokuraturę Rejonową z Ursynowa, która prowadzi śledztwo w tej sprawie. Jak widać, prokuratura zadziałała błyskawicznie - relacjonuje Wojcieszczuk. 

- Kwota jest dość ciekawa, biorąc pod uwagę, że koszt usunięcia graffiti z dowolnej powierzchni to mniej więcej 30 zł za metr kwadratowy - dodał. 

Zgodnie z art. 288 Kodeksu karnego § 1 Kodeksu karnego "Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5". 

W odpowiedzi przesłanej do redakcji Gazeta.pl Prokuratura Okręgowa w Warszawie potwierdziła przedstawienie wspomnianego zarzutu panu Michałowi. "W postępowaniu nadzorowanym przez Prokuraturę Rejonową Warszawa-Ursynów w Warszawie zarzut popełnienia czynu z art. 288 § 1 k.k. przedstawiony został Michałowi W. Czynność ta wykonana została przez funkcjonariusza Policji. W ogłoszonym zarzucie została wskazana wartość szkody opiewająca na kwotę blisko 97 tys. złotych. Wartość ustalono w oparciu o dołączoną do sprawy wycenę. W postępowaniu zarzuty przedstawione zostały jednej osobie" - poinformowała Aleksandra Skrzyniarz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie. 

Więcej o: